Porozumienie, ale niepełne

Porozumienie, ale niepełne

Overview

Robert Walenciak chciał nadać opowieści o Polsce Ludowej dramatyczny charakter i w tym celu poprosił o udział w dialogu reprezentantów dwóch przeciwstawnych obozów politycznych: Andrzeja Werblana, przez 40 lat działającego w centralnym ośrodku władzy, i Karola Modzelewskiego, oponenta tej władzy i wieloletniego więźnia politycznego. Efekt dramatyzmu został osiągnięty, ale moim zdaniem Robert Walenciak nie ma racji, widząc w Modzelewskim „najbardziej nieprzejednanego wroga PRL”. Byli i są bardziej nieprzejednani, a ich liczba z roku na rok nieprzerwanie rośnie, od czasu gdy PRL przestał istnieć.

Rozmówcy Walenciaka rzeczywiście należeli do przeciwstawnych, może wrogich obozów, ale to już przeszłość. Nie znaczy to, że znikły wszystkie między nimi różnice. Dla historyka idei te utrzymujące się mogą być ważniejsze i ciekawsze niż dawne, są to bowiem różnice w pojmowaniu polityki, a więc poniekąd filozoficzne. Karol Modzelewski był wychowany w duchu ideałów komunistycznych i „sprzeczność” między nimi a twardą rzeczywistością budowaną w imię tych ideałów była dla niego skandalem, z którym jego ideologiczne superego nie mogło się pogodzić. Do dziś pozostał, jak mi się zdaje, politycznym idealistą i zrealizowana Solidarność zbyt wielkim entuzjazmem go nie napawa, a może nawet trochę zasmuca. Gdybym się odważył głębiej charakteryzować Andrzeja Werblana, wybrałbym inne porównanie. On i Wojciech Jaruzelski byli rówieśnikami, wywodzili się z elity społecznej, przeżyli zesłanie i Sybir, do kraju wrócili jako żołnierze zwycięskiej armii i w Polsce Ludowej doszli do szczytów władzy. W szkole życia pobrali te same nauki, a mimo to filozoficznie różnili się dość znacznie. Zdarzyło się, że Jaruzelski zadzwonił kiedyś do mnie. Nie omieszkałem skorzystać z okazji, żeby mu powiedzieć, że być może nie było lepszego wyjścia, jak oddać władzę Solidarności, ale czyniąc tak, oddaliście na wiele lat rząd dusz najgorszej polskiej tradycji „romantycznej”, powstańczej, mesjanistycznej, jednym słowem irracjonalnej… Nie skończyłem myśli, gdy Jaruzelski zaczął mówić, jak w gimnazjum księży marianów każdego roku chodziło się na grób ks. Józefa Poniatowskiego, po drodze mijając obojętnie grób Stanisława Staszica, i mało kto wiedział, kto to taki. W postępowaniu praktycznym Generał był twardym realistą, ale idee ogólne, jakie tkwiły głęboko w jego umyśle, były zainfekowane złą tradycją romantyczną. Oko widzi, ponieważ jest różne od tego, co jest widziane, oko Jaruzelskiego za mało się różniło od Solidarności, żeby ją widzieć dokładnie i w porę.

U Andrzeja Werblana nie ma tego rozdwojenia. Jest realistą w praktyce i w filozofii politycznej. Jego przekonania w tym zakresie są tak wyraźne i konsekwentne, że nie wydają się poglądami, lecz wrodzoną cechą umysłu. W tej atmosferze bałamuctw, w jakiej żyjemy, czytanie klarownych i mądrych jego wypowiedzi przynosi uspokojenie i niemal leczy.

Werblan nie daje ogólnej syntezy Polski Ludowej, ogranicza się do opisania, omówienia mechanizmów rządzenia. Niezależnie od tego, czy system władzy jest liberalny czy totalitarny, komunistyczny czy teokratyczny, cele, jakie stawia lub jakie bez stawiania same się narzucają, trzeba wykonać. Żeby wykonać, trzeba się liczyć z rzeczywistością, czyli zejść z wysokości utopii teokratycznej czy komunistycznej i przyzwyczajać kapłanów ideologii do realistycznego myślenia, a w dalszej perspektywie do zaniechania dążeń utopijnych. Można zwalczać złe ustroje w imię moralności lub innych wzorów ustrojowych, ale mnie przekonują ci myśliciele polityczni, którzy twierdzą, że najmniej ryzykownym sposobem ograniczania tyranii jest kierowanie się zdrowym rozsądkiem, racjonalizowanie stosunków, bo ostatecznie wolność w życiu społecznym jest niczym innym jak rozumnością.

Można by zapytać autorów książki, dlaczego w ich obrazie Polski Ludowej nie ma cechy tak podstawowej jak panowanie ideologii (czy utopii) komunistycznej. Od 1956 r. w nią już żarliwie nie wierzono, w końcu sprowadzona została do liturgii drętwej mowy, ale tam, gdzie wyrządzała najwięcej szkody, czyli w systemie gospodarczym, dominowała do końca, aż do rządów Rakowskiego i Wilczka wyłącznie. Komunizm był formą radzieckiego panowania, obowiązywał na zasadzie cuius regio, eius religio. Kwestia wiary czy niewiary to jedno zagadnienie, a przymus stosowania się do ideologii to drugie. Przywiązuje się wagę do niektórych demonstracji ideologicznego nieposłuszeństwa głównie „ludzi pióra” czy studentów, a nie uwzględnia procesów tak podstawowych jak uwalnianie państwa od owej świeckiej religii metodą rozszerzającego swoje wpływy pragmatyzmu. Młody Modzelewski występował przeciw PRL w imię czystości idei komunistycznej, Andrzej Werblan swoją Realpolitik pomniejszał znaczenie tej idei aż do jej odrzucenia.

Na temat zmiany ustrojowej Werblan mówi: Jaruzelski, świadomy dążeń Gorbaczowa, zastanawiał się, jak przeprowadzić zmiany w Polsce. „Przyjął, że najpewniejszą drogą do tego będzie porozumienie z Solidarnością. I to był błąd. Bo najpewniejszą drogą był dialog ze społeczeństwem. To znaczy ogłoszenie drogi do pluralizmu, a nie uznanie Solidarności za społeczeństwo. To nie to samo. Wtedy, kto wie, czy nie powstałby system bardziej racjonalny. Bo tak został zbudowany monopol tzw. obozu posolidarnościowego, który trwa do dzisiaj, i nie można się tego nieszczęścia pozbyć”.

Wydanie: 23/2017

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy