Jaka piękna katastrofa

Jaka piękna katastrofa

Premier Tusk jest już tak zmęczony władzą, że robi wszystko, aby rządy w Polsce przejęła sekta PiS-owska. Takie przynajmniej sprawia wrażenie swoimi posunięciami. Może to nie jest działanie celowe, ale ostatnie ruchy premiera szkicują wyraźną drogę powrotu do władzy żądnych zemsty bojowników o „prawdziwą prawdę”.
Najpierw wielomiesięczne rytuały i spektakle medialne wokół zmiany w rządzie, a później wymuszona wymiana słabych ministrów na zupełnie miernych, ale wiernych figurantów. Taka strategia oblężonej twierdzy. Zamknąć się w ścisłym kręgu przewidywalnych i pozbawionych zaplecza politycznego zawodników, a następnie ręcznie sterować państwem.
Minister Biernat ma zapewnić spokój i wierność na zapleczu partyjnym. Znowu nie chodzi o zmianę polityki państwa ani o poprawienie kondycji polskiego sportu, tylko o dyscyplinę w szeregach sypiącej się partii władzy. Nowy minister finansów będzie fasadą dla niepopularnych decyzji i kiepskich finansów publicznych. Dodatkowo w czasie protestów społecznych będzie wygodną tarczą strzelniczą dla związkowców. Premier zawsze będzie mógł schować się za nim, a w razie potrzeby łatwo rzucić go na pożarcie opinii publicznej.
Minister Kudrycka, która przejdzie do historii być może jako najgorszy minister nauki i przyczyna największej zapaści w środowisku akademickim w Polsce po 1989 r., ratuje się ucieczką i nie chce ponosić żadnej odpowiedzialności za bałagan na polskich uczelniach. Nowa minister nauki raczej nie zapewni dodatkowych środków finansowych na naukę i nie poprawi nastrojów w kręgach akademickich.
Nowy minister ochrony środowiska ma specjalną misję do spełnienia – ma przyśpieszyć projekt wydobywania gazu łupkowego. To już zalatuje językiem Orwella – osoba odpowiedzialna za ochronę środowiska naturalnego ma się zajmować propagowaniem w Polsce wydobywania kontrowersyjnych w całej Europie łupków. Jak tak dalej pójdzie, to za chwilę minister Siemoniak stanie na czele ministerstwa pokoju, MSW zostanie nazwane ministerstwem miłości, akcje CBA będą zaś określane mianem pierwszej pomocy.
Co więcej, zasięg owej maskarady nie objął najbardziej krytykowanego ministra Arłukowicza. Widocznie, zdaniem premiera, służba zdrowia działa jak należy i dzięki temu systematycznie zmniejsza się liczba pacjentów. Nie zostają uzdrowieni. Zmieniają miejsce pobytu na okoliczny cmentarz.
W takich warunkach nie trzeba wiele, aby zmienić władzę w Polsce. Tym bardziej że w kraju opanowanym przez chaos partia Kaczyńskiego powraca do swoich klasycznych pojękiwań: zaprowadzenia porządku, walki z korupcją i układami. Ludzie zmęczeni ogólnym bałaganem i nastrojami frustracji poddają się autorytarnym przekonaniom, że być może „silna władza zrobi w końcu z tym porządek”. A tę obietnicę chętnie zrealizuje prezes Kaczyński, który już nie będzie się litował nad skazańcami, tylko wypali „wszelkie zło” całą siłą aparatu represji. Polowanie na czarownice rozkręci się na całego.
Podłe nastroje społeczne i atmosfera w kraju przypominają nieco klimat, jaki powstał w Polsce przed 2005 r. Premier Tusk zapomina, że kontrola rządu i sporej części instytucji państwowych oraz większość sejmowa nie gwarantują bynajmniej posiadania realnej władzy. Są jeszcze emocje, spontaniczne opinie i cała przestrzeń niekontrolowanych zachowań na poziomie sfery obywatelskiej. Bez umiejętności zarządzania emocjami i nastrojami trudno tworzyć skuteczną politykę. To wydaje się lepiej rozumieć Kaczyński, który, będąc zarówno u władzy, jak i w opozycji, cały czas starał się manipulować atmosferą społeczną.
Autorytarny i represyjny populizm PiS można obecnie zatrzymać chyba tylko skierowaniem negatywnych emocji na inny cel. Populistyczna prawica zazwyczaj potrafi wykorzystać kiepskie nastroje społeczeństwa i dobrze odczytywać istniejące problemy, lecz zawsze daje fałszywe podpowiedzi ich rozwiązania. Najczęściej mówi o zdradzie narodowej, obcych siłach, które zawładnęły państwem, zepsuciu moralnym i korupcji itd. Nigdy nie wspomina o prawdziwych przyczynach kryzysu ani jego ekonomicznych uwarunkowaniach. I to jest rola dla stojącej w kącie lewicy – upomnieć się bardziej stanowczo o kwestie socjalne, pokazać, że dla zwykłych ludzi znaczenie mają nierówności społeczne, a nie wydumany problem Rosji, pedofilii czy rosnącej przestępczości. I w końcu: ważniejsze dla ogółu Polaków są wyższe zarobki, a nie wyższe kary w kodeksie karnym, pełne lodówki i portfele, a nie pełne więzienia.
PO już się raczej nie podniesie. Pozostaje kwestia, kto będzie chciał wyżywić się politycznie na tym upadku. Możliwy wybór to albo brunatna fala PiS, albo socjalna nadzieja na zmianę polityki. Jeśli SLD nie będzie umiał wejść w tę drugą rolę, być może zrobią to inni.

Wydanie: 48/2013

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy