Skąd idzie klęska

Nadchodzą paskudne dni. Tylko patrzeć, jak Marszałek Sejmu ogłosi termin wyborów prezydenckich, no i zacznie się… Niedawno najmądrzejszy biskup polski i rektor wyższej uczelni kościelnej mądrze powiedział, iż tym razem Kościół nie da się wciągnąć w zamęt wyborczy. Chciałbym w to wierzyć, ale znam życie. Kościół nie chce. Nigdy nie chce i zawsze jakiś przyzwoity oraz mądry biskup to zapowiada, uroczyście ogłasza i prawie natychmiast po takiej rozumnej wypowiedzi rusza z tysięcy ambon propaganda polityczna, pełna i kłamstw, i nienawiści, bo Kościół swoje, a kler i spora część Episkopatu wie swoje i głosi odważnie. Niestety, odwaga niewiele tu znaczy. Potrzebny jest rozum, a tego nie dostaje wielu duchownym, co szkodzi państwu potrzebującemu spokoju i rozsądku oraz Kościołowi, który winien być ostoją rozwagi, dobroci i życzliwości człowieka wobec człowieka, a tak łatwo daje się wciągać w paskudne gry polityczne, gorszące wiernych i oddalające ich od ewangelicznych nauk Chrystusowych.
Także – jak słyszę – w Sejmie ma się odbyć, czy też chcą, żeby się odbyło, kolejne polowanie na prezydenta. Ma zostać powołana jakaś komisja prześladowcza, badająca urojone nadużycia Aleksandra Kwaśniewskiego z okresu, gdy kierował sprawami sportu. Im większą przewagę zdobywa prezydent nad swoimi, komicznymi w niektórych przypadkach, konkurentami, tym więcej mnoży się tych – jak by powiedział Wałęsa – popaprańców próbujących mu zaszkodzić. Im więcej mu szkodzą, tym liczniejsza staje się gromada zwolenników obecnego szefa państwa. Ale tego właśnie nasza prawica nie może ścierpieć. Popularność prezydenta jest czymś bolesnym, doprowadzającym do wściekłości, pozbawiającym rozumu przeciwników reelekcji.

Podobnie jest z doprowadzającą ludzi prawicy do wściekłości przewagą w sondażach przedwyborczych SLD nad resztą partii. Im więcej osób deklaruje chęć głosowania na lewicę, tym mniej rozsądne stają się wypowiedzi ludzi prawicy, co należy rozumieć, choć nie powinno się wybaczać, bo każda głupota jest trudno wybaczalna. Dla ludzi prawicy czymś wbrew naturze, swoistą pornografią polityczną, są wyniki sondaży, tak często ogłaszane w prasie. Jak może spać spokojnie taki np. poseł Niesiołowski, kiedy widzi i słyszy, że to lewicowe robactwo, taka resztówka starych czasów, to moralne g… zdobywa w wyścigu wyborczym większość głosów, która przecież wedle praw boskich i ludzkich należy się ZChN-owi. Z historycznego rachunku, który prawica bez ustanku przeprowadza, wynika jasno i jednoznacznie, że lewica już dawno powinna być na samiutkim dnie popularności; raczej kryminał się jej należy niż sejmowe fotele. Gdy się spokojnie siądzie i pomyśli o tym, co było – to rozpaczliwe rozumowanie prawicy jest bliskie racji. Ta cholerna lewica ma za co pokutować. Zamiast tego, co widzimy? – że mianowicie zwycięża. Skąd więc te cholerne sukcesy lewicy? Należy znowu spokojnie usiąść i pomyśleć. Zobaczy się wówczas jasno i wyraźnie, że po pierwsze, lewica palcem nie kiwnęła, by ją ludzie nagle pokochali, a po drugie – wszystkie wyborcze sukcesy lewicy rodzą się z nieopisanej głupoty i nieudolności rządzenia onejże zrozpaczonej brakiem sukcesów prawicy. Tylko tego ludzie prawicy nie są w stanie zrozumieć.
Rozmawiałem kilka dni temu, gdy padała koalicja rządząca, która tyle złego wyrządziła Polsce i Polakom, z pewnym wysoko w partyjnej hierarchii prawicowej postawionym dygnitarzem. Zadałem mu kilka pytań, mających wysondować jego rozumienie sytuacji, w jakiej znalazło się jego ugrupowanie polityczne.
Nie znalazłem w nim śladu gotowości do rozważenia przyczyn klęski prawicy w opinii społeczeństwa. Zachłystywał się wyliczaniem wspaniałości, jakie dały krajowi reformy, tak źle oceniane przez wielu ludzi, z którymi często rozmawiam, bo przychodzą się żalić na rządy prawicy. Jak zawsze mój rozmówca powtarzał ulubioną piosenkę prawicy o tym, jak mało, a właściwie nic, nie zrobiła poprzednia koalicja SLD-PSL dla kraju, by go jakoś pchnąć do przodu, i jak wspaniałym dziełem są te znakomite cztery reformy. To, że tak mówił dygnitarz prawicowej władzy – rozumiem. Choćby nawet myślał inaczej, nie przyzna się do porażki, gdyż dobrze wie, że ja – tej prawicy wróg zacięty – mógłbym się powoływać na jego samokrytyczne wyznanie. Gorsze czy nawet najgorsze jest to, że ten z pozoru bardzo inteligentny człowiek naprawdę myśli, iż te reformy są wspaniałym dziełem. Nie dopuszcza nawet takiego malutkiego podejrzenia, iż to mogłyby być niezłe reformy, gdyby je dobrze wykonano, gdyby ich, krótko mówiąc, nie spartaczono dokumentnie w realizacji. Są dobre, są nadzwyczajne i nie ma dyskusji, zaś poprzednia koalicja… nie piszę więcej, bo już czytelnicy sami potrafią dokończyć tę idiotyczną piosenkę.
Człowiek, z którym rozmawiałem, ten prawicowy dygnitarz, był mi dobrze znany w świetnych latach “Solidarności” – jako ktoś bardzo wrażliwy na ciężką dolę ludzi, którym wtedy też nie żyło się nadzwyczajnie. Więcej – z tego trudnego życia milionów ludzi czynił koronne zarzuty ówczesnej władzy. Dziś, gdy próbuję zwrócić jego uwagę na ciężką dolę milionów, na kolosalne bezrobocie, ucieka jak od ognia od takich trefnych tematów. Ucieka, bo jest zachwycony własnymi osiągnięciami, których ja – wedle niego złośliwy wróg prawicy – nie chcę dostrzegać.
Myślę, że gdybym z nim rozmawiał jeszcze kilka godzin dłużej, nic bym nie osiągnął. Nie uwierzyłby w te oczywistości, jakie dostrzega teraz w Polsce nawet dziecko, szczególnie wychowywane w domu dotkniętym bezrobociem rodziców czy jakąś długotrwałą chorobą.
Przypomniały mi się rozmowy ze starym komunistą, Ostapem Dłuskim, mądrym rabinem, człowiekiem niewątpliwie uczciwym, ale głęboko wierzącym w słuszność swojej sprawy. Gdy próbowałem zwrócić jego uwagę na jakieś złe sprawy dziejące się w naszym kraju mawiał patetycznie: – Panie Małachowski, pan ma oczywiście rację – ale nasza sprawa i tak zwycięży!
Długo nie trwało, jak sprawa, w którą Ostap Dłuski tak szczerze wierzył, padła. Czy to samo przydarzy się mojemu prawicowemu rozmówcy?
15 czerwca 2000 r.

Wydanie: 25/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy