1 maja dniem protestu, a nie modlitwy!

1 maja dniem protestu, a nie modlitwy!

Kościół od setek lat próbuje na różne sposoby neutralizować lub likwidować konkurencyjne opisy świata. Spece od kościelnego marketingu potrafią przejąć i skolonizować najbardziej obce symbole. Próba zaanektowania tradycji lewicowego święta 1 maja poprzez medialną beatyfikację papieża to klasyczna ilustracja kościelnej taktyki spychania na bok niewygodnych idei.
Nic nie wskazuje jednak na to, aby Święto Ludzi Pracy przestało istnieć. Sens święta dla uczczenia poległych w Chicago anarchistycznych robotników, obchodzonego na całym świecie corocznie od 1890 r., pozostaje aktualny.
Choć świat ciągle się zmienia, nowych i starych problemów nie brakuje – od czasów starożytnego Egiptu wciąż mamy panów i niewolników. Zmienił się kontekst historyczny, zmieniły formy opresji, ale relacje władzy, wyzysku i dominacji jednych klas społecznych nad drugimi nadal są realnymi zjawiskami.
Można nawet powiedzieć, że różnice między biednymi a bogatymi wcale nie maleją, ale rosną. Tylko jedna piąta światowego majątku należy do tzw. krajów rozwijających się, w których żyje 80% ludności. Natomiast ok. 400 miliarderów posiada w sumie blisko połowę światowych bogactw. Polaryzacja świata wciąż następuje – dochód przypadający krajom biednym cały czas się kurczy. Jednocześnie obserwujemy rosnące podziały społeczne wewnątrz poszczególnych państw. Aby jedni się bogacili, drudzy muszą popadać w jeszcze większą nędzę – ta logika nie zmieniła się od setek lat. Oficjalne media nie pokazują tego prostego związku. Co więcej, zjawisko biedy i wykluczenia społecznego występuje zazwyczaj w potocznym obrazie zupełnie wyrwane z kontekstu politycznego – jako wyizolowane zdarzenie, będące raczej wynikiem zachowań poszczególnych jednostek niż działania systemu ekonomiczno-politycznego. Jak zauważa Zygmunt Bauman, „w budzących grozę wizerunkach głodu przedstawianych w mediach unika się skrzętnie wszystkiego, co mogłoby doprowadzić do ich skojarzenia z odbieraniem ludziom możliwości zarobkowania i likwidacją miejsc pracy, czyli z globalnymi przyczynami lokalnej biedy”.
W tym roku 1 maja to także otwarcie niemieckiego rynku pracy dla obywateli państw Europy Wschodniej, w tym Polski. Czy po Anglii i Irlandii przyjdzie kolej na tworzenie następnej – tym razem niemieckiej – wyspy, która rozładuje napięcia socjalno-ekonomiczne polskiego społeczeństwa? To się wkrótce okaże.
Niemiecka lewica popiera swobodny przepływ pracowników i otwieranie granic dla przybyszów z innych państw, ale jednocześnie obawia się dumpingu socjalnego. Nie chce, aby niemiecki biznes rozgrywał zagranicznych robotników przeciwko niemieckim pracownikom. Z tego powodu Die Linke domaga się od prawicowego rządu w Berlinie wprowadzenia ustawowo pensji minimalnej, która będzie gwarancją, że pracownicy niemieccy i przyjezdni będą dostawali takie same pieniądze za tę samą pracę. Międzynarodowa współpraca oraz wspólna walka o prawa pracownicze i prawa człowieka to kolejny aktualny element pierwszomajowej tradycji. Dziś jest ona może ważniejsza niż ponad 100 lat temu. To właśnie bowiem w dobie globalizacji i ignorowania granic państwowych przez procesy ekonomiczne współpraca ponadnarodowa pomiędzy ruchami pracowniczymi i związkowymi jest koniecznością. Tak jak nie da się skutecznie rozwiązać w obrębie jednego państwa problemów ochrony środowiska, tak samo nie da się zagwarantować tylko na wyodrębnionym obszarze przestrzegania praw socjalnych. Biznes szuka miejsc, gdzie jest tańsza siła robocza oraz mniej przestrzegane prawo pracy – i tam zazwyczaj przenosi swoje inwestycje. Dlatego tylko „międzynarodowa solidarność ludzi pracy”, głoszona ponad 100 lat temu podczas pochodów pierwszomajowych, może dziś zagwarantować przestrzeganie zasad demokracji i elementarnej sprawiedliwości w skali Europy czy świata.
Dbałość o prawa socjalne i przestrzeganie praw pracowniczych to także najlepszy sposób na zwalczanie wpływów skrajnej prawicy i głupie zwalanie winy na obcych – imigrantów, przyjezdnych pracowników, kolorowych przybyszów z Afryki czy Azji. To dość modna strategia uprawiana dziś przez europejską prawicę. Pracownicy – podobnie jak wczoraj – dziś tym bardziej nie mają swojej ojczyzny.
Postępowe zmiany, które dokonały się w różnych okresach historycznych, nigdy nie przychodziły łatwo. Nie były też wynikiem modlitwy czy próśb kierowanych do możnych tego świata. Zazwyczaj były pochodną długotrwałych walk społecznych. Jak zauważa Noam Chomsky, zdobywanie demokratycznej kontroli nad niektórymi sferami życia „rzadko było podarunkiem od oświeconych przywódców. Z reguły ludzie musieli walczyć, żeby je narzucić państwom i innym ośrodkom władzy. (…) Dziś znowu zawiązują się konkretne sojusze na poziomie obywateli. Te rozmaite zjawiska mogą się okazać bardzo istotne, jeżeli da się utrzymać ich rozmach i pogłębić globalne więzi współczucia i solidarności”. To, w jakim kierunku będzie zmierzał świat i jaki model stosunków międzyludzkich będzie panował, zależy od naszej aktywności, a nie gorliwości w modlitwie. Pytanie, które warto co jakiś czas stawiać publicznie, to: czy chcemy żyć w świecie złudy, kłamstwa i wyzysku, czy też stać nas na wniesienie trochę nadziei i sprawiedliwości do rzeczywistości za oknem? Pamiętajmy o tym szczególnie 1 maja.

Wydanie: 17-18/2011

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy