Głos milczącej większości

Obejrzeliśmy z całą pewnością największy pogrzeb w dotychczasowej historii świata. Jego miejscem był nie tylko Rzym, ale i wszystkie miejsca, gdzie śmierci Jana Pawła II towarzyszyły nabożeństwa, nocne czuwania i modlitwy. Miejscem tego pogrzebu była też w szczególny sposób Polska.
Pontyfikat Jana Pawła II będzie z pewnością przedmiotem rozważań, ocen i dyskusji. Byłoby bowiem niedobrze, gdyby cały ten bardzo ważny nie tylko dla Kościoła, ale i dla myśli uniwersalnej okres pokryty został jednie aurą adoracji, która nie zawsze sprzyja refleksji.
Jedno wszak jest całkowicie pewne: fakt, że niedawny pogrzeb stał się wydarzeniem tak kolosalnym, wywodzi się stąd, że pontyfikat Jana Pawła II był pierwszym w tej skali pontyfikatem medialnym. Ponad sto transmitowanych przez wszelkie możliwe media pielgrzymek papieskich było falą, która odbiła się teraz niezwykłą aurą wokół odejścia papieża Polaka. Miliony ludzi na świecie, nie tylko tych, którzy uczestniczyli w uroczystościach towarzyszących jego podróżom po świecie, ale i zwykłych widzów i słuchaczy może dziś powiedzieć, że go znało, widziało, słyszało.
Jan Paweł II stał się przez to ikoną naszego czasu. Ikoną, a więc znakiem symbolicznym, pod który miliony ludzi podkłada swoje własne, z własnych potrzeb pochodzące treści. Mało jest takich, którzy naprawdę czytali jego pisma i encykliki, niewielu zastanawia się nad jego konserwatyzmem obyczajowym, natomiast wielu jest takich, którzy uformowali sobie w myśli jego obraz na miarę własnych tęsknot. I dzięki temu pożegnanie Karola Wojtyły stało się momentem, w którym niezwykle przejrzyście zobaczyć można zarówno nadzieje, jak i obawy współczesnego świata. Nie są to tylko nadzieje i lęki wiernych Kościoła rzymskiego, ale światowy głos milczącej większości, która obrała sobie ten właśnie moment i tę osobę, aby się ujawnić.
Nie jest więc przypadkiem, że rysem, o którym mówi się najwięcej, stał się stosunek Jana Pawła II do poszczególnego człowieka, do jednostki ludzkiej, który uważa się za szczególnie życzliwy, ciepły i pełen zainteresowania.
Wbrew bowiem przekonaniu, że wzgardliwe i wyniosłe spojrzenie na jednostkę ludzką jest wyłącznie cechą systemów totalitarnych, jest ono także najbardziej dotkliwą cechą współczesnego kapitalizmu, zwłaszcza w jego fazie globalnej. Deprecjacja jednostek ludzkich jest widoczna zarówno we współczesnych systemach korporacyjnych, jak i w dominacji kapitału finansowego, którego przypływy i odpływy decydują o losach zakładów pracy, miejscowości, a często całych krajów. Autorzy tych ruchów nie dotykają się przy tym bezpośrednio ani załóg pracowniczych, ani społeczności ludzkich, jest to dla nich całkowita abstrakcja, wyliczenie, dokonywane na komputerze. Wszystko to dzieje się gdzieś w górze, poza świadomością ludzi, będących przedmiotem tych manipulacji, stąd też trauma związana z poniżeniem jednostki ludzkiej jako podmiotu zdarzeń jest szczególnie silna, a pragnienie jej wyrażenia szczególnie gorące.
Drugą cechą, która w wyobraźni zbiorowej łączy się z osobą czy też z symbolicznym znakiem zmarłego papieża, jest ideologia pojednania. Świat współczesny jest widownią konfliktów, określanych niekiedy wręcz jako zderzenie cywilizacji, przy czym zewnętrzną powłoką tych konfliktów są zazwyczaj różnice religijne. W religijnym kostiumie odbył się zamach 11 września 2001 r., w tym kostiumie występuje Osama bin Laden, w barwach konfliktu wyznaniowego można przedstawić konflikt izraelsko-palestyński, niewykluczone, że zderzenie dwóch odłamów islamu, sunnitów i szyitów, podyktuje dalszy bieg wydarzeń w Iraku, na koniec wreszcie nie przypadkiem rządy Busha w Ameryce identyfikowane są z konserwatywnym fundamentalizmem religijnym.
