Nie ma bata na pirata?

Nie ma bata na pirata?

Po siódme, nie kradnij! Może doczekamy się i takiego transparentu niesionego przez tłum protestujących internautów? Nie byłoby to przecież nic obraźliwego. Raczej stwierdzenie faktu z odrobiną ironii. I z pewnością bardziej pasowałoby do haseł walki o wolność od okrzyków „Jeb… Tuska!” i „Precz z komuną!”. Od protestu w ważnej sprawie do zadymy jest u nas tylko mały kroczek. Tak jak ostatnio, gdy zamiast argumentów zaczęły latać butelki po piwie i cegły. Hasła co prawda są od Sasa do Lasa, ale wreszcie coś się dzieje. Nie od dziś wiele środowisk czeka przecież na masowe protesty. Pytanie, kiedy u nas młodzi się zbuntują, stawiają sobie politycy, zwłaszcza z opozycji, i media. I z taką tęsknotą wypatrują wielkiej fali protestów w Polsce, że nawet ich zapowiedź już wywołuje ekscytację. Ileż było w mediach relacji z wygłupu garstki młodych ludzi małpujących amerykańskich oburzonych…

A teraz trafiła się prawdziwa gratka. Spór o międzynarodowe porozumienie handlowe. ACTA zjednoczyła w protestach opozycję, media, kiboli, narodowców i lewaków. Znaleźli się komentatorzy, którzy zobaczyli w tym początek wielkiego ruchu obywatelskiego. Kto wie, czy nie na miarę „Solidarności”? Balon oczekiwań na masowe protesty jest, jak widać, ogromny. Tyle że naszych demonstrantów nie łączy nic poza niechęcią do władzy.
Władza przy ACTA popełniła wiele grzechów. Odpowiedzialni za ten projekt ministrowie podeszli do sprawy arogancko i nieprofesjonalnie. Nie chciało się im tracić czasu na szersze konsultacje społeczne. I choć wiedzą, jak popularna jest u nas teoria o spiskowym charakterze działania władzy, nie zadbali o pogłębioną informację. Rząd ma więc po części to, co sobie sam sprokurował. Po części, bo zarzuty wobec ACTA zostały rozdęte do rozmiaru, który nijak się nie ma do faktycznego znaczenia tej umowy.

ACTA oczywiście nie wyeliminuje piractwa. Dobrze, że jednak ktoś próbuje coś zrobić z problemem znanym od lat. Ta próba nie jest najbardziej udana i dlatego łatwiej ją blokować tym, którzy na piractwie zarabiają krocie. Bezradność świata wobec rosnącej skali zwykłego złodziejstwa i bezkarność tylko ich rozzuchwala. Widzimy, jak silne są środowiska, które uważają, że piraci mają rację. Nie mają! I tego dobrego samopoczucia trzeba ich pozbawić. O kradzieży praw autorskich w internecie milczy Kościół, większość polityków i mediów. Poszkodowani, czyli twórcy, są zakrzykiwani i bezczelnie pouczani, że kradnąc ich dzieła, w gruncie rzeczy robi się im dobrze. Bo trafiają one pod strzechy, czyli do prywatnych komputerów. A przecież nie ma bata na pirata. Na razie, niestety, nie ma. Bo powszechne jest też takie myślenie: jak są możliwości, to grzech nie skorzystać.

Wydanie: 5/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy