Witaj jutrzenko rozumu

ZAPISKI POLITYCZNE 

Szkoda, że historia nie zostawiła nam w spadku takich słów piosenki, jak te w tytule dzisiejszego felietonu. Jutrzenka rozumu… Czy u nas zagości? Mamy taką szansę.
Myślę o zainicjowanej przeze mnie koalicji wyborczej SLD-UP.
Na kilka dni przed wyborami, kiedy piszę ten tekst, mam prawo sądzić, iż ta moja koalicja zwycięży w tych wyborach z nie gorszym wynikiem, niż to przewidują sondaże, co nam otworzy drogę do używania rozumu w kierowaniu sprawami kraju.
Łatwo nie będzie, to jedno wiadomo z całą okrutną pewnością. Nie będzie, gdyż odziedziczymy po rządach prawicy fatalny spadek. Zadłużenie ponad możliwości państwa i, co może gorsze, przyjdzie nam także borykać się z utratą zaufania społeczeństwa do tzw. klasy politycznej. Na dodatek prawica nie ucichnie w pokorze i nikogo nie przeprosi za utopienie kraju w bagnie długów i zwątpienia, lecz będzie organizować powszechny bunt przeciwko tym wszystkim ograniczeniom, jakie będą nieodzowne w wyniku czterech lat księżycowej gospodarki. Warto wskrzesić ten termin, ongiś, dawno temu, wymyślony przez Władysława Bieńkowskiego, wpierw przyjaciela Gomułki, a później żarliwego krytyka ustroju PRL. Pierwotnie tytuł brzmiał, o ile pamiętam, „Księżycowa ekonomia”, lecz wychodzi na jedno i ciśnie się na usta dodatkowe słowo: „rabunkowa”. Tak, niewątpliwie: rabunkowa ekonomia. Utwierdza mnie w przekonaniu o rabunkowym charakterze działań rządzącej prawicy lawina informacji z ostatnich dni prawicowej władzy. Przed chwilą usłyszałem w radiu wiadomość o wręcz bajońskich sumach, jakie chce otrzymać kierownictwo spółki KGHM Polska Miedź za kierowanie tym kombinatem w ostatnim roku. Z wszystkich stron dochodzą takie wiadomości ubarwione niebywałą nominacją na dyrektora Instytutu Leków magistra socjologii zamiast – jak to dotąd przez pół wieku bywało – profesora farmacji. Na dodatek do tej surrealistycznej wiadomości dochodzi wręcz mało prawdopodobna opowieść o wyjęciu drzwi od gabinetu dyrektorskiego przez dwóch urzędników Ministerstwa Zdrowia przybyłych do Instytutu po tym, jak Rada Naukowa zawiesiła owego nieszczęsnego nominata.
Gdzie my właściwie żyjemy i komu naród powierzył władzę na te ubiegłe cztery lata? Wszak historyjka o wyjęciu drzwi jako reakcji na niesubordynację ludzi podległych Ministerstwu Zdrowia to z całą pewnością korona wszelkich idiotyzmów, jakich dopuścili się kiedykolwiek Polacy w rządzeniu krajem. Jedyna nadzieja w tym, że jest ona jakimś prasowym przekłamaniem. Jeśli to prawda, niech ten, kto może, szuka sobie nowej ojczyzny na szerokim świecie. Tutaj dłużej nie da się żyć w miarę normalnie. Radio i gazety, które poinformowały o tym ewenemencie, nie doniosły, co się teraz dzieje z drzwiami. Są składowane w samym instytucie czy też zabrano je do resortu na przechowanie w pewnym miejscu. Gdyby mi w okresie, gdy kierowałem radiową redakcją reportaży literackich, któryś z reportażystów przyniósł do akceptacji taką opowieść jak ta o wyjęciu drzwi, poradziłbym mu, by sobie szukał pracy w dziale literackim Polskiego Radia, bo u nas nie tworzy się bajek.
Ale boję się, że obie te mało prawdopodobne, lecz ponoć realne opowieści – ta o premiach dla dyrektorów i ta o socjologu decydującym o lekach dla chorych – są prawdziwe. Biada nam. Najważniejsze pytanie brzmi jednak nieco inaczej. Teraz, po wyborach, zapewne zwycięskich dla lewicy, choć rozmiar tego sukcesu jest jeszcze – gdy to piszę – nieznany, warto pomyśleć na zapas, czy dajemy społeczeństwu jakąkolwiek gwarancję, iż nie zawiedziemy jego nadziei na pełny sukces tej tytułowej jutrzenki rozumu. O swobodzie już wiemy, że mocno zaćmiła umysły naszego społeczeństwa, które zawierzyło swój los ludziom do zyskania takiego zaufania nieprzygotowanym.
Jedyne, na co byli dobrze przygotowani, to szybkie sięgnięcie po rozliczne profity, jakie daje udział w sprawowaniu władzy.
Na spotkaniach przedwyborczych często jestem oskarżany jako członek władz krajowych i regionalnych „Solidarności” o niezasięgnięcie opinii społeczeństwa w dziele zamiany ustroju socjalistycznego na kapitalistyczny. Odpowiadam zgodnie z udokumentowaną dobrze prawdą, że pierwotna „Solidarność”, ta z lat 1980-1981, nie projektowała tak radykalnej zmiany, jaka nastąpiła po roku 1989. My, współtwórcy tego gigantycznego zrywu, w istocie swej już niepodległościowego, z czego nie zdawaliśmy sobie jeszcze sprawy, dążyliśmy do „socjalizmu z ludzką twarzą”. Na początku roku „Przegląd” wydrukował tekst mojego przemówienia, uznanego za programowy dokument naszego związku, wygłoszonego na pierwszym zjeździe Regionu Mazowsze NSZZ „S”. Wyraźnie tam widać, co się nam marzyło. Tylko „ludzka twarz”, nic więcej, gdyż nikomu na świecie nie przychodziło wówczas do głowy, że dni Związku Radzieckiego i ustroju zwanego niezbyt słusznie socjalistycznym są już policzone. Jednakże po roku 1989 wszystko, co wydawało się niedawno całkiem nierealne, okazało się możliwe.
Obecna wygrana wyborcza otwiera znowu trudny do przewidzenia jego przebiegu rozdział w historii Polski. Należy ufać, że ludzie obejmujący na dniach władzę wyciągną rozumne wnioski z przeszłości i nie będą dążyć do wznowienia republiki kolesiów – tej przeklętej, polskiej formy istnienia państwa. Jeśli na „pięć minut przed pogrzebem” zdecydowałem się na ewentualny powrót do czynnego uprawiania polityki, czemu dałem wyraz, ponownie kandydując do Sejmu RP, to uczyniłem tak dlatego, by móc skuteczniej niż artykułami w prasie zwalczać ciągoty do odtworzenia republiki kolesiów, której zaistnienie nam zagraża, bo tak sobie Polacy wyobrażają jedynie możność sprawowania władzy. Albo bycie w opozycji, albo rządy wraz z dobranymi kolesiami.
Teoretycznie nie można niczego przewidzieć, lecz pytanie o to, czy zaświta w naszych umysłach owa tytułowa „jutrzenka rozumu”, jest w tej chwili, i jeszcze długo pozostanie, pytaniem otwartym. Miejmy nadzieję – tyle można teraz, na trzy dni przed wyborami, powiedzieć.
19 września 2001 r.

Wydanie: 39/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy