Zdrowo pod górkę

Zdrowo pod górkę

Antoś mnie zapytał ze swoim cudownie dziecięcym przejęciem: „Tato, a kogo bardziej kochasz, mnie czy góry?”. „Prawda nigdy nie jest po stronie nizin, prawda jest zawsze po stronie gór” – taki arbitralny cytat z Jurka Pilcha noszę na koszulce, którą dostałem podczas ubiegłorocznego festiwalu Granatowe Góry imienia Pilcha właśnie. Skądinąd dotarłem nań pieszo, pogoda była już letnia, na łąkach siglańskich konie się pasły, pod Jarzębatą owce miały samowolkę, sielsko się schodziło ku Wiśle opanowanej przez towarzystwo pisarskie. Noszę, a właściwie obnoszę się z tym nadrukiem nieustannie, cudem mi się jeszcze napis nie sprał, gdybym wiedział, że tak mi w nim będzie dobrze, wymęczyłbym u organizatorów jeszcze kilka egzemplarzy, choć zdaje się, że w moim obecnym rozmiarze haniebnym mieli już inne cytaty, nie, żeby pomniejsze, bo Pilch, co zdanie, to strzelał celnie aforyzmem, no ale tak jednoznacznie po stronie gór opowiedział się bodaj tylko raz, w „Drugim dzienniku”.

Niegdyś mieszkałem w Wielkich Górkach, nawet tam odprawiłem weselisko, tyle że się żeniłem z kobietą wybitnie nizinną, choć z wyżyn społecznych bez wątpienia. Teraz mieszkam w małych górach, takich, co to się w nich ani zmęczyć, ani zgubić, ale w sam raz na to, by kondycję podtrzymywać. Aby dojść do siebie (w sensie ścisłym, jak rzekłby Pilch), najpierw wdrapać się muszę z dna doliny kilka poziomic wzwyż, a potem jeszcze wgramolić na poddasze.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 6/2024, którego elektroniczna wersja jest dostępna dla posiadaczy e-prenumeraty

Wydanie: 06/2024, 2024

Kategorie: Felietony, Wojciech Kuczok

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy