Nowa jakość?

Nowa jakość?

Unii Wolności nie najlepiej się działo, więc gdy rozeszła się wiadomość, że postanowiła przyjąć do siebie Jerzego Hausnera i Marka Belkę, miało się prawo myśleć, że to poszerzenie składu personalnego ma służyć wzmocnieniu partii i przedstawieniu jej wyborcom w atrakcyjniejszej niż dotąd postaci. Nie wiadomo, jakby na to zareagowali wyborcy, gdyby liderzy Unii Wolności nie zaczęli się natychmiast usprawiedliwiać przed innymi partiami solidarnościowymi, że przyjęli do swojego grona byłych członków PZPR i SLD i do tego ministrów w postkomunistycznym rządzie. Pełen zawsze najlepszej woli Władysław Frasyniuk ujął się za nimi, mówiąc przy wielu okazjach, że wprawdzie popełnili błędy, ale należy im wybaczyć, bo tylko ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi, a poza tym Hausner i Belka zrobili także wiele rzeczy słusznych.
Czy Jerzy Hausner i Marek Belka poczuli się lepiej dzięki temu, że im się wybacza, tego nie wiem. Nie wykluczam, że może im to być obojętne, mogą też sądzić, że cel, jaki sobie postawili, jest tak ważny, że dla jego osiągnięcia można ścierpieć nawet wybaczenie.
Władysław Frasyniuk musiał sądzić, że przyłączenie się do jego partii, Partii już Demokratycznej, dwóch czołowych polityków gospodarczych z obozu przeciwnego będzie korzystne. Zatem krytykom z prawicy powinien był mówić: oni się do nas przyłączyli, a do was nie chcieli, co znaczy, że my jesteśmy bardziej od was atrakcyjni dla wybitnych, bądź co bądź, działaczy i znakomitych fachowców. Jak widać, wy macie w sobie coś odpychającego, a my przyciągamy, mimo mniejszych widoków na wygranie wyborów. Ponadto zobaczcie, jak to o was świadczy, że my potrafimy się rozszerzać, a wy tkwicie ciasno w raz przyjętej formule i nie przyjmujecie zdolniejszych polityków spoza waszego kręgu, ponieważ boicie się, że na waszym tle oni mogą za dobrze się prezentować, a nawet jak już macie takich między sobą, to staracie się ich zmarginalizować lub wypchnąć, jak zrobiła Platforma Obywatelska z Olechowskim i Płażyńskim. My postępujemy wprost odwrotnie i dlatego nasze widoki na sukces się zwiększą, a wasze mogą stanąć pod znakiem zapytania.
Niczego takiego Władysław Frasyniuk nie powiedział, ani zapewne nie pomyślał. Za własny uznał pogląd przeciwników, że Hausner i Belka źle zaważyli na wizerunku partii, do której chcą przystąpić i że z ich przyjęcia trzeba się tłumaczyć. Wobec tego – po co to wszystko?
Partia Demokratyczna złożona z Unii Wolności oraz Marka Belki, Jerzego Hausnera i innych, których się dopuści, była, a bodajże nadal jest zapowiadana jako nowa jakość w polskiej polityce. Partie dzielą się na dwa obozy: postsolidarnościowy i postkomunistyczny. Cokolwiek dzieje się poza tym podziałem nie ma na razie znaczenia. Jeżeli w polskiej polityce pojawi się nowa jakość, będzie ona polegała na przezwyciężeniu tego podziału, odebraniu mu pierwszorzędnego znaczenia. Projektowana Partia Demokratyczna tego nie dokona. Kto spoza Unii Wolności do niej się zbliża (Hausner, Belka), jest oceniany kryteriami obozu postsolidarnościowego. Istniejący podział nie będzie przez Partię Demokratyczną naruszony, ona sama zostanie Unią Wolności – BIS; ułatwiony nieco zostanie tylko międzyobozowy przepływ działaczy. Jest ten podział zbyt emocjonalny i zbyt mocno osadzony w historii i realnej teraźniejszości, aby mógł zostać przezwyciężony za pomocą partyjnej socjotechniki. Obóz tak zwany postkomunistyczny (nazwa polemiczna) wywodzi się z Polski Ludowej, z tego, co w niej było rewolucyjne i tyrańskie, a także z tego, co było autentycznie ludowe (robotnicze i chłopskie), narodowe i realistyczne. Postsolidarność we wszystkich swoich postaciach stanowi siłę restauracyjną, odtwarzającą kapitalizm wraz z jego liberalną formą polityczną. Żeby w polskiej polityce mogła zaistnieć nowa jakość, trzeba próbować przekroczyć nie tylko granice dzielące wrogie partie, ale także głęboki mur wzniesiony między dwiema epokami w historii narodu. Ten mur wznosili również ludzie, którzy żyli po obu jego stronach, jak wielu polityków UW. Partie mogą być w tej sprawie czynne dopiero po przemianach intelektualnych, jakie dokonają się w świadomości społecznej. Nic na razie takich przemian nie zapowiada. Świadomość restauracyjna panuje niepodzielnie, zniewoliła również obóz „postkomunistyczny”, któremu tożsamość jest nadawana z zewnątrz. Inicjatywa Unii Wolności jest w tym znaczeniu „łodzią ratunkową dla postkomunistów”, że daje niektórym możliwość przejścia do obozu postsolidarnościowego. Granicę między obozami czyni wprawdzie bardziej przenikalną, ale przy tej okazji, jak przy każdej innej, podkreśla jej zasadnicze znaczenie. Chętni do schronienia się na „łodzi ratunkowej” mają uznać za swoje następujące credo (cytuję według „Gazety Wyborczej”): „Polska przed 1989 r. była niedemokratyczna i niewydolna ekonomicznie; rację mieli ci, którzy zwalczali PRL; Okrągły Stół przyniósł wolność Europie Wschodniej i Polsce; (…) ostatnie 15 lat to jeden z najlepszych okresów w historii Polski”. Przyjąć to ubogie w treść credo nie jest trudno: że Polska powojenna nie była demokratyczna, wiedzieli wszyscy, rządzący i rządzeni już od wyborów w 1947 r.; że gospodarka centralnie planowana jest mniej wydolna od rynkowej, ekonomiści liberalni twierdzili już w XIX wieku (Bastiat i inni), Hayek i Mises prawieże to udowodnili w latach 20. ubiegłego wieku, a większość ludzi żyjących pod władzą planu prawie natychmiast się zorientowała, więc o co jeszcze chodzi? Ci, którzy zwalczali PRL, czasami mieli rację, a czasami nie mieli. Gdyby im się udało zwalczyć PRL w latach, dajmy na to, 50., skutkiem nie byłaby ani demokracja, ani gospodarka rynkowa, lecz powszechny terror i masowe wywózki na białe niedźwiedzie. Czy Okrągły Stół przyniósł wolność Europie Wschodniej, zapytałbym w Pradze, Budapeszcie lub Bukareszcie, a odpowiedź, jestem pewien, bo próbowałem pytać, będzie negatywna. Znaczenie Okrągłego Stołu dla Europy Wschodniej polegało na tym, że dany został empiryczny dowód, iż można odrzucić ustrój socjalistyczny, a Moskwa nie przyśle wojska. To bardzo ważne, ale jeszcze nie wyzwolenie. Dla Polski znaczenie Okrągłego Stołu polegało na bezkonfliktowym przejściu od jednego ustroju do drugiego, od gorszego do lepszego. „Solidarność” nie chciała jednak przejścia pokojowego, przeciwnie, chciała konfliktu i do dziś się złości, że nie mogła stoczyć heroicznego boju z komuną. W ciągu 15 lat obóz solidarnościowy nie znalazł sobie ważniejszego celu niż zwalczanie PRL-u i Partia Demokratyczna, jak wynika z przytoczonego credo, wcale nie ma zamiaru się z tego wyłamać.
Tadeusz Mazowiecki, najbardziej – i słusznie – szanowany polityk w Polsce, oprócz wrodzonych zalet charakteru i umysłu posiada jeszcze rzadko spotykany szlif polityczny, którego nie nabył przecież w Solidarności ani w „Więzi”. To ślad po jego publicznej działalności w PRL, zwłaszcza w Sejmie. Bronisław Geremek był komunistą w czasach stalinowskich (czytelnicy domyślają się, że w moim języku nie jest to morderczy zarzut, ale pochwała też nie). Dziwię się, że ci politycy nie odczuwają potrzeby zsyntetyzowania swoich biografii, zobaczenia w nich integralności. Geremek twierdzi, że do PZPR doprowadziła go ta sama idea sprawiedliwości, która potem doprowadziła go do „Solidarności”. Idea, która prowadzi raz do komunizmu, drugi raz do antykomunizmu, nie ma widocznie żadnej treści. Gdy ci politycy głębiej zastanowią się nad przełomem w swoim życiu, lepiej zrozumieją przełom w historii narodu. I wtedy będą zdolni do stworzenia nowej jakości w polskiej polityce.

 

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy