Powstanie i kłamstwa cyników

Powstanie i kłamstwa cyników

Nie będzie zmowy milczenia nad trumnami ofiar powstania warszawskiego. Tak jak nie ma zgody na jednostronne, zakłamane obrazki z powstania, serwowane polskiej młodzieży w ramach prawicowej polityki historycznej. Pamięci o tragedii setek tysięcy ludzi i o zgładzonym mieście nie można zostawić historykom z IPN. Żałoby nie można przekształcać w spektakle rodem z czytanek dla półanalfabetów. Co o tamtych wydarzeniach chcemy powiedzieć dzisiejszej młodzieży? Oszukano młodych w 1944 r. i, rozbudowując nadzieję na wolną Polskę, poprowadzono bezbronnych na rzeź, a po 68 latach, jak gdyby nigdy nic tragicznego się wówczas nie stało, znowu oszukuje się młodzież, opowiadając o morowych pannach i uczniach, którzy chodzili z visami na tygrysy, co w realnym języku oznacza przecież, że młodzi ludzie z pistoletami atakowali czołgi. O sensie takich akcji nie piszą nawet najbardziej zacietrzewieni apologeci powstania. Bo tego, jaka była pełna prawda o 63 dniach powstania, młody Polak nie ma za bardzo skąd się dowiedzieć. W Muzeum Powstania Warszawskiego większość ekspozycji służy bowiem budowaniu chwały tego wydarzenia. A spory wokół powstania, realne problemy i nieszczęścia ludzi potraktowano zdawkowo.
Jest więc muzeum jednostronną projekcją, a nie obiektywnym i ponadpolitycznym obrazem powstania.
Nie zdziwię się, gdy w takiej sytuacji urodzi się kiedyś pomysł na inne muzeum. Na muzeum, które pokaże to, co teraz próbuje się ukryć bądź zmarginalizować.
Tak jest, gdy do polityki historycznej biorą się ideologowie, dla których świętą i jedyną prawdą jest tylko to, w co sami wierzą. Prawica szukająca dla siebie mitów założycielskich w Katyniu albo w powstaniu warszawskim traktuje te wydarzenia całkowicie instrumentalnie. Wizja historii w jej wydaniu musi być dokładnie taka, jakiej teraz potrzebuje. Wybiera więc takie wydarzenia, których można użyć tu i teraz. I wykorzystać do bieżączki politycznej. Stąd kabaretowe spory między politykami PiS i PO o to, kto w Polsce jest lepszym patriotą. Sztuczne spory, za którymi społeczeństwo od dawna nie nadąża. Połączone siły historyków IPN, prawicowych polityków i związanych z nimi mediów od pewnego czasu specjalizują się w grze na emocjach młodzieży. Przegrywali kolejne wybory, bo młodzież głosowanie na nich uważała za obciach. Wzięli się więc do roboty. Ich oferta jest toporna, ale może być skuteczna. Zwłaszcza tam, gdzie młodym wystarczą patriotyczne hasła, konkursy i komiksy. Popkultura stała się polem bitwy o pamięć historyczną i narzędziem pozyskiwania serc, bo przecież nie umysłów młodzieży. Któż zobaczy za tym pseudopatriotycznym bełkotem cyników, którzy budują sobie zaplecze społeczne. Bezczelność sloganów wypiera naukową rozwagę i prawdę zawartą w dokumentach, raportach i wspomnieniach ludzi. Pobudki prawicy są do bólu przyziemne. Chodzi jej o wpływ na bieżącą politykę. Mówi o potrzebie wychowywania kolejnych pokoleń w duchu swoiście przez nią rozumianego patriotyzmu. A swoje przesłanie i kampanie medialne opiera na kłamstwach i przeinaczaniu faktów. Społeczeństwo, a zwłaszcza młodzież, prawica traktuje instrumentalnie, jak bezkształtną i mało rozumną masę, którą może w dowolny sposób kształtować. Ma tu pełną swobodę. Hula więc w poczuciu bezkarności.

Wydanie: 32/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy