Często znajduję posłuch

Zapiski polityczne

5 grudnia 2001 r.

Cieszyłem się na zapas, iż po ukończeniu 30 listopada pełnej kadencji prezesa Zarządu Głównego Polskiego Czerwonego Krzyża odzyskam wolność, ograniczoną jedynie obowiązkami poselskimi w Sejmie RP. Wypadło inaczej. 1 grudnia wybrano mnie ponownie na prezesa PCK i wolność okazała się moim jeszcze jednym niespełnionym marzeniem. Jak pogodzę te obowiązki, nie wiem, ale nie zwykłem zostawiać bez odzewu wołania o pomoc, a coś takiego dotarło do mnie w dniu wyborów. Przyjąłem. Jak pisał Fredro: „Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba”.
Wokół Sejmu RP krąży uparcie burza lepperowska podsycana przez media. Jest to wręcz podręcznikowy przykład tego, jak bardzo ograniczone i mało odpowiedzialne jest rozumienie przez ludzi mediów wielu ważnych spraw Rzeczpospolitej. Andrzej Lepper wygłosił w Sejmie groźny, lecz znakomicie skonstruowany akt oskarżenia klasy politycznej od wielu lat rządzącej Polską. Wystąpienie było także znakomicie zrealizowane aktorsko. Studentom szkół teatralnych radziłbym studiować to wystąpienie na seminariach. Zarówno jego treść, jak i formę – niezwykle agresywną, wręcz drapieżną.
Czy to z braku doświadczenia, czy też idąc za złą poradą, poseł Lepper połączył oskarżenie klasy politycznej o złe kierowanie sprawami kraju z zarzutami o branie olbrzymich łapówek, już nieskierowanymi przeciw bezimiennej klasie, lecz przeciw konkretnym ludziom, posłom i ministrom zasiadającym aktualnie w Izbie Poselskiej. Wymachiwał też jakimś plikiem papierów i wycinków prasowych zawierających ponoć dowody tego przestępczego działania, tak rzekomo dobrze udokumentowanego, że znane miały być miejsca, dni i godziny wręczania owych domniemanych bajońskich sum w dolarach, to na kampanię wyborczą, to na potrzeby osobiste.
Bardzo szybko jednak te właśnie zarzuty zostały odparte przez Andrzeja Olechowskiego, który w dniach wymienianych jako daty przyjmowania łapówek w konkretnym miejscu, był zwyczajnie za granicami kraju, o czym poseł Lepper zwyczajnie nie wiedział. Także inni obwinieni nie przyjmowali oskarżeń i utrzymywali, że są to zwykłe oszczerstwa.
Cóż jednak uczyniły nasze wspaniałe media? Całą uwagę skierowały na to domniemane łapówkarstwo i oczywiście na bezzasadność pomówień oraz na skandal, jaki wywołał pozostający do niedawna na jednym z najwyższych stanowisk w państwie polityk, który jawnie zawiódł oczekiwania klasy politycznej, iż od chwili wyboru na wicemarszałka Sejmu przestanie być krzykaczem i awanturnikiem ulicznym i wykorzysta zdobyte zaufanie dla dobra Rzeczypospolitej.
Lepper, uporczywy awanturnik, zdominował – w relacji dostarczanej przez media wszelkiego rodzaju – groźnego oskarżyciela całego systemu politycznego i gospodarczego naszego państwa. Nikt nie podjął próby polemizowania z oskarżeniami merytorycznymi Leppera, a jeśli gdzieś takie głosy się pojawiły, to na pewno pozostały niezauważone. Skandal, obrazy, oszczerstwa, odpowiedzialność karna, brak konkretnych dowodów łapówkarstwa i łże dokumenty, jakie ów awanturnik posiada i uporczywie nie chce ich wydać czy choćby okazać prokuratorowi – takie były tematy doniesień medialnych.
Co w tym złego? W zasadzie nic, tyle że popularność posła Leppera bierze się nie z jego poczynań skandalizujących, bo tego polska publiczność na ogól nie lubi, lecz z bezlitosnej analizy, wspomożonej surowymi oskarżeniami klasy politycznej o jawne szkodnictwo gospodarcze i polityczne, wszystkich smutnych – dla wielu – działań naszej transformacji ustrojowej.
Lepper mówi gorzkie prawdy o rabunkowym charakterze tych przekształceń, o wydaniu Polski na łup zagranicznego kapitału, o „strachu i nędzy” III Rzeczypospolitej, o nieudolności sejmokratów niepotrafiących upilnować elementarnego dobra narodu. To wszystko, co przeciętnego Polaka trapi w zaciszu jego domu, poseł Lepper głosi jako wręcz ewangeliczną prawdę o zaprzaństwie i łotrostwie polskiej zdradzieckiej klasy politycznej. Natomiast obrażanie tych nędznych politykierów, których znakomita część narodu oskarża i uznaje za nędzne i sprzedajne kreatury – raczej ludzi cieszy, niż gorszy. Oni też tak myślą i czują, lecz brak im odwagi i okazji, by to publicznie wypowiadać i uzyskiwać dla swoich opinii taki rozgłos, jaki zdobywa dla swoich oskarżeń poseł Lepper. Nasz Lepper – jak mówi już dzisiaj wielu Polaków.
Oczywiście, że ludzie mediów zarabiają, lekko, łatwo i przyjemnie sporo pieniędzy na oskarżaniu i opluwaniu posła Leppera, ale ten proceder przynosi mu tylko nowe korzyści. On jest nasz, on mówi prawdę w oczy, on nas wybawi od tych Żydów i masonów, co sprzedają Polskę obcym za judaszowe srebrniki.
Co więcej mogę powiedzieć? Takie mamy śledzie, jakie nam przywieźli – powiadają, moje współpracowniczki z Polskiego Czerwonego Krzyża – nic nie poradzimy. Przewaga posła Leppera nad mediami polega na tym, że media – w opinii publicznej – kręcą i ukrywają prawdę o tych, co nam gnoją Polskę w interesie obcego kapitału, zaś poseł Lepper nas broni, przeto jemu ufamy i nie pozwolimy go skrzywdzić.
Nie jestem entuzjastą metod politycznych pana posła Leppera, lecz zwyczajnie, jak czynię to od kilkudziesięciu lat, opisuję rzeczywistość, wyjaśniam, co się naprawdę w Polsce dzieje i jak od tego, co widać i słychać, do szczętu nie zgłupieć. Często znajduję posłuch – jak świadczą liczne listy.

Wydanie: 50/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy