Pamiętnik IV Rzepy

26.02 Ciekawość tego, co się stanie w Ameryce na gali oscarowej, spowodowała, że z założoną kichawą siedziałem do bladego świtu. I to jest o wiele większa ciekawość od tej, czy dostaniemy od sojuszników jakiś ochłap za niepotrzebną nam tarczę antyrakietową i czy po „nielotach” F-16 George Bush nie wtryni nam 21 lotniskowców, żeby pływały po Bałtyku przy rosyjskiej rurze. Pewnie w tej chwili zdziwiony czytelnik zada sobie pytanie:
– Dlaczego 21?
– Bo 21. zostanie przekazany dla Włoszczowy. Na wszystkich pięciu nominowanych do Oscara filmach byłem, obejrzałem do końca i uważam, że „Infiltracja” nie zasłużyła na tę nagrodę, ale niestety i tam są stare układy, a braci Kaczyńskich tam nie ma, więc nie ma kto ich rozbić.
Wyczytałem, że nasze kobiety zjednoczone we własnej partii, patrząc na te wszystkie nieudolne rządy, idą jak burza. W Łodzi w ciągu kilku tygodni zapisało się do niej ponad 400 kobiet, kiedy do PiS należy tam od dawien dawna tylko 219 członków, a do wszystkich innych pewnie nawet mniej niż do Prawa i Samoobrony, jak powiadają u mnie na wsi. I po ogłoszeniu dzisiaj na tych łamach, że jestem entuzjastą tego ruchu, który powinien się rozmnażać choćby dlatego, żeby dać solidnego kopa tym wszystkim bufonom, którzy nie licząc się ze zdrowym rozsądkiem niszcząc inne układy budują swoje układy, bliźniaczo, że zażartuję, podobne.
Tą deklaracją nieźle zacząłem tydzień. Wygląda tak, jakbym się wypisał z męskiego towarzystwa, ale szczerze mówiąc, to przez całe życie kobiety bardziej mnie pociągały, i to bez namowy wicepremiera Giertycha.
Stalina nie zdążyłem pokochać, Gomułki się nie dało, Gierka kochali tylko górnicy i vice versa*, Jaruzelskiego nie mogłem, bo miłość poznaje się po oczach, a on nosił ciemne okulary i nie wiadomo, czy miał je fiołkowe, czy piwne, czy nawet stalowe, wpatrzone w koksowniki; z Mazowieckim, gdybyśmy chcieli pójść do łóżka, to zanim by się on rozebrał, już byłby świt; z Millerem w żadnym wypadku, bo on za szybko kończy, a z obecnymi też nie, bo nie lubię baletów. Tak więc nie mam sobie nic do zarzucenia.
28.02 O WSI jest ciągle tajnie, a w TVP już po Wildsteinie. Dzień odejścia pana prezesa zaznaczył się pierwszym namacalnym cudem. Otóż pani dyrektor TVP, Małgorzata Raczyńska, która była na bezustannym zwolnieniu lekarskim, kiedy się dowiedziała, że pan prezes został usunięty z obiektu, natychmiast ozdrowiała. Odrzuciła te kule… tzn. ja nie wiem, na co ona chorowała, prawdopodobnie na wilstuberozę, a to bardzo szkodzi na nogi, w każdym razie odrzuciła te kule i zaczęła krzyczeć: – JA CHODZĘ!!! JA CHODZĘ!!! TO CUD!!! TO CUD!!! I wiecie państwo, co w następnej kolejności zrobiła ta zdrowa kobieta?
Od razu pobiegła do pracy. Taki mamy uczciwy aż do bólu naród we władzach. Natomiast bardzo ciekawie skomentował odwołanie Bronisława Wildsteina, swojego wcześniejszego faworyta, pan premier, odpierając zarzuty na upolitycznienie.
– Przecież za SLD też był Kwiatkowski! – czym mnie zatkał kompletnie, ponieważ nie wiedziałem, że dla pana premiera SLD może być jakimś konstruktywnym przykładem.
* vice versa – prawdopodobnie jedyne obce słowo, jakie zna wic.niewic.wic Andrzej Lepper

Wydanie: 10/2007

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy