Czy warto być sobą?

Czy warto być sobą?

Bez uprzedzeń

Zapewniają nas, że wstąpienie do Unii Europejskiej nie spowoduje zmiany tożsamości narodowej. Gdyby miało być, nie widziałbym dla siebie powodu głosowania za wstąpieniem. Liczę na to, że zmiana tożsamości po jakimś czasie jednak nastąpi. Jeśli Polacy mieliby zachować swoje charakterystyczne cechy składające się na ową tożsamość, to w warunkach, jakie ustaliły się i będą trwały w zjednoczonej Europie, zajęliby ostatnie miejsce, byliby przedmiotem politowania i lekceważenia. Wydaje mi się niekiedy, że młodsze pokolenia z góry się godzą na najniższy status w Europie, co okazują, przyjmując wzory od środowisk imigranckich, odkulturalnionych w obcym im środowisku, którego wyższych wymagań nie są zdolne spełnić. Może niesłusznie zawężam to spostrzeżenie do młodzieży (która zresztą jest szalenie zróżnicowana). Opowiadano mi o przyjęciu towarzyskim u profesora uniwersytetu. Wyświetlono tam film produkcji niemieckiej nie dość, że mocno szmirowaty, to jeszcze z napisami w języku tureckim. Z pewnością nie dla elity tureckiej był przeznaczony. Raczej dla robotników albo bezrobotnych, którzy dziesięć lub więcej lat temu przybyli do Niemiec z Anatolii i zachowali swoją tożsamość.
Dla Polaka, który nadął się wielką pychą dzięki „Solidarności”, najbardziej szokującą lekturą jest rocznik statystyczny. Jesteśmy jednym z najbardziej zacofanych krajów Europy. Porównywanie się z Hiszpanią, która rzekomo kiedyś była na naszym poziomie, dowodzi tylko nieznajomości historii obu krajów. Wyżej od nas stoją Czesi i Słowacy. Litwini w swoim mniemaniu przewyższają nas cywilizacyjnie i gospodarczo. Wszystko wskazuje na to, że w niedługim czasie będzie tak, jak oni już mniemają. Wystarczy, jeśli uwolnią się od swojej nacjonalistycznej i „antykomunistycznej” klasy politycznej, która pod względem głupoty też przewyższa tym razem nasze partie postsolidarnościowe, co wydawało się rzeczą niemożliwą do osiągnięcia. Z czym kojarzy się Polska rosyjskiemu mężczyźnie? Badania opinii wykazały, że z towarami niskiej jakości. Podobne skojarzenia ma też polski mężczyzna. „Dlaczego – pisze Waldemar Kuczyński – tak częstą przestrogą, jaką się słyszy, kupując nowy samochód, jest: Nie kupuj montowanego w Polsce, bo ryzykujesz, że będzie zmontowany byle jak. Albo: Nie kupuj wina butelkowego w Polce, bo będzie „chrzczone”. Niedawno media doniosły, że dotyczy to też benzyny”. Kuczyński, który nigdy nie był typowym „solidaruchem”, nie sprowadza wszelkiego zła do pozostałości PRL. Pokazuje, że nasze słabości gospodarcze zostały opisane już osiemdziesiąt lat temu. Cofnę się jeszcze o kilkanaście lat. Erazm Majewski, wszechstronny uczony pisał tuż przed pierwszą wojną światową: „Sądzimy, żeśmy przystosowani do bytu współczesnego, boć przecież „jesteśmy jeszcze prawdziwymi Europejczykami” (…) ale zapominamy, że siedem dziesiątych narodu tkwi w objęciach głębokiej ciemnoty i bezsilności gospodarczej, (…) naszego narodu cały przyrost, i to najzdolniejszy, musi w charakterze surowego materiału rozchodzić się na przepadłe po szerokim świecie (…) Oto nasz europeizm! Metamorfoza świata dokonała się ponad naszymi głowami, byliśmy przy niej nieobecni. (…) Nam się jeszcze zdaje, że prawie wszyscy umiemy pracować, ale to złudzenie, a płynie z niedopatrzenia, czym dziś prawdziwa i owocna praca (…) wszystkim już tylko potęga wiedzy i organizacji”. (Kapitał. Rozbiór podstawowych zjawisk i pojęć gospodarczych”, 1913)
Z jaką „tożsamością” idziemy do Europy? Kto w Polsce naprawdę rządzi? Ludzie tak działają, jak myślą, a myślą tak, jak mówią. Wsłuchajmy się w to, co mówią postsolidarnościowi politycy i postsolidarnościowe media (innych zresztą nie ma). Czy daje się tam wyczuć troskę o realny awans Polski? Przecież głównym ich celem publicznym jest zwalczanie wywodzącej się z PRL lewicy. A ta lewica co mówi, co robi? Nic godnego uwagi nie mówi, a robi to, na co jej przeciwnicy pozwalają. Nie ma ona jeszcze odwagi posługiwania się własnym rozumem.
Ktoś swoje przywiązanie do polskiej tożsamości potraktował tak radykalnie, że chce iść do Europy razem „z naszymi umarłymi”. Tego jeszcze brakowało w Europie. Kościół ze swej strony daje do zrozumienia, że umyje ręce od Unii, jeżeli w jej konstytucję nie zostanie wpisane invocatio Dei, esencjalny, jak wiadomo, składnik polskiej tożsamości.
Patrząc na Polską tożsamość z boku, widzi się, że składają się na nią przede wszystkim skłonności do blagi i oszukiwania zarówno siebie, jak innych; stadność w myśleniu, nie wykluczająca kłótliwości o głupstwa; pasywność; mała wrażliwość na estetyczny aspekt materialnego otoczenia; z powierzchownej religijności wynikająca ślepota na deterministyczny porządek świata, zwłaszcza społecznego; pozorny indywidualizm, będący w istocie nieprzystosowaniem do życia w społeczeństwie; obca zachodniej tradycji „duchowość”, unikająca próby życia, wystrzegająca się obiektywnych sprawdzianów. Do polskiej tożsamości należy też uznawanie walki, rzeczywistej lub jeszcze lepiej pozorowanej za najwyższą formę narodowego istnienia. Wszystkie te i pozostałe składniki naszej tożsamości sprawiają, że jesteśmy jednym z najbiedniejszych, najbrudniejszych, najmniej produktywnych i najgorszą komunikację lądową i powietrzną mających krajów w Europie. Do tego kontekstu należy też fakt, że nie mamy ani jednej elektrowni atomowej.
Oni nas zapewniają, że wstąpienie do Unii Europejskiej nie spowoduje zmiany naszej tożsamości narodowej. Co mamy o tym myśleć? Chyba tylko to, że „boże igrzysko” stanie się europejskim pośmiewiskiem.

 

 

Wydanie: 25/2002

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy