Wiosna

Wiosna

Czy można codziennie katować się polityką? Nie można. Gdy kiedyś pytano Leopolda Staffa, dlaczego pisze o tylu rzeczach, a nie pisze o polityce, odpowiedział krótko: „Od polityki to ja mam Piłsudskiego”. Bardzo bym chciał móc tak dzisiaj powiedzieć. Ale Piłsudski nie żyje, a zdawać się na jego dzisiejszą karykaturę, nie mam odwagi ani ochoty. A na konkurentów tej karykatury? Też byłoby ryzykowne. To co pozostaje? Mimo wszystko pisać dziś o polityce nie będę. Nie będę sobie ani Czytelnikom psuł humoru na święta.

Może zatem coś o historii, która – jak mawiali Rzymianie – jest nauczycielką życia, a Józef Szujski tę myśl twórczo rozwinął, wyciągając z niej logiczne wnioski. Uznał mianowicie, że „fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki”. Mało kto pamięta, w jakich okolicznościach zdanie to Szujski sformułował. Otóż niejaki Wolski (bynajmniej nie Marcin, ale Ludwik) napisał taki tekst: „Duch narodowy polski upada. Przyczyną tego jest rzucenie się ludzi chłodnych i rozważnych na najświętsze uczucia, myśli i wyobrażenia narodu, wyszydzanie ich i zdeptanie, aby społeczeństwu dać inny zupełnie kierunek, a to nadanie nowego kierunku wiedzie naród do zupełnego upadku; że w końcu ci chłodni i rozważni ludzie, sponiewierawszy uczucia obecne, z kolei wzięli się do przeszłości, aby i w niej zohydzić wszystko, co by naród podniosło i wiarę w przyszłość mu dawało”. Gdyby nie poprawna polszczyzna i brak nienawistnych epitetów, można by sądzić, że tekst ten pojawił się niedawno w tygodniku „W Sieci” lub podobnym czasopiśmie i rozwija myśl prezesa. W rzeczywistości ukazał się w 1876 r. w „Albumie Rapperswilskim”. Gdyby ukazał się dziś, zachowując ten sam sens, „ludzi chłodnych i rozważnych” nazwano by „Polakami drugiego sortu”, „potomkami esbeków”, „agentami”, „komuchami” i innymi pieszczotliwymi epitetami ze słownictwa liderów prawicy. To na ten artykuł Wolskiego Szujski odpowiedział świetną polemiką zatytułowaną „O fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej polityki”.

Dużo bym dał za to, by móc dziś powiedzieć: „Od historii to ja mam Szujskiego”. Ale tak jak od polityki nie mam Piłsudskiego, tak od historii nie mam Szujskiego. Nie słychać głosu autorytetów historycznych, które przestrzegałyby przed mitologizacją i infantylizacją naszej historii i przed konsekwencjami polityki opartej na takiej historii. Przeciwnie, „polityka historyczna” nabiera kształtu doktryny państwowej i instytucjonalizuje się coraz bardziej przy czynnym udziale wielu nadwornych historyków.

A konsekwencje polityki historycznej są oczywiste. Po pierwsze, tak pojęta historia nie tylko nie uczy się na błędach, ale nawet ustanawia je podstawą tradycji, niemal je sakralizuje. Po drugie, polska polityka historyczna jest nie do pogodzenia z polityką historyczną Niemców, Litwinów, Czechów, Słowaków, Ukraińców… Konflikty będące do tej pory przedmiotem sporów na międzynarodowych konferencjach historyków stają się jak najbardziej współczesnymi konfliktami politycznymi.

Miało być coś bardziej optymistycznego, ale znów nie wyszło. Czyżby poza tym, że idzie wiosna, nie było już innych dobrych wiadomości?

Nie należy przesadzać. Rok 2016 obfituje (jak zresztą każdy) w rocznice. Można sobie obmyślić jakieś kolejne obchody. Na przykład 170. rocznicy rewolucji krakowskiej, rabacji i powstania chochołowskiego. Wszystkie zakończyły się klęską i w dodatku krwawo. W sam raz na stosowne obchody. Ale można wygrzebać coś radośniejszego. Dwa lata temu z winy Platformy przeoczono okrągłą 80. rocznicę otwarcia w Berezie Kartuskiej obozu odosobnienia dla wrogów państwa. Takich obywateli drugiego sortu. Błąd można nadrobić. Jeszcze za tej kadencji obchodzić będziemy 85. rocznicę tego radosnego wydarzenia. Nawet mam kandydata do wygłoszenia okolicznościowego przemówienia. Albo za rok – okrągła, piękna 300. rocznica sejmu niemego. Mam temat dla konferencji naukowej historyków: „Od sejmu niemego do sejmu jednomyślnego”. Takiego bez opozycji. Polityka historyczna będzie miała nie lada pożywkę…

Co tam Szujski i jego przestrogi! Mamy historyków IPN i poszukujących dla nich źródeł po prywatnych domach prokuratorów IPN. Co tam fałszywa historia, mistrzyni fałszywej polityki! Idzie wiosna. I ona jest prawdziwa.

Wydanie: 12/2016

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy