Ukochany przywódca

Ukochany przywódca

U mojego synka jest kolega. Obaj chodzą do jednej klasy, za chwilę – nie do wiary – już czwartej. Ten chłopiec jest geniuszem. Jego pasją jest chemia. Ale ze wszystkich dziedzin ma zaskakującą wiedzę. Widzi u nas w ogrodzie lawendę i od razu robi wykład, jak się otrzymuje z niej olejek lawendowy. I wszystko niezwykle go interesuje. A rodzice są dosyć prości. I trochę przerażeni własnym dzieckiem. A szkoła? Szkoła ignoruje jego talent, chłopiec nie ma dobrych ocen. Nie mieści się w programie. Tu ujawnia się bezradność naszej publicznej szkoły wobec zdolnych dzieci. Pisałem kiedyś o szkołach w Izraelu, gdzie w każdej jest kilka typów klas dostosowanych do talentów dzieci, są też klasy dla geniuszy. Nasza sztywna, konserwatywna szkoła publiczna gubi talenty, nie inspiruje, zamula. Są jednak u nas też szkoły prywatne, gdzie są lepsze programy, ale to propozycja dla nielicznych. Oczywiście dzisiaj mamy inny problem ze szkołami. Szykuje się, że będą miały mięsny wkład narodowy.

Uruchomiono mechanizm budowania kultu jednostki. Prezes Kaczyński jako ukochany przywódca. Lech Kaczyński jako brat ukochanego przywódcy. Poległ za ojczyznę. Andrzej Duda jako prezydent ukochanego przywódcy i nic więcej, ale jaki grzeczny i wygadany, podobnie pani premier. Bardzo grzeczni oboje wobec prezesa, bo przez niego wymyśleni od A do Z.

To niesamowite, że ukochany przywódca nie wygląda najlepiej, że nie ma normalnego życia osobistego, żadnych kobiet, że nie prowadzi samochodu, przynajmniej do niedawna nie miał konta bankowego, raczej nie jeździ za granicę. Jest więc osobliwy, by nie powiedzieć – dziwny. Wszelkie dziwactwa władzy mają poważne konsekwencje, bo bardzo rosną.

W telewizji publicznej świetny dokument o igrzyskach w Berlinie w roku 1936. Łapię się na odruchu zdziwienia, że to puścili w tej ich telewizji. Dziwi mnie ten odruch, bo przecież nadal jest przepaść między tym, co było tam wtedy, a co jest teraz u nas. Skąd więc to mi się wzięło? Jest jakieś podobieństwo mechanizmów, jakiś wspólny rys mimo wszystko. Choćby w tym, że teraz też jest spiskowe myślenie, szuka się wroga i próbuje nakarmić narodową dumą poniżonych przez historię. Ale przecież ruch Solidarności był też walką o odzyskanie godności. Był jak wielki nurt rzeki z czystą wodą. A tu doprawdy nie wiem, co płynie.

Niech budują swoje pomniki, im więcej ich postawią, tym lepiej, bo będzie bardziej groteskowo. Nie zdążą się zestarzeć i stać zabytkami. Jedno jest pewne, ich wartość estetyczna zapowiada się marnie. Więc nie będzie szkoda ich burzyć. Brak wyczucia estetycznego, szeroko pojęta brzydota są przypisane do tej władzy. Podobnie było w czasach stalinowskich.

Wraca myślenie z czasów Polski Ludowej. Były takie lata, że coś wielkiego wisiało w powietrzu i chciało spaść z wielkim hukiem, ale nie spadało. I wtedy włączało się myślenie, że im gorzej, tym lepiej, może wtedy w końcu to spadnie. Teraz w innych realiach to wraca. Niech tąpnie nasza gospodarka, to PiS straci elektorat. Jest coś destrukcyjnego i złego w tym myśleniu. Na to też zostaliśmy skazani.

Prof. Marek Safjan, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, mówi o Trybunale dzisiaj: „Tu chodzi o prawa podstawowe, podstawowe wolności obywatelskie, naszą wolność, naszą ochronę prywatności, nasze najbardziej żywotne interesy w państwie. O naszą pozycję w Europie także”. Dalej twierdzi, że mamy w Polsce do czynienia ze zmianą ustroju państwa, władza wykonawcza i ustawodawcza – czyli rząd i parlament – przypisują sobie atrybuty i kompetencje, których nie mają. „Teza, która każe uznawać hierarchiczną rolę Sejmu i władzy ustawodawczej, jest wyraźnym powrotem do doktryny komunistycznej. Kierujemy się doświadczeniami państw totalitarnych, w których nie uznawano zasady podziału władzy i uznawano, że władza, która zdobyła większość w parlamencie, jest nieograniczona w swoich działaniach. (…) Paraliż Trybunału Konstytucyjnego jest tylko po to, aby PiS bezkarnie dokonało swojej rewolucji kadrowej. Tej władzy nie chodzi o przekształcenie państwa, chodzi wyłącznie o wymianę kadr”. A teraz, co mówi drugi dawny prezes Trybunału Konstytucyjnego, prof. Jerzy Stępień, tak dla dopełnienia chóru: „To, co robi PiS, nie jest demokracją. To przechwytywanie władzy za pomocą mechanizmów demokratycznych stworzonych w dobrej wierze przez ludzi, którzy uważali, że prawa należy przestrzegać”. To ważne głosy, które krążą w głównym krwiobiegu informacji, ale lud w swojej masie jest poza nim.

„Gazeta Wyborcza” ujawnia korupcję związaną ze zwrotem nieruchomości w centrum Warszawy. Gromy spadają na panią prezydent, a winne są też wszystkie miejskie ekipy. Bezradność wobec korupcji to był istotny czynnik przejęcia władzy przez PiS. „Gazeta” musiała to opisać, ale trudno o lepszy prezent dla prezesa. I ta nasza coraz bardziej skłócona opozycja. Czy więc jednak Budapeszt w Warszawie?

Wydanie: 35/2016

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy