Porozumienie, ale niepełne

Porozumienie, ale niepełne

Robert Walenciak chciał nadać opowieści o Polsce Ludowej dramatyczny charakter i w tym celu poprosił o udział w dialogu reprezentantów dwóch przeciwstawnych obozów politycznych: Andrzeja Werblana, przez 40 lat działającego w centralnym ośrodku władzy, i Karola Modzelewskiego, oponenta tej władzy i wieloletniego więźnia politycznego. Efekt dramatyzmu został osiągnięty, ale moim zdaniem Robert Walenciak nie ma racji, widząc w Modzelewskim „najbardziej nieprzejednanego wroga PRL”. Byli i są bardziej nieprzejednani, a ich liczba z roku na rok nieprzerwanie rośnie, od czasu gdy PRL przestał istnieć.

(…)

Można by zapytać autorów książki, dlaczego w ich obrazie Polski Ludowej nie ma cechy tak podstawowej jak panowanie ideologii (czy utopii) komunistycznej. Od 1956 r. w nią już żarliwie nie wierzono, w końcu sprowadzona została do liturgii drętwej mowy, ale tam, gdzie wyrządzała najwięcej szkody, czyli w systemie gospodarczym, dominowała do końca, aż do rządów Rakowskiego i Wilczka wyłącznie. Komunizm był formą radzieckiego panowania, obowiązywał na zasadzie cuius regio, eius religio. Kwestia wiary czy niewiary to jedno zagadnienie, a przymus stosowania się do ideologii to drugie. Przywiązuje się wagę do niektórych demonstracji ideologicznego nieposłuszeństwa głównie „ludzi pióra” czy studentów, a nie uwzględnia procesów tak podstawowych jak uwalnianie państwa od owej świeckiej religii metodą rozszerzającego swoje wpływy pragmatyzmu. Młody Modzelewski występował przeciw PRL w imię czystości idei komunistycznej, Andrzej Werblan swoją Realpolitik pomniejszał znaczenie tej idei aż do jej odrzucenia.

Na temat zmiany ustrojowej Werblan mówi: Jaruzelski, świadomy dążeń Gorbaczowa, zastanawiał się, jak przeprowadzić zmiany w Polsce. „Przyjął, że najpewniejszą drogą do tego będzie porozumienie z Solidarnością. I to był błąd. Bo najpewniejszą drogą był dialog ze społeczeństwem. To znaczy ogłoszenie drogi do pluralizmu, a nie uznanie Solidarności za społeczeństwo. To nie to samo. Wtedy, kto wie, czy nie powstałby system bardziej racjonalny. Bo tak został zbudowany monopol tzw. obozu posolidarnościowego, który trwa do dzisiaj, i nie można się tego nieszczęścia pozbyć”.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 23/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 23/2017

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy