Wybiórcza wrażliwość posła Mularczyka

Wybiórcza wrażliwość posła Mularczyka

Jak doniosły media, Pan Poseł Mularczyk poczuł się dotknięty wypowiedzią prof. Zolla. Co tam dotknięty, poczuł się przez profesora zniesławiony. Poseł Mularczyk jest człowiekiem konsekwentnym. Skoro się poczuł zniesławiony, napisał prywatny akt oskarżenia przeciw prof. Zollowi. Będzie go ścigał w sądzie karnym. To nie wszystko. Media doniosły, że poseł Mularczyk nie poprzestanie na sprawie karnej o zniesławienie. Poseł Mularczyk jak zawsze pójdzie na całość. Poseł Mularczyk jeszcze dodatkowo pozwie Zolla do sądu cywilnego o naruszenie dóbr osobistych. Prof. Zoll bowiem tą samą wypowiedzią na falach Radia Tok FM naruszył dobra, jakie przysługują posłowi Mularczykowi jako osobie. Osoba posła Mularczyka będzie się zatem jeszcze procesować z Zollem cywilnie.
Cóż to takiego zrobił prof. Zoll, że teraz będzie nie dość, że oskarżony, to jeszcze pozwany? Otóż oskarżony (prywatnie, ale zawsze) Zoll śmiał w rozmowie z dziennikarzem Tok FM stwierdzić, że występując przed Trybunałem Konstytucyjnym, poseł Mularczyk (prywatnie adwokat Mularczyk, a jeszcze bardziej prywatnie, ale zarazem transcendentnie osoba ludzka Mularczyk) popełnił przestępstwo przekroczenia uprawnień, informując Trybunał Konstytucyjny tylko częściowo o odkryciach, jakich na polecenie marszałka Dorna dokonał wespół z IPN, grzebiąc w przeddzień rozprawy w papierach sędziów Trybunału i ich bliskich. Ta zatajona część odkrycia dotyczyła takich drobiazgów jak to, że jeden z pomówionych o współpracę z SB sędziów z przyczyn moralnych propozycję tej współpracy odrzucił, a drugi zwerbowany miał być już po Okrągłym Stole i brak dowodów, aby ją podjął.
Występując przed Trybunałem i celowo wprowadzając go w błąd, prawdy do końca nie dopowiadając, pan poseł Mularczyk nie zważał na to, że przy okazji pomawia sędziów Trybunału (prywatnie profesorów prawa), ani nawet na to, że oni przecież jakieś dobra osobiste chyba też mają, a te także podlegają ochronie.
Pan poseł pochodzi z Nowego Sącza, więc może słyszał starą góralską anegdotę sądową.
Piekarz kupował od pewnej babiny masło. Płacił jej za kilogram, który babina wcześniej odważała. Po jakimś czasie w domu piekarz sam zważył masło i okazało się, że to, co miało ważyć kilogram, waży jedynie 70 deko. Zeźlił się piekarz i babinę oszustkę do sądu podał.
– Od lat mnie oszukiwała – grzmiał przed sądem. – Płaciłem jej za kilogram, a ta oszustka sprzedawała mi po 70 deko! Za każdym razem byłem stratny te 30 deko! Oj uzbierało się tego!
Babina przysięgała się, że uczciwie piekarzowi odważała zawsze po kilogramie. – A wagę to w ogóle macie? – dopytywał się sędzia.
– Mom – odparła babina. – A ciężarki macie?
– pytał dociekliwie sędzia. – Ni mom. – To jak ważycie! – oburzył się sąd. – A wicie – mówi babina – jo cinzorków ni mom, ale coby piekarzowi kilo masła odważyć, na druge salke wagi kłade kilkowy chlebuś od piekarza…
Mam dla pana posła złą wiadomość. Jego pozycja w procesie przeciwko prof. Zollowi jest gorsza niż pozycja piekarza w procesie z babiną.
Po pierwsze, prof. Zoll w swej wypowiedzi nie skłamał, nie podał bowiem faktów nieprawdziwych. Nie użył wobec posła Mularczyka żadnego obraźliwego epitetu.
Dokonał jedynie oceny prawnokarnej ogólnie znanego zachowania posła przed Trybunałem.
Miał do tego podwójne prawo. Jako profesor prawa karnego dokonał oceny merytorycznej: uznał, że takie zachowanie, jego zdaniem, wypełnia znamiona przestępstwa z art. 231 kodeksu karnego. Jako obywatel dokonał oceny zachowania polityka, osoby publicznej.
Każdy obywatel ma prawo dokonywać takich ocen. Mieści się to w granicach wolności słowa i wolności wypowiadania poglądów. Z drugiej strony, polityk (przynajmniej w cywilizowanej części świata) musi liczyć się z tym, że jego zachowania będą oceniane także publicznie przez obywateli, że te oceny wcale nie muszą być pochlebne, że obywatele mają prawo nawet do skrajnie krytycznych ocen zachowań polityka. Taki jest europejski standard, takie jest orzecznictwo Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
Krytykując polityka, nie można tylko kłamać (podawać celowo faktów nieprawdziwych) ani używać epitetów jawnie obraźliwych.
Oceny zaś (a prof. Zoll wypowiedział właśnie swoją ocenę) nie są ani prawdziwe, ani fałszywe, mogą być co najwyżej trafne lub nietrafne. Pan poseł powinien teoretycznie o tym wiedzieć, bo tego się uczy studentów na I roku prawa.
Jeśliby nawet ocena prof. Zolla trafna nie była – a ja uważam, że była trafna, o czym za chwilę (może mnie zatem pan poseł także pozwać, jeśli ma ochotę) – to i tak miał on prawo ją wypowiedzieć.
Co więcej, to, że mam złą wiadomość dla posła Mularczyka, zaraz uzasadnię.
O ile obywatelom wolno, krytykując i oceniając polityków, pozwolić sobie na trochę więcej niż w krytykach i ocenach innych ludzi, o tyle politykom dokładnie przeciwnie. Im wolno mniej. Wypowiadając się o innych ludziach, niebędących osobami publicznymi, politykom wolno znacznie mniej niż niepolitykom.
Jeśli zatem funkcjonariusz publiczny (poseł na przykład) przekroczy swe uprawnienia (albo niedopełni obowiązku) i naruszy tym prawnie chroniony interes prywatny (jak choćby czyjeś dobra osobiste), popełnia przestępstwo.
Nie chcą o tym pamiętać niektórzy politycy, ufni w to, że im wszystko wolno. Lecą więc w eter, do gazet rozmaite oszczerstwa, insynuacje. O przeciwnikach politycznych, o konkurentach, o zwykłych ludziach, aby dać gawiedzi igrzyska. Uważajcie, panowie. Terminy przedawnienia sami niedawno nieostrożnie wydłużyliście, a rządzić do końca świata przecież nie będziecie.
Na koniec przypomnę, że trafność opinii prof. Zolla co do kwalifikacji zachowania posła, a skądinąd adwokata Mularczyka przed Trybunałem Konstytucyjnym bada rzecznik dyscyplinarny Okręgowej Rady Adwokackiej. Adwokaci też podejrzewają, że ich korporacyjny kolega, mecenas Mularczyk, naruszył prawo.
Choć został oskarżony i pozwany zarazem, prof. Zoll może spać spokojnie.
Jego oskarżyciel i procesowy przeciwnik poseł Mularczyk tak komfortowej sytuacji niestety nie ma. Chyba że w międzyczasie PiS „odzyska sądy”, ale na to chyba mimo wszystko się nie zanosi. Przynajmniej na razie.

Wydanie: 24/2007

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy