Jak zrozumieć PRL?

Podziwiałem wczoraj w telewizji dobry film poświecony pamięci Kazimierza Dejmka, wielkiej postaci teatru polskiego. Jego dorosłe życie i olbrzymi dorobek artystyczny przypadają w większości na lata istnienia PRL-u. Później cieszył się już tylko sławą dawnych dokonań i był niezłym, a może nawet zdecydowanie dobrym ministrem kultury. Znałem Go mało, ale ceniłem bardzo jako artystę i mądrego mecenasa sztuki i kultury. Jego życiorys skłania do poważnej refleksji nad dziejami długiego okresu historii Polski. Jedni potępiają ten okres bez śladu wahań. Drudzy gloryfikują owe lata i wszystko to, co się wówczas działo równie zdecydowanie jak tamci, którzy potępiają.
Przeciwnicy PRL-u posługują się argumentacją niskiego lotu. Wypominają głównie niedostatki zaistniałe w ostatnich latach trwania tamtej formacji ekonomiczno-politycznej spowodowane zarówno wadliwą generalnie koncepcją ustrojową w dziedzinach gospodarki i polityki, jak i działaniami sił opozycyjnych, które szybko zamieniły ogólnonarodowy szlachetny zryw niepodległościowy w szaleńczy bieg nad brzegiem przepaści, prowadzący nieuchronnie – jak sądzę – do brutalnej interwencji Armii Czerwonej. Zapobiegła jej tyleż odważna, co tragiczna w skutkach decyzja zarządzenia stanu wojennego wprowadzonego z nadmiarem brutalności i niepotrzebnych ofiar, będących prostą konsekwencją trwania przez kilkadziesiąt lat totalitarnej struktury władzy, której funkcjonariusze nie umieli działać inaczej niż tylko przy zastosowaniu okrutnej nieraz przemocy.
Wróćmy jednak do osoby Kazimierza Dejmka i do jego dzieła. Nie było ono odosobnione. Setki, może nawet tysiące wybitnych artystów: reżyserów, aktorów, pisarzy, malarzy, rzeźbiarzy, uczonych wielkiego formatu, inżynierów oraz wynalazców, wreszcie pedagogów wychowujących niezliczone rzesze wspaniałej młodzieży, tej, która, gdy to się tylko stało możliwe, podjęła ów sławetny niepodległościowy bunt zakończony – dzięki mądrości ludzi sprawujących długo i nie zawsze szczęśliwie totalitarną władzę w kraju – inicjatywą Okrągłego Stołu, sprawiającą swoisty i prawdziwy cud polityczny, czyli bezkrwawe zakończenie trwania panowania przez lat kilkadziesiąt absurdalnego i zbrodniczego przez długi czas systemu komunistycznego.
Uważam, że nie da się zrozumieć PRL-u i jego osobliwych dziejów, jeśli nie przyjmie się specyficznej metodologii myślenia polegającej na nieustannym wskazywaniu i tropieniu dwoistej natury zdarzeń, jakie miały miejsce, gdy istniał ten zagadkowy i pełen sprzeczności twór zwany Polską Rzecząpospolitą Ludową. Bez zastosowania do oceny naszej przeszłości zalecanego przeze mnie poszukiwania i rzetelnego dokumentowania owej dwoistej natury zdarzeń wszelkie myślenie i pisanie o PRL-u będzie skazane na kłamliwą powierzchowność. Pełne udokumentowanie tezy o dwoistości wymagałoby dużej rozprawy naukowej. Ja jestem tylko felietonistą i mam co tydzień zaledwie niewiele miejsca w „Przeglądzie”, czyli bardzo mało słów do dyspozycji, aby przedstawiać zawiłe nieraz problemy współczesności, ale spróbuję na kilku przykładach pokazać, jak mógłbym to opisać, gdybym – mimo zbliżającej się osiemdziesiątki – nie miał na głowie: posłowania na Sejm, kierowania olbrzymią strukturą Polskiego Czerwonego Krzyża, pisania regularnie tekstów dla mego tygodnika i jeszcze – niestety tylko do niedawna – udziału w pielęgnowaniu mojej sparaliżowanej przez ponad 30 lat żony, znoszącej aż do śmierci z niespotykaną odwagą swój tragiczny los.
Najpaskudniejszy okres PRL-u to sam początek, czyli lata 40. Brutalna, bywało, że krwawa „walka klasowa”, czyli wojna domowa Polaków z Polakami, konflikt z Ukraińcami i akcja „Wisła”. Więzienia przepełnione, w nich tortury i haniebne wyroki śmierci, tropienie wrogów klasowych na każdym kroku, obozy pracy przymusowej, bezwzględny atak ideologii oraz ideologów marksistowskich na naukę i kulturę narodową, zabieranie chłopom ziemi do spółdzielni na wzór kołchozów, masowa zdrada ideałów humanistycznych przez olbrzymie grono pisarzy, artystów i naukowców. Potężna apostazja księży patriotów, krwawe czystki w wojsku, no i ta znajoma mi dobrze akcja wysłania na „białe niedźwiedzie” wielu tysięcy akowców. Tę dramatycznie brzmiąca listę można jeszcze wydłużać, ale już to, co napisałem, pokazuje, o co chodzi.
W tych samych latach trwa potężna repatriacja z terenów nam odebranych, a także osób wywiezionych do Azji lub więzionych w obozach pracy w ZSRR. Powracają żołnierze naszych wojsk na Zachodzie. Bywa, że to źle się dla nich kończy. Trwa natomiast nieprzerwanie zagospodarowywanie ziem zachodnich srodze podniszczonych przez Sowietów. Trwa odbudowa dawnego przemysłu polskiego, licznych zakładów badawczych, tworzą się nowe, rzetelne naukowo kadry uniwersyteckie, od podstaw odbudowywane są nauka i kultura polska. Powstaje i jest wydawana znakomita literatura. Teatry, wydawnictwa, biblioteki, czasopisma, wśród nich także rzetelnie katolickie. Dokonywane jest niewyobrażalne dzieło odbudowy zrujnowanej Warszawy, uwieńczone fenomenalną rekonstrukcją Zamku Królewskiego w Warszawie. Budowane są linie kolejowe i drogi. Powstaje potężny przemysł i olbrzymie budownictwo mieszkaniowe. Nowe miasta, szkoły, szpitale. I na koniec jeszcze jedno. Może najważniejsze. Milionom ludzi otworzyły niedostępne dawniej drogi życiowe. Warto też wspomnieć o tym, co z dzisiejszej perspektywy wydaje się arcyważne: jest dla wszystkich, co jej chcą, praca. To ona szuka ludzi, a nie ludzie jej.
Istotą sprawy, a więc także uczciwego myślenia o PRL, zrozumienia i opisywania jej dziejów, jest owa nieustająca nigdy dwoistość zdarzeń, dobrych i złych, toczących się nieprzerwanie obok siebie, równolegle. Niestety, zarówno w świadomości współczesnych, jak i w literaturze przedmiotu roi się od fałszywych informacji i wyobrażeń. Spora rzesza historyków, dziennikarzy, pamiętnikarzy i kto tam jeszcze trudni się opisywaniem przeszłości, kłamie jak z nut, bądź upraszcza czy pomija niewygodne dla nich fakty. Warto to piętnować, co niniejszym czynię.

4 stycznia 2003 r.

 

Wydanie: 3/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy