W osiemdziesiątą rocznicę

W osiemdziesiątą rocznicę

W tym tygodniu generał Wojciech Jaruzelski kończy osiemdziesiąty rok życia. Jest okazja, aby zastanowić się nad jego znaczeniem i rolą w najnowszej historii Polski. Nie byłem zwolennikiem Generała, dopóki miał władzę. Sądziłem, że przyjmuje niewłaściwe priorytety, w sytuacji gdy zadaniem pierwszoplanowym, absolutnie podstawowym było zerwanie z ekonomicznymi dogmatami realnego socjalizmu i zwrócenie społeczeństwu wolności gospodarczej. Jeśli nie robi się tego, co jest oczywistym wymaganiem narodowego interesu i zdrowego rozsądku, wszystko inne, co się robi, musi się wydawać rzeczą bez znaczenia. Rząd, którym generał Jaruzelski kierował jako szef partii, wydawał się bezczynny, mimo iż wszyscy tam mieli pełne ręce roboty. Moim poglądem zachwiał trochę profesor Zdzisław Sadowski, który w artykule drukowanym kiedyś w „Nowym Życiu Gospodarczym” wskazał na obiektywne ograniczenia, jakim Jaruzelski wówczas podlegał. Reformom sprzyjał, ale widział się zmuszonym do zachowania daleko idących ostrożności.
Odczuwałem zawsze rezerwę wobec ludzi, którzy deklarowali się jako zwolennicy ideologii marksistowskiej. W szerzeniu tej ideologii w wojsku generał Jaruzelski odgrywał rolę odpowiadającą stanowiskom, jakie zajmował. Czy można mu jednak postawić zarzut z tego powodu? To, co dyskwalifikowało profesorów czy intelektualistów, niekoniecznie obciążało oficerów. Oficer wyznaje religię tego króla, któremu aktualnie służy: jeżeli przechodzi pod sztandary władcy protestanckiego, porzuca wyznanie katolickie. Konwersje religijne oficerów zawsze były oceniane według innych kryteriów niż konwersje cywilów. Nikt nie uważał, że postępuje niehonorowo baron bałtycki, który służąc w armii prawosławnego cesarza porzucał luteranizm dla prawosławia. Nasz bohater narodowy, generał Józef Bem, przyjął islam po wstąpieniu do wojska tureckiego, nie on jeden zresztą. Trzeba w tym widzieć akt lojalności wobec armii, do której się wstąpiło, czyn w żadnym razie niesprzeczny z honorem oficerskim. Skoro Wojciech Jaruzelski obrał karierę oficerską, konieczne i słuszne było, że przyjął obowiązującą wówczas w Ludowym Wojsku Polskim ideologię komunistyczną, ten „islam XX wieku”, jak pisał Jules Monnerot.
Jest postacią w pełnym tego słowa znaczeniu historyczną. Żaden inny człowiek nie odegrał tak wielkiej roli w przełomie ustrojowym jak on. Realny socjalizm pospolicie dziś nazywany komunizmem skończył się w momencie zalegalizowania opozycji politycznej. Decyzję w tej sprawie powziął nie Jan Nowak-Jeziorański, nie Tadeusz Mazowiecki ani Geremek, lecz generał Wojciech Jaruzelski. Inni mogli sobie chcieć tego lub owego, ale zdecydować mógł tylko on i on zdecydował. Człowiek, który najwięcej przyczynił się do wprowadzenia ustroju demokratycznego i gospodarki rynkowej, jest dziś prześladowany politycznie. Nawet prezydent i premier wywodzący się z tego samego obozu (i jemu w dużej mierze zawdzięczający swoje kariery) nie widzą w tym nic złego i nie robią nic dla oddania mu sprawiedliwości. Naród żyje w propagandowej malignie, uważa się prawie powszechnie, że o przełomach politycznych rozstrzygają pogadanki radiowe i „latające uniwersytety”, natomiast postanowienia zapadające na szczytach władzy dają realne skutki tylko wówczas, gdy mają na celu zwiększenie ucisku i nie mają żadnej realności, gdy przynoszą zwiększenie wolności.
Najważniejszym czynem gen. Jaruzelskiego było postanowienie powołania Okrągłego Stołu. W tym wydarzeniu należy rozróżnić sedno i drugorzędne okoliczności towarzyszące. Do okoliczności drugorzędnych można zaliczyć dobroduszne, żeby nie powiedzieć naiwne złudzenia, za które odpowiedzialność spada na współpracowników i doradców Generała. Drugorzędnym składnikiem był także aspekt niemoralny tej decyzji: zdradzeni zostali podwładni Generała, wykonawcy jego rozkazów i dyrektyw, których nie uprzedzono o tym, jaka zmiana w rzeczywistości się szykuje, i którzy zostali wydani na upokarzające traktowanie przez triumfującą „Solidarność”. Można to usprawiedliwić, tak jak usprawiedliwia się generała de Gaulle’a, który chcąc zakończyć wojnę w Algierii, musiał zdradzić algierskich Francuzów. W polityce nawet najzbawienniejsze plany nie zawsze mogą być realizowane w atmosferze czystości moralnej. Trudniej zbagatelizować błąd analizy socjologicznej polegający na wyłączeniu z przygotowań do zmiany ustroju ugodową wobec władzy część społeczeństwa. Dopiero dzięki demokracji jej reprezentanci mogli zająć miejsce na krajowej scenie politycznej, m.in. za pośrednictwem SLD.
Generał Jaruzelski wywarł również wpływ na historię krajów Europy Środkowej. Zburzenie muru berlińskiego, symbolizujące w oczach świata upadek potęgi radzieckiej, było możliwe dzięki uprzedniemu poddaniu Moskwy testowi na zdolność interweniowania w strefie geopolitycznej, nad którą panowała od czasu zwycięstwa w wielkiej wojnie. Okrągły Stół zarządzony przez Jaruzelskiego był takim testem. Jest oczywiste, że wypadł pomyślnie dzięki temu, że na Kremlu siedział Michaił Gorbaczow, ale zasługa wykorzystania wyjątkowej koniunktury przypada Jaruzelskiemu.
Przełomowy moment zmiany ustroju jest zbyt powierzchownie i zbyt rzadko analizowany. Można zrozumieć przyczyny: uważne spojrzenie prowadzi do skorygowania propagandowej wersji. Pozwala dostrzec różnicę roli (i zasługi) tych, którzy zdecydowali o zmianie ustroju, i tych, którzy tylko bardzo tego chcieli i w następstwie błędów i niedopatrzeń popełnionych przez tych pierwszych stali się głównymi beneficjentami zmian. Beneficjenci zrobili wszystko, co potrafili, aby obedrzeć generała Jaruzelskiego z jego zasług i sobie przypisać decyzję, jak gdyby chcieć znaczyło tyle, co decydować.
Stan wojenny co do ważności historycznej nie wytrzymuje porównania z Okrągłym Stołem. Jeśli w ocenie pominąć to, czemu zapobiegł, a co wywołuje spory bez wyniku, da się sprowadzić do wielkiej operacji policyjnej. Osiągnęła ona założony cel przywrócenia zachwianych przez populistyczną rewoltę poprzednich stosunków. Nie był wydarzeniem przełomowym pod żadnym względem i nie zasługuje na tyle uwagi, ile mu się poświęca. Należy do perypetii politycznych, a nie do wydarzeń kształtujących dzieje narodu. W pamięci ludzi nie zachował się jako czas szczególnego ucisku. Jaruzelskiego tylko beneficjenci jego polityki mają za dyktatora. W narodzie przeważa sympatia i szacunek.

 

Wydanie: 27/2003

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy