Nie ma z kim przegrać

Nie ma z kim przegrać

Wszyscy się zastanawiają, dlaczego Prawu i Sprawiedliwości „nie spada”, czyli jak to się dzieje, że sondażowe słupki intencji głosowania w przyszłych wyborach nie tylko nie idą w dół, ale wręcz osiągają niespodziewane wysokości, zbliżając się podług niektórych badań do 45%. Jest na to wiele uczonych odpowiedzi sięgających nawet czasów Unii Wolności i kolejnych jej wcieleń demonstrujących (w praktyce przynajmniej) pogardę dla moherów i obywateli spoza tzw. salonów. Nie sądzę jednak, żeby urażona pamięć społeczna sięgała tak daleko, a zresztą Platforma Obywatelska rządziła jeszcze dwa lata temu i trudno odnaleźć moment jakiegoś wstrząsu dziejowego, który nagle odmieniłby tendencje. Odpowiedź musi więc tkwić gdzie indziej.

Ongiś, w zamierzchłych czasach Gierka, otwarta została w Krakowie znakomita wystawa „Polaków portret własny”, pełna historycznych przedstawień, szlacheckich portretów, obrazów rodzinnych. Tak się złożyło, że wkrótce potem odbył się zjazd PZPR. „Oto prawdziwy Polaków portret własny”, powiedział mi przyjaciel, pokazując „Trybunę Ludu”, gdzie pomieszczono zdjęcia nalanych facjat wybrańców Biura Politycznego i Komitetu Centralnego. Pasuje to wypisz wymaluj do sterników PiS i jego przystawek. Gdy się patrzy na oblicza panów Ziobry, Szyszki, Terleckiego, Waszczykowskiego, Karczewskiego, Macierewicza, Czarneckiego, Jakiego itd., przypomina się dodatkowo stary antykomunistyczny dowcip (proszę czytać przenośnie, nie chodzi o nazwiska). Pewnego razu ordynat Zamoyski postanawia urządzić łowy jak za dawnych czasów. Wzywa lokaja. „No, kogoście zaprosili?”. „Kociołka, Kanię, Moczara, Oliwę, Baryłę, Pykę, Dąb-Kocioła…”. „Ale przecież ja nie pytam o nagonkę!”. Na okrasę nieskazitelnie gładkie, Apollo by z zazdrości pękł, a fryzjerczyk schował się pod umywalkę, buzie prezydenta Dudy i wicepremiera Gowina. W sumie cudowny konglomerat zapowiadający to, co się i w rzeczywistości dzieje. A jednak słupki PiS rosną. Przetnijmy wreszcie gordyjski węzeł niedomówień. Nie chodzi o to, co sobą reprezentują PiS et consortes, ale o to, co jest po drugiej stronie. Sprawdzają się słowa Donalda Tuska. „Nie ma z kim przegrać”. Tyle że tym razem nagonka choćby chciała przegrać – nie może. Lewicy nie ma. Kukizy to wypadek przy pracy. Pozostają PO i Nowoczesna.

Na początek pokażcie mi potencjalnego przywódcę opozycji. Kiedy się słucha Schetyny czy Kopacz, „nawet muchy z nudów usypiają”, jak mawiał Józef Piłsudski. Petru może by muchę obudził, ale na pewno nie karalucha. To letnia woda, którą tak się chwalił Tusk. W Nowoczesnej wybija się Katarzyna Lubnauer i może jeszcze kilka pań, ale głosu decydującego one nie mają. Jedynym pomysłem opozycji na istnienie jest protestowanie przeciw autokratycznym szaleństwom PiS. Bardzo to słuszne i potrzebne, wręcz niezbędne. Co jednak w zamian? Na ringu bokser, który ogranicza się do blokowania ciosów przeciwnika, nie przejmuje inicjatywy, nie ma planu na walkę i ofensywę, o zwycięstwie może tylko pomarzyć. Tym bardziej kiedy adwersarz fauluje i szachruje. Tymczasem w takiej właśnie sytuacji znajduje się polska opozycja. A może jeszcze gorszej, gdyż tak trzęsie portkami, np. przed Kościołem, że ich łopot słyszą wszyscy dookoła, począwszy od przeciwników, którym miód on leje na serce, upewniając w aroganckim lekceważeniu. Niech nam pokażą Schetyna czy Petru choćby zalążek pozytywnego programu, który zaproponowaliby społeczeństwu. PiS niszczy i korumpuje sądownictwo – to prawda, ale przecież to sądownictwo od lat działało źle, a przede wszystkim przerażająco opieszale. Nie wystarczy więc unieważnić skandalicznych posunięć obecnej władzy i odwoływać się do przeszłości, trzeba mieć własne, klarowne i przekonujące propozycje. Tych jednak ani widu, ani słychu. Za wielki sukces uważa się „kompromisową” ustawę aborcyjną. Nikogo ona nie zadowala, więc złapał Kozak Tatarzyna i na tym opiera się prawo! Jeśli ktoś tu pójdzie na konfrontację, to tylko zjednoczona bigoteria, a i wtedy sejmowa opozycja będzie się migać, uciekać przed kropidłem i marzyć, że znowu wyręczą ją parasolki. Rzekomej zwolenniczki Europy nie stać nawet na to, by stanowczo i zwartym frontem bronić europejskich postanowień w kwestii wandalskich harców ministra Szyszki.

Więc na co tu głosować? Sprzeciw w pewnym momencie staje się nudny. Chciałoby się popierać twórczą alternatywę. A skoro jej nie ma? Działacze opozycji mówią o tym, że jak w najbliższych wyborach dojdą (wrócą) do władzy… Nie wiem, skąd się bierze ten optymizm. Przed dwoma laty przegrali wysoko, ale na punkty. Teraz zapowiada się nokaut. Wtedy zobaczą, co to znaczy vae victis! Bo o wspaniałomyślność, umiar czy choćby chrześcijańskie uczucia trudno Nowogrodzką podejrzewać.

Wydanie: 42/2017

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma
Tagi: PiS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy