Co by tu jeszcze spaprać?

Co by tu jeszcze spaprać?

Co radzi policja kobietom, które znajdują się w niebezpieczeństwie? W żadnym wypadku nie powinny krzyczeć: Ratunku!, bo szanse na pomoc są znikome. Trzeba głośno krzyczeć: Pożar! Pożar!
Wiele wskazuje na to, że z takiej metody coraz częściej korzystają instytucje rządowe, mające problemy z wynikami kontroli. Ostatnio rozwiązał się istny worek ataków na Najwyższą Izbę Kontroli. Najmocniej zareagowała Ewa Lewicka, pełnomocnik rządu ds. reformy emerytalnej. W prokuraturze złożyła doniesienie o przestępstwie prezesa Izby. Wicepremier Komołowski nie wpuścił kontrolerów do swojego ministerstwa i trzeba było aż mediacji Sejmu, by mogli oni wkroczyć do tego urzędu. Wyniki kontroli NIK krytykują także PAP i resort zdrowia.

Urzędnicy powołani na funkcje przez rząd protestują, mówiąc, że kontrolerzy czepiają się ich z powodów politycznych. Popiera te protesty część mediów. Zdaniem kontrolowanych, jest nieźle.
Skąd to dobre samopoczucie urzędników tych firm? Czyżby dał się obronić pogląd, że ZUS jest wzorową placówką? Czy bałagan, sobiepaństwo, podejmowanie decyzji z naruszeniem procedur to wymysły kontrolerów?
Wrzawa wokół NIK pokazuje, jak politycy AWS traktują państwo. Jaki mają stosunek do prawa. Nawet tak rozsądny polityk, jak wicepremier Komołowski zdaje się nie rozumieć, że odmawiając kontrolerom NIK-u prawa wejścia do swojego ministerstwa, stawia się w jednym rzędzie z Zagórnym, który wysypywał zboże z wagonów. Zagórny też za nic ma prawo, a sprawiedliwość pojmuje po swojemu. Gorzko to brzmi. Niestety, nie dla każdego jest oczywiste, że łamanie prawa przez przywódców najbardziej pustoszy świadomość społeczną.
Widać, że rządząca ekipa ma ogromne problemy z tożsamością prawną. Tak to jest, gdy jednego roku rzuca się śrubami w gmachy państwowe, a drugiego, już jako wojewoda czy senator, potępia ludzi robiących podobne rzeczy.
NIK w ostatnim 10-leciu zbudował sobie duży autorytet. Jak więc rozumieć brutalne próby zniszczenia tego dorobku? Niepoważnie byłoby przecież uznać, że tą przyczyną są – nieuchronne wobec ogromnej liczby i skali kontroli – pomyłki i błędy. Wpadki NIK-u są tylko pretekstem. Jakie więc są prawdziwe przyczyny tych ataków? Nie ma na to odpowiedzi. Są za to pytania. Czy to, co się dzieje, jest dramatyczną próbą przetrącenia, jak mówi prezes Wojciechowski, kręgosłupa kontroli państwowej za jej nadmierną dociekliwość?
Czy NIK da się zastraszyć? Czy minister Lewicka odpowie publicznie na pytanie, czy to ona podjęła decyzję o przyspieszeniu komputeryzacji ZUS, co w konsekwencji zaowocowało decyzją rządu o przyspieszeniu reformy emerytalnej? Efekt znamy. Budżet stracił 8 mld zł, czyli prawie 2 mld dolarów.
Zamiast ataku na NIK potrzebne jest wsparcie prokuratury. Na premiera Buzka liczyć przecież nie można, a Marian Krzaklewski jest zbyt mocno zajęty tropieniem ministra Siwca. Jest więc jak w szlagierze: “Co by tu jeszcze spaprać, panowie?”.

Wydanie: 39/2000

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy