I po wyborach

I po wyborach

Wielkie zmęczenie polityką i niesmak, więc kilka słów z innego świata. Wczoraj przed zaśnięciem mój ośmiolatek pyta: „Tata, czy łatwo jest poderwać dziewczynę?”. Potem dopytuje, jak ja poderwałem mamę. Myślę, jak niewiele brakowało, abym nie spotkał się z przyszłą mamą Frania, ile zbiegów okoliczności musiało zaistnieć, aby ten chłopczyk mógł się urodzić. Wszyscy jesteśmy milionerami, będąc dziećmi miliona zbiegów okoliczności.

Odkładanie już niepotrzebnych książek do pudeł, na dłoniach kurz jak srebrna krew. Wielki smutek z tym oddawaniem książek, to jakby koniec jakiejś cywilizacji. Wiele książek z biblioteki mojego ojca, więc jest też smak nielojalności wobec niego. Zdrady niemal. A pozbywać się książek nie jest łatwo, biblioteki nie zawsze chcą, nie mają już miejsca, antykwariaty ledwie żyją. Kończy się era papierowej książki.

Po roku starań udało mi się ściągnąć do Polski obrazy Piotra Krosnego, świetnego polskiego malarza żyjącego w Sztokholmie. Artysta kiedyś radził sobie nieźle, teraz sobie nie radzi. Szwecja nie jest zbyt przytulna dla malarzy. Stracił pracę, uczył dzieci malarstwa w szkole. Ma jakiś zasiłek, ale bywa głodny, a teraz nie ma koron na farby, odkrył, że tubki nigdy nie są do końca puste, wyciska je i wyciska, aż nagle ujawniły swój kres. Rysuje więc na kartonach po pudełkach. Jestem na warszawskim Starym Mieście, w malutkiej galerii przy ul. Freta, pomagam właścicielce rozpakować dzieła. 15 obrazów, trochę pasteli. Wieszamy je gęsto obok siebie, tworzą barwny kobierzec. To coś w rodzaju małej wystawy na Noc Muzeów. Wisieć będą do końca maja. Potem, jeśli się nie sprzedadzą, weźmie je znany warszawski marszand. Modlę się moją świecką modlitwą, by ta sztuka weszła w polski malarski krwiobieg.

W Międzylesiu starsza pani, starsza ode mnie pewnie zaledwie o 10 lat, a już w bardzo poważnym wieku, zawsze mi mówi dzień dobry. Znamy się jednak tylko z widzenia, pewnie kojarzy mnie z lektury. Jest piękna w swojej starości, widzę, że idzie z „Gazetą Wyborczą”, umarłbym ze zdumienia, gdyby szła z „Gazetą Polską”. Co czytamy, jest w naszych twarzach.

Prezes im bardziej się boi, że przegra wybory, tym bardziej tryska jadem. Premier natomiast bardziej łagodny, ale – by to określić delikatnie – nie mówi prawdy jak z nut. Ubogi, skromny milioner, uczciwy handlarz gruntami. Też przebył długą drogę od doradcy Tuska do kapłana religii kłamstwa. Oni śmiertelnie boją się Tuska, im bardziej się boją, tym bardziej są podli. Doprawdy trudno sobie wyobrazić, jaką to jeszcze postać przybierze.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 22/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 22/2019

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy