Dlaczego Zaremba kłamie

Dlaczego Zaremba kłamie

Dziś będzie trochę prywaty. Opiszę Państwu, jak zostałem medialnym watażką. Będzie to trochę historia jak z tego dowcipu o człowieku, któremu wszystko kojarzyło się z d… Z taką tylko różnicą, że springerowski „Dziennik” nie uchodzi za pismo satyryczne, a jeśli już, to za gazetę często przekraczającą granice śmieszności. Zwłaszcza wtedy, gdy wiernie i gorliwie, ale mało rozumnie wspiera PiS. Tak im te bliskie związki z partią braci zamuliły głowy, że w „Dzienniku” wszystko kojarzy się z tą przeklętą, diaboliczną lewicą, która nieustannie na nich dybie. Chorzy na antylewicowość tracą instynkt i nie widzą, że do bram redakcji puka niemiecki właściciel, który nie chce już wydawać kasy na nieudaczników (ponoć w ubiegłym roku trzeba było do gazety dołożyć 100 mln zł). Gdybyż w „Dzienniku” byli tylko ludzie małego talentu i niezbyt lotni, to może kapitał niemiecki by zainwestował w jakieś zajęcia szkoleniowe? Ale co zrobi, gdy stwierdzi, że deficytowe prywatne medium grupka ludzi wykorzystuje do rozgrywek kadrowych i promocji własnych kumpli? Posługując się przy tym kłamstwem i epitetami. Jednym z takich bezczelnych manipulatorów i kłamców jest Piotr Zaremba. Wielce zasłużony dla prawicy pogromca jej przeciwników. Piszę o nim takim językiem, bo jest to język, którym często opisuje on ludzi. To dla niego jestem medialnym watażką! Dlaczego? Bo mam inne zdanie niż Zaremba na temat kondycji Polskiej Agencji Prasowej i kompetencji części zarządu tej spółki, czyli Piotra Skwiecińskiego.
Zaremba, „Dziennik” i „Rzeczpospolita” opisują świat, którego nie ma. Zaremba opisuje swojego bliskiego kolegę z dawno upadłego „Życia” jako wybitnego i prężnego menedżera, twórcę sukcesów PAP. Skąd o tym wszystkim wie? Ano od Skwiecińskiego, bo ze mną nie rozmawiał! W ramach rozpisanej na głosy kampanii podpierania Skwiecińskiego „Dziennik” wydrukował tekst pochwalny o świetlanych latach agencji pod wodzą nowego wielkiego słoneczka, czyli Piotra S. W Korei Północnej słoneczko gaśnie, to u nas dla równowagi się pojawia!
Takie bałwochwalcze teksty nigdy by nie powstały, gdyby prawicowi dziennikarze chcieli uczciwie opisać sytuację, w jakiej jest dziś PAP. Gdyby pojechali do Drukarni Naukowo-Technicznej na Mińską, gdzie od wielu tygodni trwa protest. Gdyby porozmawiali z członkami Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Poligraficznego albo bliższymi im ideowo członkami „Solidarności” Regionu Mazowsze. Gdyby spotkali się z Radą Pracowniczą całej Agencji. Gdyby wysłuchali bezprawnie zwolnionego dyrektora drukarni. Gdyby zapoznali się z opinią innych członków zarządu spółki. Gdyby zechcieli się dowiedzieć, dlaczego unieważniono przetarg na system „Tryton”. Tych gdyby jest jeszcze kilkanaście i przyjdzie pora na ich opisanie. Teraz mam tylko jedno pytanie, dlaczego pan kłamie, panie Zaremba? Czy w Polsce prawicowy musi oznaczać kłamiący ignorant?
Na koniec coś weselszego. „Rzeczpospolita” w takim pośpiechu robiła materiały o PAP, że w tytule napisała „Andrzej Skwieciński pozostaje prezesem PAP”. Myślałem, że wylewając na mnie pomyje, wiedzą chociaż, kogo bronią. A przynajmniej, że znają imię i nazwisko wybitnego prezesa.

Wydanie: 4/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy