Szeryf na cenzurowanym

Szeryf na cenzurowanym

Regułą działania służb specjalnych w krajach demokratycznych jest dyskrecja. U nas, niestety, jest zupełnie odwrotnie. Okresy ciszy są tylko krótkimi przerywnikami między kolejnymi skandalami. Ostatnio służby zostały wywołane do tablicy przez ministra sprawiedliwości, Lecha Kaczyńskiego, który zarzucił im próby inspirowania materiałów prasowych w dzienniku “Rzeczpospolita”. Minister sugerował, że zamieszczane na jej łamach artykuły na temat korupcji mają tzw. drugie dno. Że ich celem jest nie tylko ujawnienie skandali, ale że są to sterowane przez służby próby wpływania na życie polityczne.
Inaczej mówiąc, to służby przekazują materiały operacyjne UOP i policji do niektórych dziennikarzy w porozumieniu z politykami lub na ich zlecenie. Z półsłówek i mniej lub bardziej zawoalowanych uwag ministra Kaczyńskiego wynika, że nie ma współpracy między ministrami: Biernackim, Kaczyńskim i Pałubickim. Działają oni na własną rękę, rywalizują ze sobą i nie informują się nawet o najważniejszych śledztwach.
Idąc dalej tym tropem, widać, że w końcówce swych rządów AWS toczy we własnym gronie bezpardonową walkę o władzę i wpływy. A poziom nieufności między ministrami w rządzie Buzka jest dziś taki, że Kaczyński obawia się, że to on będzie kolejnym negatywnym bohaterem tekstów prasowych. I to bohaterem wystawionym mediom przez służby specjalne.
Taki scenariusz można by uznać za absurdalny, gdyby nie parę lat złych doświadczeń ze służbami specjalnymi w Polsce. Nieraz dały się już poznać z ambicji politycznych i, delikatnie mówiąc, całkowicie niekonwencjonalnych metod działania. Sama sytuacja z min. Kaczyńskim w roli głównej i wokół jego wypowiedzi tylko po części jest zaskakująca. Prawdą jest bowiem zarówno to, że Kaczyński będąc ministrem zaledwie od kilku miesięcy, świetnie wstrzelił się w zapotrzebowanie społeczne na twardego, decyzyjnego ministra. Na rosnące obawy ludzi przed coraz większym zagrożeniem przestępczością odpowiedział spektakularnymi decyzjami kadrowymi, projektami zmian w prawie karnym, zaostrzającymi kary za szczególnie odrażające przestępstwa. Dzięki pomocy większości mediów Kaczyński zyskał przychylność wielu Polaków i dziś wysoko plasuje się w rankingach popularności. Media poparły Kaczyńskiego, za dobrą monetę przyjmując liczne deklaracje ministra zapowiadającego bezpardonową walkę z korupcją, nepotyzmem, mafijnymi powiązaniami itp. Takie poparcie mediów i tak wysoka aprobata społeczna nigdy nie są bezwarunkowe i bezterminowe.
Kaczyński wcielił się w rolę narodowego szeryfa. Wykorzystał to, że był wakat i że takie było zapotrzebowanie społeczne. Ale rola szeryfa jest piekielnie trudna. Wszyscy patrzą mu na ręce. A widownia nie składa się z samych klakierów. W polityce zawsze tak było i tak jest, że gdy jeden wzbije się zbyt wysoko, to inni pracują nad tym, by go sprowadzić na ziemię. I dopóki Kaczyński konsekwentnie robił to, co ogłosił – jego wiarygodność rosła. Być może uśpiony sukcesami uwierzył, że to on ma teraz monopol na rację. I sam będzie rozstrzygał, kto jest skorumpowany, a kto nie?
Oprócz ministrów są na szczęście jeszcze niezależne media. A te publikują to, co uważają za ważne. Kaczyński skupiający się na tym, skąd dziennikarze czerpią wiedzę o nadużyciach, traci wiarygodność. Bo nie to jest najważniejsze. Gdyby był całkowicie bezstronny, to nie patrzyłby na to, kto jest opisywany i jakie on sam ma stosunki z bohaterem tekstu, a na to, czy artykuł jest konkretny i dobrze udokumentowany. Kwestionując prawo mediów do takich publikacji, Kaczyński wypada z roli niezależnego szeryfa.
I na koniec: rola szeryfa nijak się ma do roli moralizatora. Zwłaszcza że minister sprawiedliwości działa w polityce nie od wczoraj. Musi więc pamiętać niejedną aferę Porozumienia Centrum, jego byłej partii, którą media opisywały na początku lat 90.
e-mail: j.domanski@przeglad-tygodnik.pl

Wydanie: 2/2001

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy