A zza krzyża wyjrzał diabeł

A zza krzyża wyjrzał diabeł

Awantura przed Pałacem Prezydenckim przyniesie plon, o jakim fanatycznym obrońcom krzyża nawet się nie śniło. Przepychanki oglądane przez miliony telewidzów niejednego z nich przymusiły do zastanowienia się nad stanem relacji państwa i Kościoła. A jest się nad czym zastanawiać.
Jakim państwem jest dziś Polska? Jeszcze państwem prawa czy już wyznaniowym? Czy nasza konstytucja, która mówi o świeckim państwie i o rozdziale tych instytucji, jest już tylko martwym zapisem? Pytają o to nie tylko ludzie niewierzący czy wyznawcy innych religii poza katolicką. Pytają nawet politycy katoliccy. Gorzka lekcja, jakiej przeważająca część duchownych katolickich udzieliła prezydentowi Komorowskiemu w czasie kampanii wyborczej, jest najlepszym dowodem na to, jak bardzo polski Kościół jest dziś upolityczniony. I jak bardzo jest politycznie stronniczy. Większość kleru poparła Jarosława Kaczyńskiego i popiera PiS. Dlaczego? Bo myśli tak jak PiS i zgadza się z poglądami Kaczyńskiego. Straszącego zagrożeniami, jakie dla Kościoła płyną z laickiej, bezideowej i bezbożnej Europy. Ta część duchowieństwa wierzy, że tylko PiS może obronić Kościół przed wrogami. Dla nich Komorowski, choć też katolik, jest niewiarygodny. Bo jest zbyt pluralistyczny i otwarty na ludzi o innym światopoglądzie. A Kościół w swojej większości boi się demokracji i podmiotowości obywateli. Nowoczesność zaś traktuje jako zagrożenie, a nie szansę.
Bardzo aktywne wsparcie, jakie Jarosław Kaczyński dostał w wyborach od duchowieństwa, ma teraz ciąg dalszy. I nie jest to bynajmniej spłata zaciągniętego długu, ale wręcz odwrotnie – wciąganie tej części Kościoła, którą Kaczyński uważa za swoją, do jeszcze głębszego porozumienia. Do gry o interesy Prawa i Sprawiedliwości. A głównym interesem PiS jest teraz zbudowanie mitu wokół katastrofy smoleńskiej, a przede wszystkim kultu wokół Lecha Kaczyńskiego. I tworzeniu tego kultu mają służyć wszelkie pomysły i działania związane z zajmowaniem przez sympatyków PiS otoczenia Pałacu Prezydenckiego. To stamtąd ma płynąć wyraźny przekaz do społeczeństwa. Lokator, choć zamordowany, wiadomo przez kogo, jest ciągle pełnoprawnym i jedynym prawdziwym gospodarzem tego pałacu. Mógłby go zastąpić jedynie brat, ale że tak się nie stało, to każdy inny jest tylko uzurpatorem. Stąd taka presja na postawienie właśnie tam pomnika Lecha Kaczyńskiego. I działanie metodą faktów dokonanych. Widać po determinacji liderów partii, że tego przyczółka są gotowi bronić za wszelką cenę. I że to ta partia kryje się za krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Krzyżem cynicznie używanym do celów politycznych. A ta część Kościoła, która nie godzi się na tę hucpę i chciała wyprowadzić krzyż, jest w mniejszości. Została przez wyznawców Kościoła PiS-owskiego zelżona i wygoniona. Zakwestionowano wszystko. I jej katolicyzm, i jej polskość.
Wchodząc w mariaż z Kaczyńskim, Kościół będzie musiał płacić kolejne rachunki. Tyle że nie są to tylko rachunki Kościoła. Wiele z nich obciąża państwo polskie i nas, obywateli.
Zostawianie państwa fanatykom i zwalczającym się frakcjom kościelnym to przyzwolenie na obecne, chore relacje państwa z Kościołem. Relacje, które w dużej mierze obarczone są patologią. Jak chociażby wypływające z budżetu państwa miliardy złotych przeznaczone na utrzymanie kościelnej biurokracji, tysięcy kapelanów ulokowanych już chyba we wszystkich możliwych instytucjach i nauczycieli religii. A zwłaszcza na dobra materialne przekazywane parafiom bez umiaru i niezgodnie z prawem.
Powrót do europejskich standardów będzie bardzo trudny. Ale im później ten proces zaczniemy, tym gorzej dla naszego państwa. Jest w tym procesie miejsce na lewicę i jej aktywność.

Wydanie: 32/2010

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy