Dokąd idziemy?

Obecnie życie polityczne w Polsce jest właściwie zbiorem najdziwniejszych pomówień, insynuacji, a nawet zwyczajnych łgarstw, którymi tak zwani politycy się obrzucają, zaś modnym sposobem zwiększania popularności jest kierowanie na wokandę najbardziej szalonych oskarżeń, jakie można sobie wyobrazić. Również, jeżeli ktoś propagował latami przytulenie się Polski do sowieckiego imperium, uważając, że to jest jedyne miłe i bezpieczne miejsce dla naszego kraju, ten właśnie człowiek, zwłaszcza w podeszłym wieku, powinien kandydować na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej. Prawdziwie niełatwo rozstrzygnąć, który z dwóch pretendentów może się wydawać bardziej dla kraju korzystny: Tymiński czy raczej Giertych senior? Ale i syn tego ostatniego nie marnuje okazji zabłyśnięcia oryginalnością, kogo się da z dawnej kadry „Solidarności” ciągając po sądach przy pomocy zupełnie absurdalnych zarzutów.
Panujący teraz, nie tylko w naszym kraju, chaos nie sprzyja stawianiu politycznych horoskopów. Odnoszę wrażenie, że ziścić się może każdy, choćby najmniej prawdopodobny scenariusz wydarzeń. Chwilami wydaje mi się szczególnie trafna heretycka myśl, że dysponujemy społecznie zbyt wielką, bo prawie niczym nieotamowaną swobodą, co prowadzi do najdziwniejszych zachowań, tylko z pozoru sensownych z punktu widzenia demokracji. W krajach, gdzie ustrój polityczny stopniowo ewoluował w kierunku ludowładztwa, społeczeństwa zdołały do niego dojrzeć. Można by to wyrazić trywialnie, utrzymując, że naiwna głupota, łasa zwłaszcza na obiecanki populizmów, ulegała tam z upływem czasu powolnemu ograniczeniu. Pomysły szalone są tam po prostu odrzucane przez większość obywateli, którzy mają intuicyjne poczucie, co się jeszcze godzi, a co już jest nieodpowiedzialnym politykierstwem. Czasem powoduje to być może nadmierną zachowawczość, jak pokazują wyniki francusko-holenderskiego referendum konstytucyjnego. Groźniejsza od konserwatyzmu wydaje mi się jednak sytuacja, w której – z braku politycznej ogłady – każde, nawet najbardziej niepoważne głupstwo staje się dopuszczalne pod pretekstem swobód demokratycznych. Być może rzeczy pójdą lepszym i równiejszym biegiem za lat kilkadziesiąt. Na razie jesteśmy skazani na taką elitę polityczną, która wywołuje u przyzwoitego człowieka rumieniec wstydu.

14 czerwca 2005 r.

 

Wydanie: 25/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy