Wołyński mur obojętności

Wołyński mur obojętności

Nie ma przełomu w sprawie ludobójstwa na Wołyniu. 28 lutego minęło 65 lat od masakry w Hucie Pieniackiej, gdzie według ostrożnych szacunków w ciągu jednego dnia wymordowano ponad 1000 Polaków. Wymordowano ich z niebywałym okrucieństwem, podobnie jak wcześniej i później dziesiątki tysięcy kobiet i mężczyzn w setkach wsi na Wołyniu. Tylko w jedną niedzielę, 11 lipca 1943 r., najkrwawszą w historii Polski, zamordowano 10 tys. ludzi. Niestety, w lipcu prezydent Kaczyński nie znalazł czasu na udział w obchodach rocznicy tej rzezi. Teraz co prawda do Huty Pieniackiej pojechali prezydenci Polski i Ukrainy, ale żaden z nich nie zdobył się na nazwanie tego ludobójstwa po imieniu. Oddanie hołdu bezbronnym ofiarom jest oczywiście ważnym wydarzeniem. Ale w obliczu tak wielkiej tragedii w żadnej mierze nie może to być akt ostatni. Zbrodnie wołyńskie mają swoich ideologów i organizatorów: Banderę, Szuchewycza i Sawura. I wykonawców. Przemilczanie polskiej martyrologii na Kresach nie jest, jak mówi prezydent Kaczyński, elementem interesu narodowego i „budowania strategicznego partnerstwa między Polską i Ukrainą, które wymaga powściągliwego i rzetelnego spojrzenia w przeszłość”. Znamy już skutki tak wybiórczego traktowania historii państw i narodów. Na dłuższą metę takie żonglowanie ocenami nigdy się nie opłaca. Czarne plamy w historii nie dają się wywabić. Prędzej czy później trzeba się z nimi zderzyć. Prawo i Sprawiedliwość ze swoją polityką historyczną ma ambicję napisania na nowo nie tylko historii PRL. Mamy tu do czynienia z nową, bardzo niebezpieczną doktryną nadawania wydarzeniom z przeszłości i ich uczestnikom takich kolorów, na które jest aktualne zamówienie polityczne. Dla tej partii czarne może być białe, jeśli tylko służy jej interesom. Tej wybiórczej polityce historycznej z neofickim zapałem służy niezwykle jednostronne narzędzie, jakim jest Instytut Pamięci Narodowej, który choć opłacany z pieniędzy wszystkich podatników, a więc także rodzin ofiar wołyńskich, choć potrafił osaczać Lecha Wałęsę i ekshumować gen. Sikorskiego, nie wykazał się jakąkolwiek skutecznością w tropieniu ludobójstwa na Kresach. Czego IPN-owi brakuje? Świadków zbrodni? Są ich jeszcze setki, choć z każdym rokiem śmierć zabiera kolejnych. Są też dokumenty. Zeznania, opisy i wspomnienia. Znane są również nazwiska wielu zbrodniarzy, sprawców i uczestników mordów. Żyją spokojnie w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i na Ukrainie. Wymaganie od polityków czy od historyków IPN kierowania się moralnością byłoby naiwne. Wokół wydarzeń na Wołyniu zbudowano mur obojętności. I niewiedzy. Dla 40% Polaków (według CBOS) tej zbrodni nie było. Nigdy o niej nie słyszeli. Wśród młodych tylko nieliczni co nieco wiedzą.
Zupełnie inaczej jest u naszego sąsiada. Ideologia Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów nie odeszła w niebyt. Wystarczy pojechać na zachodnią Ukrainę, by zobaczyć, jak odradza się OUN-owski nacjonalizm. Jak rośnie kult UPA. Jak zbrodniarzom stawiane są pomniki, a ulice nazywane ich imieniem. Tego nie zobaczymy w polskich mediach. Milcząc, aprobują fałszowanie historii. Co więc pozostaje? Walić głową w ten mur obojętności i niewiedzy. Aż do skutku.

Wydanie: 10/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy