Pamiętnik IV Rzepy

23.06
Dzisiaj w południe otrzymałem od swoich dzieci SMS następującej treści: „WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO. Z OKAZJI DNIA OJCA DOSTAŁEŚ DYMISJĘ ZYTY GILOWSKIEJ”. Odpisałem: „DZIĘKUJĘ, ALE WOLAŁBYM: DOSTAŁEŚ DYMISJĘ GIERTYCHA”. I po chwili odpowiedź: „WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO. Z OKAZJI DNIA OJCA DOSTAJESZ DYMISJĘ ZYTY GILOWSKIEJ I ŻYCZENIA SPEŁNIENIA WSZYSTKICH MARZEŃ”.
Z tym że naprawdę to mi jej żal. Choćby dlatego, że wymyśliliśmy kuriozalne prawo, można człowieka oskarżyć, wyrzucić z roboty i automatycznie sprawę umorzyć. Jednym słowem można cię opluć i jeszcze na dodatek nie możesz się wytrzeć. Gdyby pani Zyta chciała wrócić do rządu, trzeba automatycznie wznowić proces, który teraz został automatycznie umorzony, ale jak się ten proces wznowi, to nie można być wtedy urzędnikiem państwowym, ponieważ osoby obeznane w prawie powiedzą:
– Zaraz, zaraz, pani nie może piastować stanowisk, ponieważ jest oskarżona o współpracę.
– Więc chcę procesu, żeby się natychmiast oczyścić!
– Niestety, pani nie może żądać procesu, bo pani jest aktualnie osobą prywatną, a nie państwową.
I w taki sposób można się droczyć z osobą podejrzaną o współpracę do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej, chociaż nie sądzę, żeby to dotyczyło pani wicepremier, ponieważ ma taką desperację w oczach, z której widać, że jeżeli IPN jej nie pomoże, to ona sama gołymi rękami zepchnie ten instytut do Wisły… i to z całą zawartością i personelem.

24.06
Zauważyłem na murze bardzo ładne i patriotyczne hasło: KRADNĘ, BO NIE CHCĘ BYĆ W MNIEJSZOŚCI.

27.06
Biedny jest ten Farfał, wiceprezes TVP. Nie dość, że wyciągnięto mu nazistowskie grzechy młodości, to teraz jeszcze od „Wyborczej” oberwał SZCZERBCEM. Najbardziej wzruszył mnie naczelny tego narodowego pisemka, który oświadczył, co następuje: – Farfał rzeczywiście pisał do nas, ale tylko do momentu, kiedy wstąpił do tej bezpłciowej Ligi Polskich Rodzin.
Nie wiedziałem, że Wierzejski nie ma płci.

28.06
Telewizja pokazała fragment posiedzenia Rady Ministrów, kiedy to pan premier witał się ze wszystkimi. I wyglądało to tak. Temu rączkę, temu rączkę, temu rączkę, temu też, potem doszedł do wicepremiera Andrzeja L., który ma celę w rządzie w zawieszeniu, obszedł go szerokim łukiem i znowu rączka, rączka, rączka, doszedł do pana wicepremiera Romana pogrążonego w smutku, znowu zastosował łuk i potem już do końca rąsia, rąsia, rąsia.
Ta sytuacja przypomina mi dowcip, jak to baca wlecze do lasu nieżywego psa i zaczepia go sąsiad:
– A co to, kumie, się stało?
– Musiołek Burka zastrzelić!
– Wściekły był?
– No, zachwycony też nie.

Wydanie: 27/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy