Duma narodowa

Duma narodowa

W znajomej szkole trwa akcja pisania przez uczniów listów do Polski. Bardzo ładnie. Ja bym jednak proponował, by po takim liście dla równowagi młodzi pisali list do ludzkości. Ale na to trudno liczyć. To chyba Mickiewicz pisał, że kto jest przyjacielem jednego tylko narodu, jest wrogiem wolności. Znajduję ciekawą refleksję filozofa Arthura Schopenhauera: „Najmniej wartościowym rodzajem dumy jest duma narodowa. (…)

Każdy żałosny dureń, który nie posiada nic na świecie, z czego mógłby być dumny, chwyta się ostatniej deski ratunku, jaką jest duma z przynależności do danego akurat narodu; odżywa wtedy i z wdzięczności gotów jest bronić rękami i nogami wszystkich wad i głupstw, jakie naród ten cechują”.

To skrajny pogląd, sprawa jest bardziej skomplikowana. Mam silną, chociaż przekorną identyfikację narodową, idzie ona przez polską sztukę, literaturę, malarstwo i muzykę. I dzieciństwo spędzone wśród ruin Warszawy. I szelest polskiego języka, w którym jestem zagrzebany po uszy. To nie jest duma, to swojskość i przyjaźń, czasami nawet miłość – nie do całej Polski, do jej ważnej części. To, co teraz się dzieje, to zaszczepianie nacjonalizmu i niszczenie patriotyzmu inteligencji, dzięki której Polska ocaliła swój byt narodowy. Nacjonalizm zawsze pożera patriotyzm. Zaczynamy nie lubić swojego kraju, skoro dokonuje takich wyborów, a co narodowe, staje się brunatne. Zawsze mnie niepokoiła cienka granica, która oddziela patriotyzm od nacjonalizmu, a nacjonalizm to zdziczały patriotyzm. Mechanizm jest ten sam, to odruchowe utożsamianie się z czymś większym od nas, pogłos zwierzęcego instynktu stadnego. Różni nas od zwierząt samoświadomość i autokrytycyzm, mało tego w nacjonalizmie. PiS ukuło termin pedagogika wstydu, mają wiele takich gotowców, które zastępują samodzielne myślenie. Mówienie o tym, co było w naszej historii małe, podłe, wstydliwe, to pedagogika wstydu. Naród trzeba idealizować. I być z niego bezkrytycznie dumnym.

W pobliskim warsztacie wymiana opon na zimowe, lubię właściciela, antypisowiec, ale bez szczękościsku, mówi o swojej niechęci z uśmiechem. A jednak, gdy się żegnamy, życząc sobie, abyśmy za pół roku, kiedy będzie znowu wymiana opon, byli zdrowi, mówi: „Musimy pożyć, by zobaczyć, jak PiS szlag trafia”. Zgadzam się. To potrwa, więc wielu ludziom będzie żal umierać.

Dużo śmierci w tym roku. Po wiadomości, że ktoś znajomy umarł, życie z trudem odkleja się od śmierci, widać włókna, ścięgna i kości, potem zostaje wyraźny ślad. Ale szybko znika, bo śmierć życie porasta jak trawa. Moje dzieci bardzo lubią Halloween, ta tradycja rozprzestrzenia się jak epidemia. Księża i biskupi potępiają. Na nic to. Zapożyczony obyczaj tak bujnie się krzewi, bo jest na niego zapotrzebowanie. Rozumiem argumenty, że Halloween nadgryza powagę śmierci, ale śmierci bardzo potrzeba, by zabrać jej nieco powagi. Na zdrowy rozum wierzący powinni się radować ze śmierci, bo pozwala ona przejść do lepszego świata. Skąd więc tyle smutku? Każda wiara podminowana jest niewiarą, gdy ktoś bliski umiera, mina wybucha. Halloween ma coś wspólnego ze stypą, po rozpaczy pogrzebu jest zabawa, czyli wielkie żarcie i rozkosz dla podniebienia. Halloween nie niszczy celebrowania Święta Zmarłych, raczej je uzupełnia i ociepla. A Święto Zmarłych ma w Polsce niezwykły wymiar i tradycję. To, jak twierdził Miłosz, największe polskie święto, nie Wielkanoc czy Boże Narodzenie.

Przesłuchanie Donalda Tuska – co za spektakl! Świetny Tusk i lekcja podłości PiS, chamstwo, manipulacje i bezprawne wyłączanie mikrofonu przez Wassermannównę. Myśl, że oni bez wahania odłączą tak mikrofon narodowi, by przez swoje megafony sączyć kłamstwa. Komisja Macierewicza i ta komisja to wielka kompromitacja i ostrzeżenie. Chcecie, żeby rządzili wami tacy mali, ciemni, podli ludzie, to głosujcie na nich.

Piszę, nie wiedząc jeszcze, jak przebiegną obchody stulecia odzyskania niepodległości. Jedno pewne, PiS znowu pokazało, jak nieudolne potrafi być, miał być bal na cały świat, a będzie pochód nacjonalistów, którego śmiertelnie boją się politycy prawicy. Bywają takie romanse, które okazują się katastrofą, i trzeba potem unikać szalonej i głupiej kochanki jak dżumy. Nagle wiadomość, że pochód w Warszawie odwołany przez panią prezydent. Moim zdaniem błąd. Trzeba było pozwolić im rozwinąć „swastyki”, niech wszyscy widzą, jakie pisklę wykluwa się z tego jaja. Prezydent z premierem spotykają się w panice i będzie marsz państwowy, z państwem w ramionach nacjonalistów. Nadzieja, czy nie naiwna, że jak bardzo się do siebie przytulą, to nie będzie awantur.

Wydanie: 46/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy