Nowa mapa drogowa

Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, czyli mówiąc popularnie, „to nasze USA”, od pewnego czasu drukują nowe mapy drogowe. Drukują je krajom, które mają kłopoty z poruszaniem się po własnych terytoriach i po świecie. Pierwsi taką mapę otrzymali Palestyńczycy, z zaznaczoną na niej drogą, po której można się bezpiecznie poruszać w kierunku Izraela bez używania broni z jednej strony. Drugą taką otrzymaliśmy my. Być może ktoś był jeszcze między Palestyńczykami i Polakami, ale nic mi o tym nie wiadomo, bo to nie są mapy powszechnego użytku. Palestyńczycy otrzymali z drogowskazem, czego nie robić, żeby dojść, my ze wskazówką, co robić, żeby dolecieć.
Pierwsza wskazówka umieszczona na tej mapie to prośba, żebyśmy jak najmniej się starali o wizy do USA, ponieważ tylko wtedy mamy szansę nie przekroczyć trzyprocentowego progu odmów, po przekroczeniu którego nie polecimy do Ameryki nawet jeślibyśmy chcieli „tymi ręcami” i odbudować, i wyremontować ten kraj za połowę stawki, ale za to dwa razy lepiej i szybciej. Nie polecimy, ponieważ amerykański Kongres najbardziej ze wszystkiego nie lubi białych pracujących na czarno.
Ponadto, patrząc na to wszystko z naszej strony, nie wiemy, na podstawie których naszych map została sporządzona ta amerykańska, ponieważ jeżeli ona opiera się na drogach wymyślonych wcześniej przez wicepremiera, a obecnie śledczego PZU, Marka Pola, to żadne z obu państw niegdzie nie dojedzie, bo w jakim okropnym stanie one są, świadczy liczba rozbitych w ciągu roku przez kierownictwo MSWiA samochodów, a mianowicie 27 z taboru liczącego 65.
A może po prostu najnowsza mapa drogowa USA-Polska powstała po przypomnieniu przez George\’a Busha dowcipu o tym, jak to Rozenkranc spotyka Goldaman i mówi:
– Dawno cię nie widziałem. Co dobrego słychać?
– A dziękuję, dobrze, mam dużą popularną kawiarnię w Strefie Gazy. A co u ciebie?
– Ja otworzyłem sklep jubilerski w Bagdadzie.
– Gdzie?
– Przy samym posterunku irackiej policji.
– To też bardzo ładnie. A czy ty może wiesz, co słychać u naszego wspólnego kolegi Blumsteina?
– On pojechał do Polski robić jakiś interes.
– Ajajaj… a mówiłem ci kilka razy, że z niego to był zawsze ryzykant.

Wydanie: 7/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy