Męczeństwo prof. Chazana

Męczeństwo prof. Chazana

Ten kot, choć sam czarny jak smoła, bierze udział w tak gigantycznej akcji wybielającej, że nie zdziwię się, jeśli za chwilę okaże się biały. Bielusieńki. Zapewniam, że nie jest to początek tekstu o proszkach do prania, ale początek opisu męczeństwa prof. Bogdana Chazana, byłego, na szczęście, dyrektora szpitala. Są środowiska, którym profesor bardzo pasuje na symbol męczeństwa. Dla nich jego przeogromną zasługą jest to, że nie dopuścił do aborcji. Za jego sprawą, mimo błagania o pomoc, pacjentka urodziła dziecko, o którym z góry było wiadomo, że nie ma żadnych szans na przeżycie. Lekarze analizujący ten przypadek są zgodni, że jeżeli dopuści się do takiego porodu, to dziecko cierpi nieludzko aż do szybkiej śmierci.
To, co się stało w warszawskim szpitalu za dyrekcji Chazana, nie jest trudne do oceny. Ofiarą tej sytuacji w tym szpitalu jest pacjentka. A sprawcą jej bólu i cierpień, również jej bliskich, jest dyrektor publicznego szpitala, czyli prof. Chazan. Tego stanu rzeczy nie zmieni żadna, nawet najbardziej demagogiczna opowieść o sumieniu. Zwłaszcza że autorem tych wypowiedzi jest człowiek, który pokazał pacjentce kompletny brak sumienia i wrażliwości na jej sytuację. Potraktował ją instrumentalnie, kierując się doktryną stosowaną nawet przez niego dopiero od pewnego czasu. Ludzie z frontu obrony Chazana, a i on sam, nie rozumieją, że władze stolicy potraktowały go bardzo wyrozumiale. Bo odwołanie z funkcji, której Chazan najzwyczajniej nie potrafił sprawować, jest na tle przypadków innych dyrektorów szpitali sankcją łagodną. Prawdziwe problemy może mieć Chazan dopiero wtedy, gdy stanie przed sądem. Z listów, jakie w jego sprawie trafiają do redakcji, jasno wynika, że nie ma tolerancji dla tego, co zrobił. A miejscem, w którym wielu Polaków widzi go w przyszłości, nie jest szpital, lecz kompletnie inny budynek.
Nasza służba zdrowia ma już wystarczająco dużo problemów, by dźwigać jeszcze na barkach krucjatę Chazana. Sprytne odwracanie ról od tego, kto rzeczywiście w Szpitalu Specjalistycznym im. Świętej Rodziny był ofiarą, a kto sprawcą, i otaczanie głowy byłego dyrektora aureolą męczeństwa tylko pogłębi nieufność między pacjentami a lekarzami. Parawan z napisem sumienie może oczywiście ukrywać ofiary błędów lekarskich. Tylko czy wtedy będziemy jeszcze mogli mówić, że żyjemy w państwie prawa? Na razie widać, że wbrew woli większości maszerujemy w stronę państwa wyznaniowego. Za rok mamy szansę zrobić w tym kierunku ostatni krok. A nowa władza w uznaniu męczeństwa prof. Chazana wyniesie go wówczas na ukochany przez niego fotel dyrektorski.

Wydanie: 32/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy