Nadzieja – na co?

Kuchnia polska Po Krajowej Konwencji Sojuszu Lewicy Demokratycznej prasa skupiła się głównie na kwestiach personalnych, a więc na odejściu Krzysztofa Janika, bardzo kolorowej postaci SLD, z funkcji sekretarza generalnego, a także na spekulacjach dotyczących tzw. baronów, czyli liderów regionalnych organizacji partyjnych. Jest znaną prawdą, że każdy słyszy to, co chce usłyszeć, a ponieważ nasza prasa żyje sensacjami personalnymi – awansami, upadkami, a także aferami, w które zamieszane są konkretne osoby – nic dziwnego, że ten watek szczególnie wpadł jej w ucho. Ja też z pewnością słyszę lepiej to, co chcę usłyszeć. A więc jako gościowi tej konwencji wpadły mi w ucho inne tony, które znalazły się zarówno w wystąpieniu Leszka Millera, jak ustępującego Krzysztofa Janika, a wreszcie w kilku głosach w dyskusji, np. panów Iwińskiego czy Ulickiego. Moi mądrzy przyjaciele mówią mi wprawdzie, że jestem już wystarczająco stary, aby przestać być naiwnym, ja jednak z naiwną nadzieją chcę przypuszczać, że tony, o których myślę, nie pojawiły się przypadkiem. Chodzi mi ni mniej, ni więcej, tylko o potrzebę ideologii. Bo jeśli na przykład Leszek Miller mówi, że samorządowe rządy lewicy w poszczególnych gminach czy województwach powinny się czymś różnić od samorządów prawicowych, to o co tu właściwie chodzi? O uczciwość, rzetelność, pracowitość? Są to życzenia i obietnice, które każdy może złożyć i nie ma partii, która by obiecywała wyborcom, że będzie nieuczciwa, lekkomyślna i leniwa; była nią może kiedyś Polska Partia Piwa, zdobyła tym nawet pewną popularność, ale już nie istnieje. Natomiast chodzi tu z pewnością o inne priorytety i inne cele, które powinien sobie stawiać samorząd lewicowy, a tego bez rudymentarnych choćby przesłanek ideowych ustalić się nie da. Jeśli Janik z kolei powiada, że SLD ma swoje poparcie wśród robotników, chłopów, inteligencji, ludzi pracy najemnej, ale także i posiadaczy, to co właściwie łączy tych ludzi, których interesy materialne są sprzeczne, jeśli nie pewne preferencje ideowe czy światopoglądowe? Jeśli wreszcie Iwiński ubolewa, że partię, która ma 120 tys. członków stać tylko na 5 tys. nakładu miesięcznika „Dziś”, a jeszcze mniej „Myśli Socjaldemokratycznej”, a więc czasopism, w których dyskutuje się o kwestiach teoretycznych, oznacza to chyba nawoływanie do pewnego wysiłku umysłowego i ideowego, który mówca uważa za niezbędny. Tak to usłyszałem i nie są to chyba złudzenia słuchowe, choć jest to woda na mój młyn. Miller powiedział w swoim przemówieniu, że prawica przegrała wybory między innymi dlatego, że zabrakło jej pomysłu, co dalej? Jest to diagnoza trafna, ale też, jak pamiętamy, założeniem prawicy był po prostu „powrót do wypróbowanych metod gospodarowania” i takich metod rządzenia. Była to dość skromna oferta dla przyszłości, zwłaszcza że chodziło tu przecież o metody sprzed lat 60 i więcej, a więc raczej odległe od obecnej rzeczywistości. Ale to trafne rozumowanie przewodniczącego ma też i drugi koniec, a więc jeśli lewica chce rządzić długo i szczęśliwie, to też nie może się obejść bez tego „co dalej”, a więc bez perspektywy ideologicznej. Myślę nawet, że głosy rozczarowania, jakie w pewnych kręgach wyborców podniosły się po pierwszych miesiącach rządów koalicji Millera, biorą się właśnie z tego, że postrzega się SLD raczej jako partię władzy niż partię programu czy światopoglądu, a więc partię zasad. Z tym zaś, przyznajmy, zawsze był pewien kłopot. Pierwszymi krokami SdRP było, jak pamiętamy, deklarowane dość stanowczo rozejście się z marksizmem, co bez bliższych określeń brzmi dwuznacznie, a także akces do „społecznej nauki Kościoła”, co też jest dwuznaczne dla partii socjaldemokratycznej. Potem zaś, i obecnie, samo określenie istoty socjaldemokratyzmu nasuwać poczęło pewne trudności nie tylko wobec złożonej gry politycznej, ale i osobliwego manewru dokonanego przez Blaira i Schrödera, rozmywających ów socjaldemokratyzm w strumieniach neoliberalnej globalizacji. Dyskusja na ten temat trwa, ale nie u nas. Jest ona żywa we Francji, jest żywa także w Niemczech, czemu nie można się dziwić choćby dlatego, że dzisiejsze Niemcy mieszczą w sobie także dawne NRD, a więc kraj programowego egalitaryzmu, czego nie zna żadne społeczeństwo zachodniej Europy. My też mamy u siebie co najmniej dwa pokolenia wychowane w przekonaniu, że posiadany majątek nie decyduje o wartości człowieka, co jest ważnym doświadczeniem mogącym stworzyć nowy i oryginalny wątek w debacie socjaldemokratycznej. Ale trzeba ten watek podjąć i przemyśleć. Wchodzę tu już jednak w kwestie szczegółowe. Natomiast tym, co chciałbym – może

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 09/2002, 2002

Kategorie: Felietony