Coraz jaśniejsza świadomość tych zagrożeń sprawia, iż mówiąc o spuściźnie Jana Pawła II, tak często wymienia się jego gesty ekumeniczne, skłonność i zdolność dialogu ponad podziałami, a także akceptację dla jego osoby ze strony innych przywódców religijnych.
Trzecią wreszcie wartością, którą, aczkolwiek rzadziej, wiąże się z osobą zmarłego papieża, jest jego stosunek do świata pracy. „Gazeta Wyborcza” z okazji śmierci papieża przedrukowała jego homilię wygłoszoną w 1987 r. w Gdańsku, a adresowaną do robotników. Jej mottem było zdanie z pism apostolskich: „Jeden drugiego brzemiona nieście”, a więc niewykraczające w istocie poza granice społecznego solidaryzmu, zostało ono jednak przyjęte wówczas jako wyraz solidarności ze światem pracy. Niemniej jednak ów gest zwrócenia się w stronę pracujących pojawia się obecnie jako trzecia cecha pontyfikatu Jana Pawła II, którą żegnający go ludzie chcieliby podtrzymać i zapamiętać.
Bp Pieronek w jednej ze swoich licznych wypowiedzi medialnych związanych ze śmiercią Jana Pawła II powiedział dość trafnie, że wszystkie treści, jakie zawierał w swoich naukach zmarły papież, były w istocie treściami, które wypracował już wcześniej zainicjowany przez Pawła VI Sobór Watykański II. Niezwykłość jednak papieża Wojtyły polegała na tym, że zdołał on nadać tym postulatom postać ikoniczną właśnie, a więc wyprowadzić je z archiwów watykańskich i skojarzyć z osobą Głowy Kościoła. W tej bowiem formie stały się one dostępne ogółowi, który teraz w tak imponujący sposób wziął udział w największym pogrzebie świata i który z tego pogrzebu uczynił projekcję swoich nadziei i lęków.
Te nadzieje i lęki ujawnione przez milczącą większość w czasie żałoby po Janie Pawle II pozostaną. Ich obecność jest również wyraźnie widoczna w Polsce z tym wszakże, że ostatnio wyrażały się one u nas w spiętrzonym seansie nienawiści. Szukano nie przyczyn, lecz winnych, nie rozwiązań, lecz porachunku. Śmierć Jana Pawła II przyszła więc w momencie dla nas szczególnym, kiedy rozhuśtana frazeologia nienawiści, zarzutów, podziałów i oskarżeń została nagle przytłumiona przez klimat powagi, a także przez retorykę pojednania i miłości, której media są obecnie pełne.
Jest to moment osobliwy. Niedługo też zobaczymy, czy stanie się on punktem zwrotnym zarówno w klimacie społecznym, jak i w retoryce politycznej, czy też obecny nastrój uwznioślenia okaże się po prostu chwilą egzaltacji, po której nastąpi powrót do dotychczasowej codzienności.
Wiele przesłanek wskazuje na możliwość drugiego wariantu. Śmierć papieża Polaka jest dla opinii polskiej szczególnie dotkliwa, obawiamy się obniżenia naszej pozycji w świecie, szuka się więc szybkich rekompensat. Stąd pojawiają się głosy, aby chociaż serce papieża spoczęło w Polsce albo też aby po kanonizacji uczynić go patronem Polski. Stąd też czołowy polski publicysta ogłosił go z dawna oczekiwanym polskim królem.
Są to gesty spektakularne, lecz łatwe, łechcące dumę narodową, lecz pozostawiające w całkowitym spokoju narodowe sumienia. Czas pokaże, czy stać nas na inne.

Wydanie: 15/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy