Jezus prawie historyczny

WIECZORY Z PATARAFKĄ

Nie przepłacony bydgoski Limbus wydał książkę o Jezusie. Nazywa się “Ewangelia prawda”, a napisał ją amerykański dziennikarz, Russell Shorto. Książka ta nie jest jakąś rewelacją, ale uświadamia nam, jaką skalę przybrały badania nad historycznym Jezusem i jakie są tego gigantyczne konsekwencje. Bo postępujący upadek tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich łączy się nie z uwiądem religijności w ogóle, ale z odrodzeniem się indywidualnego stosunku do Boga, bez czyjegokolwiek pośrednictwa. Taka jest chyba naczelna idea nieco mętnawej książki, której autor, jak się wydaje, nie ma niczego wyraźnego do powiedzenia. Trudno zresztą twierdzić coś pewnego w sytuacji, która składa się z samych znaków zapytania.
Uczeni podobno zgodzili się na parę rzeczy. Jezus historyczny narodził się w wielodzietnej rodzinie w Nazarecie, był zapewne robotnikiem budowlanym. Ważne jest jednak to, że opodal było grecko-rzymskie miasto Seforis i że młody Jezus nasiąkał kulturą helleńską. Zresztą nasiąkało nią całe ówczesne środowisko żydowskie, co już od dawna nie jest żadną rewelacją. Jezus prawdopodobnie przeżył olśnienie, terminując u Jana Chrzciciela. Tak czy inaczej, wynikła z tego synteza kulturalna judajsko-helleńska. Ale jeśli idzie o dalszy ciąg książki, autor jest coraz mniej pewny czegokolwiek. Przyjmuje za niewątpliwy fakt ukrzyżowania, ale – co ciekawe – nie wyklucza i zmartwychwstania czy, dokładniej mówiąc, faktu, że Jezus pojawiał się i po swojej śmierci. Wiem skądinąd, że tu bynajmniej consensusu nie ma. A i z książki Shorto właściwie nic nie wynika. Chcesz, to wierz i to w cokolwiek.
Ciekawszy od samych faktów jest opis metodologii krytyki nowotestamentowej. Otóż, najistotniejsze jest “kryterium zakłopotania”. Idzie o sprawy dla środowiska wczesnochrześcijańskiego niewygodne, ale tak powszechnie znane, że ewangelie nie mogły ich pominąć. Jak na przykład wielodzietność Jezusowej rodziny. Inną cechą krytyki biblijnej było dosłowne przypisywanie historii Jezusa spraw z bardzo odległej przeszłości. I tak opis męki zawdzięcza bardzo wiele Psalmowi 22. W starożytności nie uważano tego za plagiat ani za fałszerstwo. Tak więc ewangelie nie są wcale opisem wypadków rzeczywistych, ale w znacznej mierze interpretacją. Specjaliści sądzą, że najwcześniejsza była Ewangelia Marka, powstała po roku 70, a Mateusz i Łukasz odpisywali od niego, ale posługiwali się także dodatkowym, tajemniczym źródłem, zwanym “Q”. Ewangelia Jana powstała niezależnie od nich.
Co najciekawsze, autor utrzymuje, że wszystkie te ewangeliczne wątpliwości i zastrzeżenia są doskonale znane księżom katolickim. Trudno wszakże od nich wymagać, by z ambon szerzyli wątpliwości, podcinające korzenie ich działalności, wręcz samego bytu. Ale czy mi się wydaje, czy rzeczywiście punkt ciężkości nauki Kościoła przeniósł się dziś z historycznych realiów na to, czego Chrystus nauczał? Chrystus czy w ogóle współczesny Kościół, czy święty Paweł – nieważne. Do historycznego Jezusa może się to nie mieć nijak.
Zabawna sprawa wyniknęła podczas badania cudów Jezusa. Autor uznaje tylko uzdrowienia, a i to sam przyznaje, pod wpływem New Age i doświadczeń leczenia holistycznego. Sto lat temu tego by nie było. Setki razy pisałem, że szansą dla Kościoła, może jedyną, jest właśnie New Age, mam więc osobistą satysfakcję. Ale New Age uznaje też inne cuda – na przykład Satya Sai Baby i to właśnie takie Chrystusowe – zmiana jednej substancji w drugą czy rozmnożenie pokarmów. Są liczni, żywi świadkowie. Dlaczego by więc i Jezus nie mógł władać taką siłą? To samo może odnosić się do wskrzeszenia Łazarza czy córki Jaira. Można więc powiedzieć, że Shorto ma kłopoty z metodologią – raz jest hiperracjonalny, a raz wręcz przeciwnie.
Usprawiedliwia go jednak to, że sam przedmiot jego badań jest rozpaczliwie trudny, a i on chyba do końca nie wie, co właściwie ma udowodnić. W sumie nie jest to ani Jezus historyczny, ani Jezus chrześcijańskiego mitu, ale i jeden, i drugi, a w sumie ni to, ni sio. Ale przecież ja przeżywam podobne kłopoty, więc dlaczego grymaszę?

Wydanie: 22/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy