Wielkość i małość

Wielkość i małość

Zaproszenie gen. Jaruzelskiego do Moskwy na uroczystości 65. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem spowodowało, że Generał znalazł się znów w centrum uwagi. Jeśli do tego dodać, że część naszych polityków uważa, że do Moskwy nie powinien lecieć prezydent Kaczyński, sądząc, że jego nieobecność obniży rangę uroczystości i da nauczkę Rosjanom, to widać, jak sprawa jest gorąca. Przypomnieć należy, że Rosjanie zaprosili do Moskwy 14 prezydentów państw koalicji antyhitlerowskiej i kilku byłych prezydentów. W tej ostatniej grupie są m.in. Valéry Giscard d’Estaing, George Bush senior i gen. Wojciech Jaruzelski.
Faktycznie, Lech Kaczyński ma kłopot. Jak wiadomo, za granicę to on w ogóle nie bardzo lubi jeździć. Jako wielki patriota po prostu źle się czuje na obczyźnie. Jest też bardzo przywiązany do języka ojczystego i nie lubi, jak wokoło mówią w językach obcych. A tu by trzeba lecieć nie dość, że za granicę, to jeszcze do Moskwy! Jakby kłopotów z tym było mało, okazuje się, że do Moskwy zaproszony jest także gen. Jaruzelski. W dodatku ciągle generał, bo do tej pory braciom Kaczyńskim nie udało się jeszcze zrealizować jednego z marzeń i doprowadzić do zdegradowania generała do stopnia szeregowca.
Dyskusja o tym, czy Lech Kaczyński ma lecieć do wrażej Moskwy, ma zatem dodatkowy wątek. Czy lecąc, ma wziąć ze sobą do samolotu gen. Jaruzelskiego? Jaki wziąć samolot? Czy rządowy Tu-134, który miast ostatecznie wylądować w muzeum lotnictwa, wciąż jest ważnym rekwizytem polskiej polityki? Spory o to, czy poleci nim premier, czy prezydent, czy wsiądą doń razem, czy osobno, czy Kancelaria Prezydenta zapłaci za jego przelot, czego domaga się Kancelaria Premiera, a nawet czy prezydent wniesie na pokład kanapki, czy zapomni i musi mu donieść w reklamówce żona, wciąż zaprzątają uwagę polskich polityków i publicystów. Tym razem problemem numer jeden okazuje się pytanie, czy gdyby prezydent Kaczyński leciał do Moskwy, to ma wziąć na pokład eksprezydenta Jaruzelskiego, czy nie. Dziennikarze najpoważniejszych (?) mediów czując wielkość problemu, pytają o zdanie polityków. Lech Wałęsa zgodnie z oczekiwaniami jest za, a nawet przeciw. Ale dyplomatycznie mówi, że Generał miał prawo być zaproszony do Moskwy, bo walczył w II wojnie światowej. Co do samolotu, to Lech Wałęsa twierdzi, że to nie powinna być sprawa prezydenta, tylko organizatorów. Nie mówi jednak, czy chodzi mu o organizatorów uroczystości w Moskwie, czy organizatorów wyjazdu w Warszawie.
Zdecydowanie bardziej pryncypialny jest, jak zwykle zresztą, były niezależny komentator polityczny i były niezależny politolog, dziś już jawnie wyjątkowo gorliwy PiS-owiec, europoseł Migalski. Układając usteczka w ciup, mówi, że zabranie przez Kaczyńskiego Generała na pokład samolotu byłoby „zdradą tych, których zdradzono o świcie” i wcale nie wie, że brzmi to jedynie komicznie.
Na szczęście o zdanie w tej sprawie pytano ostatnio nie tylko polityków. Zapytano też Polaków. Wyniki badania opinii publicznej okazały się wyjątkowo korzystne dla Generała. 63% Polaków uważa, że gen. Jaruzelski powinien być jedną z osób reprezentujących Polskę na uroczystościach w Moskwie. 69% uważa, że prezydent Kaczyński powinien wziąć ze sobą do samolotu gen. Jaruzelskiego, najwyraźniej nie czując się „zdradzonymi o świcie”. A w ogóle to 52% Polaków uważa Generała za postać w historii Polski pozytywną. Zważywszy na trwającą nieustannie od lat nagonkę na gen. Jaruzelskiego (w ostatnim półroczu ukazało się w polskiej prasie ponad 250 artykułów na jego temat, w większości krytycznych, po części obelżywych i oszczerczych), wytoczenie mu haniebnych procesów i epatowanie społeczeństwa przez IPN coraz to nowymi „rewelacjami” na jego temat, jest to wynik zaskakująco dobry. Mało który z aktualnych polityków, o skrajnie prawicowych już nie mówiąc, cieszy się równie wielkim społecznym poparciem.
Wynik ten spowodował, jak się wydaje, że otoczenie prezydenta Kaczyńskiego (któremu, jak się okazuje, ufa mniej Polaków niż gen. Jaruzelskiemu!) zmieniło nieco retorykę. Już mówi się, że jeśli prezydent Kaczyński postanowi zaszczycić moskiewskie uroczystości, to oczywiście zabierze ze sobą gen. Jaruzelskiego.
Zagadnienie, dlaczego mimo tylu wysiłków nie udało się społeczeństwu zohydzić Generała, zaprząta teraz wielkie umysły prawicy. Publicysta Piotr Semka, posapując, wydusił z siebie myśl wielką. Pozytywny PR zbudowali gen. Jaruzelskiemu lewica i Adam Michnik!
Prof. Paczkowski ma wyraźnie za złe gen. Jaruzelskiemu szlacheckie pochodzenie, zesłanie na Sybir i frontową przeszłość. To one zdaniem profesora zakłócają jednoznacznie zły obraz całości, nad czym Paczkowski najwyraźniej boleje. Ale że to Wielki Tydzień, jako chrześcijanin deklaruje, że osobiście nienawiści do Generała nie czuje. W całościowym widzeniu problemu wyróżnił się jak zwykle Jarosław Gowin. Jako filozof nauczony jest, jak widać, dociekać istoty rzeczy. Ogarniając swym wielkim umysłem postać gen. Jaruzelskiego, a zwłaszcza jego legendę, skoncentrował się na tej czarnej. Dla niego gen. Jaruzelski to przede wszystkim ktoś, „kto donosił na kolegów w czasach stalinowskich”. Wielkość filozofa polityka każąca mu patrzeć tylko na rzeczy równie jak on sam wielkie, nie pozwoliła mu dostrzec, że za tę wypowiedź mógłby go Generał z powodzeniem pozwać do sądu. Mógłby, i wygrałby bez trudu, ale nie zrobi tego na pewno. Jest bowiem ponad to. Dla jego historycznego wizerunku bez znaczenia jest, co jakiś Gowin o nim gada i czy będzie to musiał przed sądem odszczekać, czy nie.

Wydanie: 14/2010

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy