Uwaga, mobilki, popieram suszarki

Uwaga, mobilki, popieram suszarki

Nie cierpię fotoradarów. Nie ja jeden. To uczucie jednoczy 10 mln rodaków mających prawa jazdy. Kierowcy mogą się różnić we wszystkim, ale łączy ich niechęć do zakazów na drogach i do policji drogowej. Nic więc dziwnego, że gdy pojawiła się informacja o dodatkowych fotoradarach, jazgot się podniósł taki, jakby Tatarzy znowu stanęli u wrót Rzeczypospolitej. 160 dodatkowych fotoradarów, bo tylko tyle ich przybędzie w ciągu roku, obudziło w mediach i politykach takie rezerwy emocji i popisów słownych, że aż żal, że wcześniej marnowało się tyle dobra. Szkoda tylko, że ten gejzer bije w tak bezsensownej sprawie. Oczywiście żaden atakujący fotoradary nie ujawnia się jako obrońca tego bezprawia, które panuje na polskich drogach. Jednak atakując z taką egzaltacją te skromne, w stosunku do sytuacji i potrzeb, propozycje ministra Nowaka, opowiadają się za tym, co teraz jest. Walcząc z częstszą kontrolą radarową, media uważają, że w ten sposób stają na czele obywatelskiego sprzeciwu wobec rządu, który chce tylko jednego – wyrwać kierowcom kasę. I na dodatek, jak to zwykle z polskim rządem, robi to głupio i bez powodu. Bo przecież najpierw rząd powinien wybudować dwupasmówki, później każdego kierowcę dobrze przeszkolić i metodami perswazyjnymi tak wychować, by sam z siebie jeździł zgodnie z kodeksem drogowym.
Przeczytałem to, co wydrukowały konkurencyjne gazety, i zacząłem się śmiać. Bo jak potraktować te wezwania do krucjaty antyradarowej? Co myśleć o zapowiedziach organizowania masowego sprzeciwu albo obywatelskiego oporu? Jak rozumieć słowa, że niewycofanie się z nowych radarów grozi opłakanymi skutkami dla rządu? Autorzy tej, jak sami mówią, krucjaty antyradarowej są oczywiście zwolennikami państwa prawa. Na pokaz. Niestety, widząc, jak traktują prawo drogowe, myślę, że raczej chodzi im o takie prawo, by móc jeździć jak do tej pory. A na to nie ma zgody. Nie cierpię fotoradarów, ale jeszcze bardziej mam dosyć wyjeżdżania z domu z takimi emocjami, jakie towarzyszą rodeo albo ruletce. Uda się cało dojechać czy nie?
I w ogóle mnie nie obchodzi samopoczucie jakiegoś celebryty czy anonimowego łobuza, który, łamiąc przepisy, chce mnie zabić. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, by codziennym towarzyszem kierowcy wyjeżdżającego z domu był strach. Mamy wszyscy wystarczająco dużo problemów, by nie zawracać sobie głowy piratem, który straci prawo jazdy, bo jeździ na czerwonym świetle, przekracza dozwoloną prędkość o 100%, gada przez komórkę itd. Bez prawa jazdy będzie mógł dalej żyć. A dzięki temu, że nie będzie siedział za kierownicą, przeżyją inni. Będą same zyski, jeśli czas na głębszą refleksję dostaną tysiące naszych rodaków. Dawno sobie na to zasłużyli. Ale, niestety, nie było chętnych, by twardo się przeciwstawić obecnemu bezprawiu. Po rozmowie z Jackiem Cichockim, szefem MSW, zaczynam wierzyć, że mimo medialnych pohukiwań są w rządzie ludzie, którzy przystopują tych kierowców, którym się wydaje, że na drogach mogą hulać do woli, bo prawo ich nie obowiązuje. Bo przecież jest CB-radio i komunikat: „Uwaga, mobilki, suszarek nie ma, droga wolna”. Będą suszarki (radary), a droga nie jest wasza, tylko nasza. Wspólna.

Wydanie: 4/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy