Lustracja – tak! Wypaczenia – nie!

Lustracja – tak! Wypaczenia – nie!

Po zmasakrowaniu ustawy lustracyjnej przez Trybunał Konstytucyjny, co dla osób bardziej rozgarniętych i mających elementarną wiedzę o prawie było do przewidzenia, z niewiadomych dla mnie powodów niemal wszyscy powtarzają, że są (i, co ciekawsze, zawsze byli) za lustracją, protestowali jedynie przeciw tej konkretnej, fatalnej ustawie. Jednym słowem z lustracją, jak niegdyś z socjalizmem: „Lustracja – tak! Wypaczenia – nie!”.
Mam ten luksus, że zawsze byłem przeciwny lustracji, uważając, że dobrej lustracji zrobić się nie da. Każda lustracja będzie „z wypaczeniami”. Jedyne, co byłem w stanie zaakceptować, to lustrację ograniczonego kręgu osób ubiegających się o najwyższe stanowiska w państwie, zobowiązanych do ujawnienia pod groźbą sankcji swej ewentualnej agenturalnej przeszłości (konstrukcja „kłamstwa lustracyjnego”), weryfikację oświadczeń lustracyjnych przez profesjonalny Sąd Lustracyjny (wydział Sądu Apelacyjnego) przy zachowaniu reguł procesu karnego, a więc poszanowaniu zasady domniemania niewinności, prawa do obrony etc.
Taką ograniczoną lustrację można jeszcze w cywilizowany sposób wykonać, mieszcząc się w granicach państwa prawa. Taką lustrację wprowadzała ustawa z 1997 r.
Zawsze uważałem natomiast, że w cywilizowany sposób, z poszanowaniem reguł państwa prawa nie da się wykonać lustracji powszechnej. Taką lustrację powszechną kuchennymi schodami zaczęła wprowadzać ustawa o IPN. Ta obrzydliwa praktyka, zaprogramowana w ustawie o IPN, a twórczo wykorzystywana przez niektórych polityków i historyków tej instytucji, swoistej „bezpieki historycznej” z wszystkimi atrybutami takiej służby, nabrała pełni kształtów w zmasakrowanej dopiero co przez Trybunał Konstytucyjny ustawie lustracyjnej.
Po klęsce ustawy i kompromitacji jej twórców (PO zapomniała, że jest współtwórcą tego prawniczego dzieła i też dziarsko wzięła się do krytyki) najnowszym proponowanym rozwiązaniem ma być pełne otwarcie archiwów IPN.
Opowiadają się za tym wszystkie siły polityczne, choć niektórzy przed otwarciem gotowi są archiwa nieco ocenzurować w kwestiach obyczajowych.
Utwierdza mnie to w przekonaniu, że wypowiadający się w tej kwestii wciąż nie wiedzą, o czym mówią, a mówią najczęściej nonsensy.
Jeśli ktoś mówi: trzeba otworzyć archiwa – to mogę sobie pomyśleć: wcale nie trzeba, ale jak chcesz, to otwieraj. Mogę spekulować jedynie co do intencji tak wypowiadającego się.
Jeśli ktoś jednak mówi: trzeba otworzyć archiwa, aby nareszcie skończyć z grą teczkami, to albo jest cynicznym kłamcą, albo człowiekiem całkowicie pozbawionym wyobraźni.
Powszechne udostępnienie zawartości ubeckich teczek dopiero rozpocznie kolejną edycję „tańca z teczkami”. Donosy, insynuacje teraz dopiero się zaczną na pełną skalę. Czy może chodzi o to, że będzie ich tak wiele, że już na nikim nie zrobią wrażenia? Czy o to, że każdy będzie mógł od razu zrewanżować się swemu oskarżycielowi i pogrzebać w jego papierach, a gdy tam nic nie znajdzie, w papierach jego bliskich i dawaj z tym do gazet, do internetu, do gazetki ściennej…
Niektórzy, wiedząc, że w tych archiwach jest dużo informacji (prawdziwych, półprawdziwych i nieprawdziwych, czasem zwykłych obrzydliwych plotek) dotyczących życia prywatnego osób inwigilowanych, które to informacje w cywilizowanych jako tako krajach objęte są chronioną prawem i obyczajem sferą prywatności, proponują przed otwarciem archiwów materiały te pod tym kątem ocenzurować. Pomysł doprawdy szlachetny, ale czy wykonalny? Tu od razu pojawiają się dwa problemy. Problem pierwszy to czas potrzebny na ocenzurowanie kilkudziesięciu kilometrów bieżących akt. Ile czasu to zajmie, zakładając, że wszyscy pracownicy IPN zamiast uczestniczyć w politycznych intrygach, rzucą się do cenzurowania akt? Ile czasu potrzeba rycerzom Kurtyki na przeczytanie i ocenzurowanie całych zbiorów?
Problem drugi. Jakaż będzie wiedza cenzorów! I jaka moc tej wiedzy!
Dotychczas z IPN wyciekały tajne informacje na rozliczne polityczne (?) zamówienia. Raz nawet udało się wynieść hurtem cały katalog. I co? I nic. Prokuratura albo nie dopatrzyła się przestępstwa, bo rzecz była wprawdzie bezprawna, ale „rewolucyjnie słuszna”, albo nie mogła wykryć winnych. Najwięcej „przecieków” było bodajże z oddziału krakowskiego IPN i dlatego, za karę, jego prezes awansował na głównego szefa.
Jaka gwarancja, że informacje obyczajowe nie będą teraz wyciekać? W świecie, w którym ujawnienie, że Iksiński był zarejestrowany jako KO, a Psiksiński jako TW ps. „Ozór” albo inny „Zefir”, nikogo już nie będzie interesowało, z uwagi na nagminność przypadków. Informacje natury obyczajowej będą na pewno ciekawsze i bardziej podniecające, tym chętniej publikowane przez tabloidy, z większymi wypiekami na twarzy opowiadane w kawiarniach, knajpach czy kuluarach sejmowych.
No bo co ciekawsze? To, że profesor X podpisał instrukcję wyjazdową, a po powrocie złożył sprawozdanie z pobytu w RFN, czy to, że polityk Y przebrany w dziewczęce fatałaszki baraszkował z kolegami? Albo że powszechnie szanowany pisarz w młodości grzeszył z nieletnią, a znana poetka jest lesbą?
Takie rewelacje zastąpią teraz informacje o agenturalnej przeszłości tego czy tamtego, co zresztą mało kogo już dziś obchodzi.
Jeśli naprawdę chcecie, panowie politycy, rozwiązać problem, który sami zresztą stworzyliście, plotąc od lat o konieczności powszechnej lustracji i jej zbawiennym wpływie na stan wiedzy historycznej i stan moralny społeczeństwa, to nie ma innych możliwości, tylko musicie szeroko rozlane wody lustracji na powrót wtłoczyć do cywilizowanego koryta.
Do ustawy z 1997 r. wrócić już zapewne się nie da.
Co zatem można zrobić? Zlikwidować IPN, jego akta przekazać do Archiwum Akt Nowych, wprowadzić na cywilizowanych zasadach karencję na część tych akt (np. 50-letnią), a resztę udostępniać na ogólnych zasadach. Korzystający z akt mogliby – tak jak to jest z innymi informacjami pochodzącymi z archiwum – korzystać z nich tak, jak normalnie korzysta się z informacji archiwalnych, przy poszanowaniu zasady ochrony danych osobowych, ochrony dóbr osobistych etc.
Tak moglibyście zrobić. Ale tak nie zrobicie. Dlatego wpakujecie się w kolejną awanturę i w kolejną awanturę wciągniecie społeczeństwo. Bądźcie pewni. Społeczeństwo kiedyś wam odpłaci.

Wydanie: 21/2007

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy