Zapomniane Królestwo

Zapomniane Królestwo

Grono historyków prawa polskiego i dyscyplin pokrewnych opublikowało trzy tomy artykułów poświęconych Królestwu Polskiemu (Wydawnictwo von Borowiecky). Inicjatywa zrodziła się z okazji zbliżającej się dwusetnej rocznicy Królestwa. W podtytule podkreślono fakt, że Królestwo Polskie po okresie całkowitego niebytu państwa polskiego odrodziło się w formie unii personalnej z Cesarstwem Rosyjskim. W tej postaci zostało uznane międzynarodowo przez kongres wiedeński, a po wojnach napoleońskich nie było większego autorytetu międzynarodowego i oczywistszego źródła legitymizmu niż ten kongres. O losach Europy decydowały największe, do tego zwycięskie, mocarstwa, kto się sprzeciwiał ich woli, tego sprawa wisiała na włosku. Polscy „patrioci” się sprzeciwili.

Elita rządząca Królestwem Polskim – trzeba dodać, że najwybitniejsza z elit, jakie Polską rządziły – potrafiła docenić unię rosyjsko-polską, ale obok niej istniał inny władca, a mianowicie opinia patriotyczna. Opinia rządzi światem – mówili filozofowie oświeceniowi – polskimi losami rządziła opinia patriotyczna.

Królestwo otrzymało rozumną konstytucję – jedną z liberalniejszych w Europie, język urzędowy był polski, urzędy pełnili Polacy, wojsko było polskie, istniała wolność druku, a o innych zdobyczach za chwilę wspomnimy.
Przeciętnie wykształcony inteligent, nie mówiąc o studencie, może w pierwszej chwili nie wiedzieć, o czym mówimy, mówiąc o Królestwie Polskim. W języku potocznym, a nawet w historiografii mówi się o Królestwie Kongresowym.

Chętnie wymieniłbym wszystkich autorów, których prace złożyły się na obszerne trzy tomy, ale za bardzo obciążyłoby to krótki przecież niniejszy tekst. Już same tytuły tomów dużo nam powiedzą: „System polityczny, prawo, konstytucja i ustrój Królestwa Polskiego 1815-1830”, „Przemiany ustrojowe Królestwa Polskiego w latach 1830-1833”, „Aleksander Wielopolski. Próba ustrojowej rekonstrukcji Królestwa Polskiego w latach 1861-1862”. Redaktorem wszystkich tomów, a jeszcze bardziej animatorem tego przedsięwzięcia intelektualnego jest prof. Lech Mażewski, którego znamy m.in. jako autora książki „Powstańczy szantaż” i krytyka innych konwencjonalnych, a panoszących się w piśmiennictwie historycznym poglądów. Lech Mażewski ponadto jest autorem największej liczby tekstów w tych książkach. Najciekawszy wydał mi się artykuł „O ciągłości między Księstwem Warszawskim i Królestwem Polskim”. Z pewnych względów autor za istotną uważa ciągłość, nie zamykając oczu także na nieciągłość. W napoleońskim Księstwie kraj pracował dla wojny, wskutek tego biedniał, rujnowało się rolnictwo i gospodarka miejska. W Królestwie przeciwnie, bogacił się systematycznie, modernizował, poprawiał się stan finansów. W Księstwie rządzonym dla potrzeb wojska nie było gwarancji wolności, w Królestwie przeciwnie, zachowało się wiele tradycyjnego polskiego parlamentaryzmu. A jednak w opinii narodowej – autentycznej czy zmanipulowanej – Księstwo jest wyżej oceniane niż Królestwo. Lelewel miał powiedzieć, że w Królestwie nikt nie zauważył gwarancji wolności, a w Księstwie nie zauważono braku takich gwarancji. Usytuowanie geopolityczne okazało się ważniejsze dla Polaków niż warunki życia.

Jak wspomniałem, konstytucja Królestwa była tworem ludzi dobrej woli i rozumnych – nadał ją Polsce cesarz Rosji Aleksander I. Jednakże im norma jest doskonalsza, tym trudniej w kraju nieprzyzwyczajonym do rządów prawa jest utrzymać się w jej granicach, a każde jej przekroczenie przez władzę tym łatwiej wywołuje oburzenie. Jednak naruszanie konstytucji nie było głównym powodem niezadowolenia w Królestwie. Tym powodem było odłączenie ziem litewsko-ruskich. I to było głównym powodem powstań. Lech Mażewski zastanawia się, dlaczego Królestwo Polskie nie dążyło do odebrania Prusom Wielkopolski, lecz wbrew wszelkiej logice domagało się od Rosji, z którą pozostawało w unii personalnej, prowincji, gdzie Polacy byli mniejszością w ruskim i prawosławnym narodzie. Polska szlachta nie myślała i nie wiedziała, że jest mniejszością. Objaśnia częściowo ten fakt Adam Zamoyski: „Rosja zagarnęła tak duży obszar dawnej Rzeczypospolitej (trzeba zdawać sobie sprawę, co się kryje pod nazwą Rzeczpospolita, przecież nie Polska w dzisiejszym znaczeniu – B.Ł.), że w 1815 r. szlachta imperium Romanowów składała się w 64% z osób pochodzenia polskiego. Ponieważ zaś odsetek ludzi posiadających elementarne wykształcenie był wyższy wśród Polaków niż wśród Rosjan, liczba poddanych cesarstwa umiejących czytać i pisać po polsku była większa niż liczba tych, którzy potrafili czytać i pisać po rosyjsku” („Polska”). Autorzy polscy tamtego czasu robią wrażenie, jak gdyby nieszlachta i analfabeci nie należeli do żywych.

Królestwo Polskie zwane potocznie Kongresowym spadło Polakom jak z nieba. Najpierw cała Polska właściwa została zajęta przez państwa niemieckie (zabawcie się i zapytajcie znajomych, pod jakim zaborem znalazła się Warszawa; trzeba erudyty, żeby wiedział, że pod pruskim), następnie klęska napoleońskiego i walczącego z Rosją Księstwa Warszawskiego i oto niespodziewanie wraca Polska na mapę. Napoleon nawet nazwy „Polska” nie chciał dać. Słusznie twierdzi Lech Mażewski, że dwusetną rocznicę utworzenia Królestwa Polskiego należy uroczyście uczcić.

Wydanie: 47/2014

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy