Ostateczne rozluźnienie

Ostateczne rozluźnienie

Każdego kiedyś pogięło. Bo niefortunnie podniósł szafkę, bo go powaliła grypa nasza powszednia albo go „przewiało” u fryzjera. Tych, którzy życie spędzają na siedząco – w taksówkach, „na kasach”, przy komputerach – regularnie gnie. Zaliczam się, niestety, do poszkodowanych przez cywilizację obywateli pogiętych, ty też? W takim razie znasz kojącą moc ciepłej kąpieli, zbawienny wpływ alkoholu i zapach rozgrzewającej maści, a także poczucie wdzięczności dla tych, którzy potrafią porządnie nacierać. No i oczywiście masz „swoich ludzi” – ekipę wypróbowanych fizjoterapeutów, masażystów, osteopatów, a w twoim słowniku któregoś razu pojawiły się nowe słowa, takie jak powięź – rodzaj sieci, która chroni mięśnie i utrzymuje całość w kupie.

Zawsze sobie wyobrażam zawieszoną na pajęczynie nereczkę, wątrobę huśtającą się z zadowoleniem na jakimś włókienku, uśmiechnięte jelito, które ma pyszczek szczeniaka i chwali mnie za zdrowy i pożywny posiłek. Ale to chyba tak nie wygląda. Ciocia Wiki jest bezlitosna, a bezlitosne ciocie mówią wprost: powięź to błona zbudowana z tkanki łącznej włóknistej zbitej. Nie wiem, jak państwo, ale ja takiego świństwa w sobie nie posiadam. Na pewno. Oczywiście można zafundować sobie masaż powięzi, podobnie jak jogę twarzy, masaż limfatyczny itd. Nie wiem, czy istnieje większa perwersja. Czy ktoś nabija sobie pacjenta jak kaczkę i masuje go od środka? Oj, to się chyba nazywa zupełnie inaczej. W ogóle – wolę nie wiedzieć.

Mierzi mnie ta okropna moda na pokazywanie w gabinetach lekarskich naszych przestronnych wnętrz nam samym. Kiedy ja nie chcę! Co za opresja! Nie chcę, nie mogę, wstydzę się, szukam tematu zastępczego (ale dzisiaj smog!). Od razu się stresuję, spinam i znów ląduję na łóżku osteopaty. Dobry osteopata podobno potrafi o pół centymetra przesunąć organy. Po tym piekielnym info śni mi się, że mi opada żołądek. „Pani Agnieszko! – mówi surowo lekarz – opada pani żołądek! To dlatego, że za często korzysta pani ze smartfona!”. (Cholera, co jest?!). „Powinnaś pójść na masaż, masaże to jest taki ogólny wellness, który wywołuje poczucie harmonii i dobrostanu”, namawia mnie koleżanka. I dodaje na koniec, jakby to był ostateczny cios, który zadaje kampania reklamowa: „Ostatnio nawet się posikałam! Tak bardzo rozluźniły mi się mięśnie”. No nieźle, nie ma to jak puszczające zwieracze.

Chociaż jeśli wierzyć, że jakaś mądrość jest ukryta w języku (chora wyobraźnia podsuwa ten obraz: język pełen sejfów na rozliczne prawdy!), to związek frazeolo „posikać się ze śmiechu” sugeruje niezły fun. Ale nieee, na razie dzięki. I tak jest trudno. Człowiek się kładzie na takim łóżku i czasem twarz wkłada w dziwną dziurę, a ostatnio osteopata włożył mi oba kciuki (swoje) w (moje) uszy. Moje ciało bardzo się stara odpowiedzieć na komunikaty w rodzaju „oporuj”, kiedy gość wisi na moim biodrze albo wykręca mi lekko głowę. Najlepiej, jak gawędzi jednocześnie o teatrze i polityce, wtedy moja myśl kompletnie się gubi i na hasło „oporuj” chcę dawać jakieś kontrargumenty, ujawniać charakter polemiczny albo, co gorsza, filozofować!

Z łóżek terapeutycznych wstaję oszołomiona. Ach, gdyby chociaż kozetka. Człowiek by się mniej wstydził. Płacę, wychodzę. Za mną już czekają następni połamańcy (ciekawe, czy ktoś się zsika). A ja już śpieszę się do komputera. Bo trzeba jakoś zarobić na osteopatę, ci ludzie naprawdę sobie liczą. I w sumie nic dziwnego – są, jak widać, narażeni na różne nieprzyjemności. Poza tym to nie jakieś ugniatanie – oni są precyzyjni jak Stanisław Barańczak, no i wiedzą wszystko o powięzi. To zmienia perspektywę.

Kiedy widzę na przystanku tłum ludzi schylonych, grzebiących w swoich smartfonach, myślę sobie: oj, biedacy, wkrótce wam opadnie żołądek. A potem będziecie bulić 160 zł za 20 minut na przenośnym łóżku człowieka, któremu powierzycie swoje cenne ścięgna, sparciałe mięśnie, skrzypiące kręgosłupy. A on będzie nad wami górował, rozkazywał („oporuj!”) i litościwie rozluźniał te doczepione na chybił trafił do mózgów zaniedbane ciała.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy