Rozpacz ukarana

Jechałem wczoraj do Warszawy z mojego Kaczego Dołu, w którym mieszkam od blisko pół wieku i natrafiłem na scenę dobrze mi znaną z dawnych lat. Duża grupa młodych ludzi, ubranych w mundury policyjne, grała wyznaczoną jej rolę “damskich bokserów”, czyli dość brutalnie usuwała z jezdni Trasy Łazienkowskiej niewielki tłum zrozpaczonych pielęgniarek. Doszło, jak wiemy z mediów, do “przepychanek”; w rezultacie kilkanaście kobiet trzeba było oddać pod opiekę szpitalną, inne skierowano do kolegium, by tam wyznaczono im kary za rozpacz, jakiej uległy z powodu biedy w ich domach. Kara za rozpacz? Czy taka miała być nasza polska nadzieja, w imię której bojowaliśmy z komuną o wolność i godne życie? Kara za rozpacz. Szczególna sprawa.
Prawicowa doktryna polityczna głosi uparcie to samo, co obwieszczała komuna: “Drogi muszą być przejezdne – zrozpaczeni mają milczeć i pracować”.
Nie jest dobrze, gdy rozpacz jednych utrudnia normalne życie innym i być może wszystko wyglądałoby w naszej ojczyźnie inaczej, gdybyśmy mieli sprawiedliwe państwo. Polska jest, niestety, inna. Zbliżamy się do niego albo już osiągnęliśmy europejski rekord rozwarstwienia społecznego. Nasi nababowie zarządzający gospodarką bądź mediami osiągają miesięcznie większe dochody niż te dygocące z zimna na drogach, protestujące pielęgniarki w ciągu roku. Bieda szerzy się w Polsce bez umiaru, zaś prawicowi politycy i dygnitarze szczycą się, gdzie tylko mogą, sukcesami transformacji. Na społecznej górze trwa nieustający bal dobrobytu, na dole tli się już zalążek rewolucji rozpaczy. Te zmarznięte panie są jej forpocztą. Rząd uspokaja, iż właśnie zostały przygotowane projekty ustaw mające regulować systemowe zmiany w sytuacji położnych i pielęgniarek. One to słyszą już od dawna. Słowa “systemowe zmiany” dźwięczą w ich uszach jak mowa trawa. Wszak o reformie służby zdrowia mówi się już od wielu lat i dopiero, gdy nastąpiła eksplozja rozpaczy pielęgniarskiej, do Sejmu coś tam trafia, co ponoć w perspektywie lat ma poprawić sytuację w tym zawodzie. Obecnie upokarzające zarobki mają wzrosnąć o małe sumy. Cóż? Osiłków w policyjnych mundurach nie brakuje, więc pielęgniarski proletariat niczego zapewne na blokadach ulic i granic sobie nie wytupie. Kłopot publiczny tylko z tym, że bunt pielęgniarek jest zaledwie małym fragmentem szerszego sprzeciwu społeczeństwa przeciwko filozofii głoszącej, iż: “Drogi muszą być przejezdne, a zrozpaczeni mają milczeć i pracować”.
W społeczeństwie rośnie ferment bez ujścia dla gniewu ludu. Przyjdzie jednak chwila, gdy osiłki w policyjnych mundurach nie udźwigną ładu i spokoju, jaki w innych krajach osiąga się mądrością władzy publicznej. Na dodatek nieszczęść, sprawianych prawicy przez los, rośnie niepokojąco popularność lewicy, co rokuje jej w najbliższych wyborach szansę na zwycięstwo. Ostatnio do walki z prolewicowymi sympatiami narodu włączono znowu historię. Wykorzystuje się nagminnie rocznice wszystkich tragedii narodowych, by wspomnieniem o tych nieszczęściach gasić lewicowe ciągoty Polaków. Uroczyste msze święte, kwiaty, wieńce, dramatyczne mowy polityków mają przypominać nieustannie narodowi, jaka groźba wisi nad krajem w razie zwycięstwa tych sił politycznych, które rządzą prawie całą Europą, czyli sił lewicowych.
Nawet Kościół katolicki włączył się do tej gry i zaczął upolityczniać istotę religii, jaką jest kult świętych. Chłopcy zabici przed kopalnią “Wujek” mają być beatyfikowani. Mam szczególne poczucie łączności z ludźmi zawodów górniczych, gdyż sam ongiś, w pradawnej młodości, kopałem węgiel, toteż wiadomość o zamiarze wyniesienia na ołtarze zabitych barbarzyńsko górników powinna mnie cieszyć i tak by się działo, gdybym nie dostrzegał w tym zamiarze czysto politycznych intencji walki z lewicą przy użyciu narzędzia modlitwy.
Warto w tej sprawie wrócić do historii. U zarania niepodległości Polski, ponad 70 lat temu dokonano zamachu stanu przeciw legalnej władzy. W bratobójczych walkach straciło życie ponad 400 (czterysta) osób walczących bohatersko w obronie demokracji. Jakoś nie słychać, by Kościół miał ich za męczenników. Polegli w obronie demokracji, nie mają nigdzie pomników, nie wiem, czy uczy się w szkołach o ich ofierze życia. Czym się ta śmierć w obronie prawa różni od śmierci górników z “Wujka”, a jednak milczy się totalnie o ofiarach zamachu majowego, który na dodatek nie przyniósł Polsce korzyści, raczej procesy polityczne, obozy, niedemokratyczną konstytucję i odbieraną jako hańba – ucieczkę przez Zaleszczyki.
Dzisiaj, mimo historycznych doświadczeń, Kościół katolicki stawia znowu na prawicę, co już raz w historii przyniosło niezwykle krwawe żniwo. Nie zapominajmy, że z lęku przed komunizmem uzyskały pomoc ze strony Kościoła, przy zdobywaniu totalitarnej władzy, takie upiory historii, jak Mussolini, Franco i Hitler. Żyjemy w katolickim kraju i prawda o historii jest u nas starannie modyfikowana, by nie razić uczuć ludzi wierzących, ale powrót hierarchów do starych błędów musi niepokoić każdego, kto ma choć odrobinę wiedzy o przeszłości i wyobraźni o przyszłości.
Nie trzeba być człowiekiem żarliwie religijnym, by rozumieć, jakie wartości wnosi do życia społeczeństwa religia. Czy warto ją ponownie narażać na oskarżenie, iż Kościół wspiera możnych, a toleruje upokarzanie zrozpaczonych? Zabolało odmówienie przez proboszcza parafii, na terenie której leży Pałac Paca (Ministerstwo Zdrowia), zgody na mszę świętą dla strajkujących pielęgniarek. Czy rodząca się “Solidarność” nie korzystała z tego dobrodziejstwa? Czym się, wedle rogatego proboszcza, różni ten strajk od tamtych, z dawnych lat? Oba te bunty były protestem ludzi zrozpaczonych. Więc rozpacz też można podzielić na słuszną i niesłuszną? Jak się potem dziwić sukcesom wrogów Kościoła? Jeden profesor Opala zachował w tym wszystkim rozwagę i nie domaga się, by policja wywaliła pielęgniarki z Pałacu Paca. Należy mu to zapamiętać z wdzięcznością.

19 grudnia 2000 r.

Wydanie: 52/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy