Partia Powstania Warszawskiego

Partia Powstania Warszawskiego

Któryś z polityków prawicy ogłosił, że reprezentuje Partię Powstania Warszawskiego. To samookreślenie wydaje mi się trafne. Powstanie Warszawskie symbolizuje wielkie natężenie uczuć patriotycznych, niczym niehamowaną wolę walki z wrogiem, błędne kalkulacje polityczne, klęskę narodową i wreszcie przerzucenie odpowiedzialności na wrogów za to, że zachowali się wrogo, oraz na aliantów, że nie pomogli. Partia Powstania Warszawskiego jest partią wszystkich przegranych powstań, bo wszystkie one mają taką samą wymowę, chociaż żadne z poprzednich w wymiarze realnym nie było aż takim horrorem jak warszawskie.
Apologia Powstania Warszawskiego wskazuje, jaki stan umysłowy obecnie w Polsce panuje i określa rozeznania polityczne. Nie jedna partia, lecz wszystkie, lewicy „postkomunistycznej” nie wyłączając, głoszą chwałę tego powstania i chcą do niego należeć. Polskie myślenie polityczne jest zmitologizowane i zmistyfikowane, pełne urojeń i złych uczuć.
Cudzoziemcy mówią, niekiedy nawet z podziwem, że Polacy znają historię i żyją nią. Jeszcze bardziej o tym są przekonani sami Polacy, którzy to „życie historią” odgrywają w codziennych niemal rytuałach. Wiedzą, co myśleć o przeszłych wydarzeniach, ale o samych tych wydarzeniach wiedzą bardzo mało, a najczęściej mniej niż nic, bo wiedzieć fałszywie, to gorzej, niż nic nie wiedzieć. Wiedzieć rzecz elementarną o jakiejkolwiek bitwie, to wiedzieć, czy została ona wygrana, czy przegrana. Ilu Polaków potrafi odpowiedzieć na takie pytanie, gdy chodzi o Powstanie Warszawskie? Partia Powstania Warszawskiego nie przyzna się do klęski, przeciwnie, twierdzi, że dzięki powstaniu żyjemy dziś w wolnej Polsce. Nie tylko demagodzy partyjni tak twierdzą, ale również członkowie Polskiej Akademii Nauk. Armia Krajowa zwyciężyła, ale z opóźnieniem; zważywszy na ostateczny rezultat – opłaciło się. Powstanie zrobiono w tym celu, „abyśmy mogli żyć w wolnej Polsce” i właśnie żyjemy. Wykrycie związków przyczynowych między zburzeniem Warszawy w 1944 r. a upadkiem systemu radzieckiego w 1989 stanowi wkład polskiej histografii do skarbnicy wiedzy ludzkiej. Bez Polaków Norman Davies by na to nie wpadł. Rozejrzyjmy się wobec siebie, przyjrzyjmy się szczęściu własnemu i swoich rodaków, a będziemy musieli przyznać, że dla tak wspaniałego rezultatu warto było poświęcić życie 200 tysięcy mieszkańców Warszawy. (Założyłem na chwilę, że polska teoria związków przyczynowych jest prawdziwa i że powstańcy walczyli nie po to, by zwyciężyć w 1944 r., lecz 45 lat później).
Partia Powstania Warszawskiego nie bierze odpowiedzialności za realne skutki swoich czynów, tego się nauczyła z historii, wpoiła to sobie głęboko i możemy być pewni, że za to, co wyrządzi krajowi i ludziom, winą obarczy przeciwników. Partia PW robi politykę w świecie wyimaginowanym, gdzie pewna jest tylko wola walki, a poza tym nie wiadomo, co z czego wynika i co po czym następuje, można więc wszystko powiedzieć, ale nie dosłownie. Mówi się metaforami, hiperbolami, zdania są albo ocenami, albo insynuacjami, niczego nie można zanegować, bo Partia PW straszy niewiernych, potrząsając piszczelami pomordowanych, które do tego celu pracowicie gromadzi. Ranny powstaniec straszliwie cierpiał, umierając z powodu gangreny, ale jaki był piękny! – wspomina bardzo kulturalna pani.
Nie mówi się już, że kalkulacje połowy dowództwa Komendy Głównej były błędne (tylko połowa opowiedziała się za powstaniem), lecz głosi się zahipnotyzowanemu ogromem nieszczęścia narodowi: „Stalin rękoma zbrodniarzy niemieckich ukrzyżował Warszawę” albo „Zatrzymanie się wojsk radzieckich 30 km za Wisłą oznaczało wydanie wyroku na Warszawę”. Bór-Komorowski miał zwycięstwo w kieszeni, trzeba było tylko, żeby zbrodniarze niemieccy opuścili miasto albo Armia Radziecka w porę wkroczyła. Niestety, zbrodniarze niemieccy czy inni mają to do siebie, że mordują, Stalin, kawał sukinsyna, nigdy nie spieszył z pomocą przeciwnikom, a nieśmiertelna Partia Powstania Warszawskiego chciałaby walczyć z wilkami, które mają naturę baranków. Gdy jednak wilki zachowują się jak wilki, Partia PW napełnia świat swoim lamentem i złorzeczeniami, którym nie masz końca.
Prawda o Powstaniu Warszawskim jest taka, jak ujął gen. Anders. Na wiadomość, że wybuchło, zareagował najsurowszym potępieniem: uznał je za zbrodnię przeciw narodowi polskiemu. Gdy jednak nie było już odwrotu i w Warszawie rozgrywała się tragedia, przeniósł uwagę na bohaterstwo walczących. Z polskiego punktu widzenia niewiele można dodać. W pojęciu zbrodni przeciw narodowi mieści się też decyzja połowy Komendy Głównej, aby walkę stoczyć w murach wielkiego miasta, ludność cywilną biorąc za ochronę.
Wielkość patriotycznego czynu szacuje się w Polsce według poniesionych strat. Na niczym innym przecież nie polega wielkość Powstania Warszawskiego jak na niebywałych stratach.
Czym jest realizm w polityce – można długo się spierać, natomiast odrzucenie realizmu ma sens bardzo jasny: oznacza danie sobie z góry rozgrzeszenia za cierpienia, za zło wyrządzone miastu, narodowi czy ludziom po prostu.

Wydanie: 32/2005

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy