Błogosławcie, a nie złorzeczcie

Błogosławcie, a nie złorzeczcie

Cały dzień z dziećmi na tzw. farmie iluzji, 80 km za Warszawą, na kilku hektarach różne atrakcje dla małych. Sporo nie najlepszego gustu, tandety, ale dzieci zachwycone, a ja się cieszę ich radością. Był nawet niezły iluzjonista, niestety dużo mówił, a w tym nie był mocny. Miał sporo tekstów raczej dla rodziców, rozmaite aluzje erotyczne, mówił o punkcie G, jak trudno go znaleźć. Żartował, by nie robić mu zdjęć, gdy wkładał do ust balonika kiełbaskę, i tym podobne bezeceństwa. Pomyślałem, że chociaż to niesmaczne, jest jakoś antypisowskie, do tego doszło, że wszystko, co libertyńskie, zdaje się uderzać w tych fałszywych cnotliwców.

Barbarę znam z internetu, ma podobne jak ja problemy z depresją, a to bardzo ludzi zbliża, jak wspólny pobyt na froncie. Wyjechała niedawno na stałe do Nowego Jorku, do córki. Nie potrafi jednak uwolnić się od Polski, obserwuje i nasłuchuje, co w kraju, i pisze mi, jak ją to boli: „Wylało się chamstwo i prostactwo, niszczą wszystko, co lubiłam, i wszystkich, których lubiłam. We mnie też obudzili to, co złe, nienawiść, ja ich nie znoszę, nie mogę patrzeć ani słuchać, mdli mnie. Ta zgraja nie ma nic ładnego i choć to głupie, co napiszę, oni są nawet brzydcy fizycznie, tak brzydcy, jak brzydkie są ich charaktery i podłość”. Proszę, z jaką pasją to pisane, a przecież ona z niewielkiego miasta i nie elita. Takie są teraz emocje.

„Błogosławcie, a nie złorzeczcie”, złorzeczył metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głodź w kościele św. Brygidy. Przy okazji podziękował Jackowi Kurskiemu za zmiany przeprowadzone w telewizji państwowej. Mówił: „Panie prezesie, faktem jest, że dzięki tej prezesurze otworzył pan oczy wielu Polakom i przywrócił pamięć (…). W ogóle ta telewizja zmieniła oblicze. Niech dalej się tak dzieje”. Ten spektakl odbywał się w świątyni w rocznicę podpisania umów gdańskich, z udziałem prezydenta i premiera – obaj mieli wystąpienia, co za żałość, ile podłych kłamstw. Nie ma już świąt, które nas łączą. Z kolei na spotkaniu z rolnikami Andrzej Duda mówił do Europy: „I niech nikt nie waży się niczego nam dyktować, mówić nam, co możemy, a co nie możemy; co nam wolno, a co nam nie wolno, bo my sami decydujemy o sobie”. Dyktować może za to prezes prezydentowi, co ten ma myśleć i mówić. Prezes jako emanacja woli ludu.

Kiedy jadę samochodem i widzę wóz z polską flagą z powstańczą kotwicą, to nie mam wątpliwości, że jedzie prawdziwy Polak. Przyglądam się kierowcy, cierpi na poważny stan ugębienia. Kiedy trafiam w internecie na wulgarne i chamskie wpisy, wchodzę czasami na facebookowe strony tych ludzi. A tam na mur husaria, powstanie warszawskie, Jezus Chrystus, antysemickie wpisy, insygnia Legii Warszawa lub innych klubów. Gdyby dodać do tego czystą wyborową, to mamy żelazny zestaw „prawdziwego Polaka”.

Chwyt PiS na kampanię samorządową: jeśli samorządy będą nasze, rząd je wesprze, jak w rękach opozycji, to będzie im marnie. Tak w tej czy innej formie mówili to prezes, premier i prezydent. Staje się to głównym zagraniem kampanii samorządowej PiS. To tak obrzydliwe, że aż mdli. Są przebiegli i podli. Prezes na konwencji PiS, jak Gomułka, ledwie mógł mówić, tak mu przerywano oklaskami, były gorące i długo niemilknące, powiewano flagami, ale wprost mówił, że najlepsza jest centralizacja. Wszystko powinno być w rękach jego partii, więc w jego. Oświadczył, że nie chce, by Polska wyszła z Unii – Jarosław łaskawy. Nie ukrywa, że chodzi tylko o pieniądze, bo poza tym Unia chora na syfilis, musimy być czujni, by się nie zarazić. Sam prezes nie wyglądał za zdrowo, ale nie wyglądał też za bardzo na chorego. Uparte plotki na temat jego śmiertelnej choroby mogą być jednak życzeniowe, co cały czas podejrzewam.

Wracam czasem myślami do Szwajcarii i Włoch, gdzie niedawno byliśmy. W jednym i drugim kraju czułem jakąś trudną do określenia ulgę. Teraz już wiem, co to było. Brak wysypki reklam. Zniszczyliśmy w Polsce przestrzeń publiczną reklamami i chaosem zabudowy. Nie ma odpowiednich regulacji, króluje liberalne myślenie, każdy niemal wszystko może. O przestrzeni publicznej myśli się wyłącznie jako o towarze i miejscu, gdzie robi się interesy. A jak jest interes, natychmiast pojawia się reklama. Za to bardzo poprawiła się jakość i estetyka budownictwa mieszkaniowego i biurowego, buduje się nie brzydziej niż na Zachodzie, ale gospodarka przestrzenią publiczną to katastrofa.

Wydanie: 37/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy