Strefa graniczna

Podobno każdemu z nas przynajmniej raz w życiu coś niezwykłego się zdarzyło, coś, co nie mieści się w głowie. Coś zniknęło, coś niezwykłego się pojawiło, ktoś miał trafną intuicję albo proroczy sen, albo niesamowity zbieg okoliczności – możliwości są niezliczone. Tak przynajmniej utrzymuje Mike Dash, wykładowca Cambridge (nie wiem zresztą, czego) w książce „Granice poznania”, w której traktuje o wszystkich możliwych niesamowitościach: poltergeistach, stygmatach, lewitacji, UFO, potworach itd. Pewnie nie o wszystkich, bo co mniej wygodne dla siebie opuszcza.
Książka ma być naturalnie „obiektywna”, co oznacza, że jest sceptyczna. Ale o dziwo nie fanatycznie – autor dopuszcza, że może się mylić. Jakoż zapewne myli się często, ale kto by się w tej mętnej dziedzinie nie mylił. Jak się to często zdarza, Dash uwikłał się w rozważania co do wiarygodności świadków, a potem wszystko zwalił na względność poznania, pomyłki, omamy, zwidy – jednym słowem, na psychologię. A czy zdarzyła się na świecie w ogóle chociaż jedna rzecz jednoznaczna, nawet w takich dziedzinach jak budżet państwa, wojna albo zdrowie? Jeden mówi tak, drugi nie, trzeci jeszcze co innego. Najbezpieczniej intelektualnie trzymać się zasad starego Gorgiasza z Leontinoj: „Nie ma nic, jakby nawet było, to nie można tego poznać, a gdyby się nawet poznało i tak nie można o tym nikomu powiedzieć. Powtarzam to sobie częściej niż 10 przykazań. Mike Dash pewnie też, ale bardzo po cichu.
Ciekawe więc, że w ogóle cokolwiek wychodzi z jego analizy obronną ręką (proszę zauważyć, jaka bzdura mi się napisała: „wychodzić ręką”). Są to: z wieloma wprawdzie zastrzeżeniami życie pośmiertne, poltergeisty, niektóre duchy i lewitacja. Dash nie ma litości ani dla Lourdes, ani dla Fatimy, ani dla neapolitańskiej krwi św. Januarego. Ale nie wspomina nawet o wielkanocnym, prawosławnym „zstąpieniu ognia” w Jerozolimie, a właściwie też nic o cudach Sai Baby, tysiąckrotnie poświadczonych i udokumentowanych. Ponieważ jest to autor bardzo ostrożny i jednak rzetelny, przeczytać jego książkę warto. Choćby dla przekonania się, że „strefa graniczna” zawiera w sobie niewyobrażalny ogrom przypadków i możliwości. A i tak nie obejmuje wszystkiego.
Zresztą i sam Dash może w niektórych przypadkach tylko wyrazić zdziwienie. Dlaczego na przykład ektoplazma, której nie kwestionuje, wydzielała się z ciała medium sto lat temu, a nie wydziela się teraz? Rzeczywiście, sam o tym myślałem, ale sądziłem, że po prostu nie biorę udziału w seansach mediumicznych, więc się z tym nie zetknąłem. A może Dash też jest w podobnej sytuacji? Czy w ogóle ktoś współcześnie tego próbował? Może nie ma zwyczajnie mody na takie praktyki, jak nie ma mody np. na noszenie gorsetu, więc damy nie mdleją, bo się nie duszą.
Ale jak świadczą bodaj przykłady z lewitacją czy ektoplazmą, powszechnie przyjmowana wizja świata nie może być prawdziwa Jeśli z ludzkiego ciała może się swobodnie wydzielać nie wiadomo co, ale bezkształtne i w dodatku ważące do 30 kilo, a potem absorbuje z powrotem, to znaczy, że o owym ciele właściwie niewiele wiemy. I tak chyba jest z całą materią wszechświata, ze wszystkim, co w ogóle widzimy. Tu potrzeba po prostu zmiany metody widzenia, światopoglądu, w końcu czort wie czego. Może rację mają hinduiści, może ekstremalnie nowoczesna fizyka, może i jedno, i drugie. W końcu widzimy i czujemy tylko określone częstotliwości, bo posiadamy takie a nie inne zmysły. Wyglądamy niejako przez kilka niewielkich okienek, np. od czerwieni do fioletu, a obiektywnie rzecz biorąc, byłoby do zobaczenia, odczucia i zrozumienia milion razy więcej.
Nasza małpia ciekawość żąda tego miliona! Żąda tak usilnie, że nasze stulecie będzie pod znakiem spraw paranormalnych. (Oczywiście, pod wieloma innymi znakami także). A kto tego nie widzi – nie widzi niczego. I dobrze mu tak.

Wydanie: 37/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy