Pokaz mody i urody

Najważniejszym wydarzeniem ubiegłego tygodnia był niewątpliwie pokaz mody. Posłanka Beger kręciła noskiem na ciuchy z butiku; „w szafie mam lepsze, których nie noszę”, mówiła zdumionym dziennikarzom, obiecała, że nas „zaszokuje fryzurą”, co też spełniła. Przy okazji pokazano zaprzeszłe zdjęcia Aleksandry Jakubowskiej, posłanki Sierakowskiej oraz profesor Senyszyn.
Lewica prezentowała się na wybiegu świetnie. Nawet w tym roku, po pogromie, Olejniczak i Katarzyna Piekarska wyglądali o niebo lepiej niż członkowie PiS, choć poseł Cymański wdzięczył się na potęgę. Najlepsze kostiumiki w rządzie prezentuje Zyta Gilowska, ale ona z ideologią PiS mało ma wspólnego, choć to wicepremier. Najprzystojniejszy jest Radek Sikorski, dlatego pewnie bracia pozbędą się go, jest dla nich zbyt wysoki, zbyt kompetentny, za mało rewolucyjny.
Jak doszło do tego, że młodzi i piękni z SLD cieszą się mniejszą popularnością społeczną niż mniej estetyczni PiS-owcy? Dzieje się tak dlatego, że lewica jest jak obalony król podczas rewolucji. Chce się go skrócić o głowę gilotyną. Król kiedyś wybrany jako socjalistyczny szybko stracił lewicowe zęby. Brylował na salonach, zapomniał o ideologii biednych, zabrał matkom alimenty, biedakom bary mleczne, jednym słowem stał się mało „socjalny”, by użyć modnego dziś pojęcia, bo socjalizm źle się kojarzy. Król miał swoich ludzi w spółkach i radach nadzorczych, lewica była jak „cysorz, co ma klawe życie”. Ujawnione afery wzbudziły gniew ludu.
Prawica wykorzystała to i za pomocą haseł narodowo-socjalnych przejęła lewicowy elektorat. Moda rewolucyjna nie ceni urody, przeciwnie, wtedy pojawiają się kostropate typy, które chcą tych, co rządzili, wieszać, by zająć ich miejsca. Bliźniaki, Lech i Jarosław, zaprezentowały swą skromność, wywróciły puste kieszenie, popatrz, narodzie, nie ma w nich nic, nie dorobiliśmy się niczego. Jednego stać było na żonę, drugi musi zadowolić się kotem. Mają jeden wspólny garnitur i krawat, to wyjaśnia, dlaczego nigdy nie pokazują się razem. Kiedy Jarek idzie do Telewizji Trwam, to Lech musi siedzieć w pałacu. Jak Lech ma wygłosić orędzie do narodu, to Jarka zamykają w domu, z kotem i Gosiewskim.
To tłumaczy też przyczynę długiego oczekiwania na wystąpienie telewizyjne, tym razem w telewizji publicznej. Prezydent Lech musiał czekać, aż dowiozą mu garnitur zdjęty z Jarka. Komisarz nie daje rady usunąć śniegu, tworzą się korki, więc trochę to trwało. W kieszonce marynarki zamiast chusteczki był tekst przemówienia.
Napięcie sięgało zenitu, gdy podczas oracji prezydent po zwaleniu winy za wszystko, co złe, na Platformę, przedstawiając sto dni rządu, używał czasu przeszłego. W tym momencie ci, którzy obstawili u bukmacherów rozwiązanie parlamentu, już byli w ogródku, już witali się z gąską, bo przecież był, zrobił, miał, mówi się o nieboszczyku na stypie. Czas przeszły to pokerowa zagrywka, kiedy pokazano wyniki sondaży z przewagą Platformy, było jasne, że PiS-ki władzy nie oddadzą. Taka okazja może się im drugi raz nie trafić.
Giertych podpisze każdy papier, żeby postawić Kwacha przed jakąkolwiek komisją. Popełnia niewybaczalny błąd. Tak było z Jolantą, dawną pierwszą damą. Pisałam wtedy, że wypadnie świetnie, bo jest dobrze przygotowaną prawniczką, a do tego piękną kobietą. Teraz chcą ustrzelić Kwacha, bo obawiają się, że stanie honorowo na czele zjednoczonej lewicy. Lud dawno Kwaśniewskiego nie widział, powoli zaczyna wspominać z łezką w oku złotą opaleniznę, niebieską koszulę, jeżdżenie papamobilem. Językami obcymi gadał, na pytania dziennikarzy potrafił jasno odpowiedzieć. Taka komisja i występ przed nią, nawet jeśli nie zatańczy i nie zaśpiewa, to dla byłego prezydenta superpromocja.
Napięcie godne Hitchcocka obecny prezydent wraz z bratem osiągnęli poprzez wypuszczenie mylnego sygnału, że parlament zostanie rozwiązany. Zaraz ruszyły partie wspomagające PiS, żeby się podlizać. Nie dziwię się Giertychowi, bo może nie wejść do parlamentu, ale Samoobrona? Rewolucyjna moda na krawaty w ukośne pasy dała efekty. Lepper postrzegany jako trybun ludowy popełnia fundamentalny błąd lewicy. Przyczesany, wypachniony, przyobleczony w dobrze skrojony garnitur traci tożsamość ostrego chłopa z widłami, którego wszyscy się boją. Chciał rozliczać, będzie rozliczany.
Dwaj wasale przysięgli na swoje miecze i podpisali krwią serdeczną cyrograf, że nie sprzeciwią się najgłupszemu nawet pomysłowi PiS. Profesor Rzepliński uznał, że przymierze zawarte pod przymusem nie posiada mocy prawnej i Kacza partia może im nagwizdać. Wydaje się to nieco wątpliwe, albowiem nikt tych panów nie zmuszał, a jeśli chodzi o szantaż, to szantażowali się wzajemnie. Tak więc wszystko na razie zostaje po staremu. Bliźniaki rządzą ideolo, a Marcinkiewicz w realu. Rewolucyjny komisarz Ziobro ubiera się w garnitury, choć powinien chodzić w czapce skórzanej leninówce i czarnej skórzanej kurtce. Taką też modę wprowadzi się w IPN. Długie płaszcze „flaki” z przydziału. Najstarsi ludzie jeszcze pamiętają, kto w nich chodził. Głównie ci świadkowie historii, co to prowadzili tajnych wywiadowców (TW).
Ziobro ma poparcie, bo obiecuje ludziom, że wsadzi za kraty bandziorów, pedofilów, tu coś zaostrzy, tu wznowi śledztwo w słusznej sprawie, a przy okazji tylnym wejściem wprowadza ustawy pogrążające demokrację. A to zlustruje środowisko, obsmaruje i opluje prawników, nie bacząc, że są od niego mądrzejsi.
Pod skrzydłami komisarza Ziobry Gontarczyk z IPN, opierając się na ubeckich notatkach, przedstawia Jacka Kuronia jako szemraną postać. Bracia Kaczyńscy znali Kuronia, mogli się z nim nie zgadzać, ale wiedzieli, że Kuroń był prawym człowiekiem. Nie protestują, składają go motłochowi na ołtarzu rewolucji.
Profesor Samsonowicz mówi o Gontarczyku, że „albo popełnia podstawowe grzechy przy krytyce źródła, albo pod pretekstem pracy naukowej przedstawia stanowisko polityczne dobrze znane z innych epok i wystąpień”. Nie dziwię się, że mamy najwyższy stopień nieufności do obcych, innych, do siebie wzajemnie, jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie. Polskie piekło było znane od dawna, wydawało się, że odzyskana całkowita niepodległość, demokracja, członkostwo w NATO i w Unii, że to wszystko razem sprawi, że poczujemy się bardziej wartościowi, bez kompleksów. Naprawdę szło ku temu, nawet podczas rządów lewicy, a może właśnie wtedy, ludzie zaczynali nabierać do siebie zaufania. A teraz przez paranoików, którzy dorwali się do władzy i rządzą w rewolucyjnym amoku, zrobiliśmy dwa kroki do tyłu, zamiast cywilizacji mamy syfilizację.

 

Wydanie: 8/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy