Błąd i słabość

Błąd i słabość

Ja głosowałem na Bronisława Komorowskiego, a Bronisław Komorowski zagłosował na Kukiza. Następnego ranka jeszcze spałem, a Komorowski już zdążył ogłosić projekt referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, jedynego zrozumiałego punktu w programie śpiewaka rockowego. Wszyscy głoszą, że Kukiz jest wielkim patriotą, i nie wątpię, że pod tym względem znajduje się na poziomie prezydenta. Pod innymi względami jest raczej człowiekiem prostaczym i bez wrodzonej zdolności wysławiania się, jaką miał w wybitnym stopniu nieboszczyk Andrzej Lepper. Ten brak rekompensuje wydawaniem gromkich okrzyków o treści oskarżycielskiej i pogróżkowej. Cały jego program wyborczy, poza jednomandatowymi okręgami, można było wybębnić na perkusji. Tak jak przodkowie Komorowskiego bogacili się na nędzy chłopa, tak on sam postanowił wzbogacić się politycznie na nędzy umysłowej. Zapowiedziałem, że oddam głos na Komorowskiego, bo wierzyłem, że w sprawach krajowych będzie postępował rozsądnie.

Media, które od ćwierćwiecza krytykują, oskarżają, oczerniają, wyszydzają, zaszczuwają i wyśmiewają partię wywodzącą się z PRL, teraz udają zatroskanie z powodu malejącego poparcia dla SLD. Ubolewają, że partia wybrała sobie tak niefortunną (w rzeczy samej) reprezentantkę do kampanii wyborczej. Od Leszka Millera wymagają, aby podał się do dymisji dla dobra lewicy, inni żądają, żeby przeprosił swoją partię. Każą myśleć, że gdyby na czele SLD stanął ktoś inny, to skutki 25-letniego zwalczania partii natychmiast znikną i partia odrodzi się w glorii. Na lewicy mówią, że jeśli się nie odrodzi, to tym lepiej, bo zostawi wolne miejsce dla nowej, postsolidarnościowej lewicy, która nie może rozwinąć skrzydeł, bo Miller zajmuje miejsce. Mnóstwo dziwacznych opinii się słyszy, ale co ciekawe, to czynny udział w zwalczaniu SLD przez jego byłych działaczy, którzy wystąpili, gdy partia już nie dawała pewności kariery. Gdy z partii Jarosława Kaczyńskiego ktoś występuje lub zostanie wyrzucony, bardzo rzadko staje się zajadłym wrogiem partii; przeważnie nadal głosi te same poglądy i zachowuje się lojalnie wobec PiS, a jeśli tworzy nową partię, to jest to przeważnie jakiś mały PiS, gotów w każdej chwili połączyć się z macierzą. Wskutek tego wyrzucania PiS się multiplikuje i zdobywa coraz większe wpływy. Czy odstępcy zwalczają Kaczyńskiego? Poza Radkiem Sikorskim nikogo takiego nie zauważyłem, ale faktem jest, że mało się przyglądam. W SLD panuje inna atmosfera i do najwytrwalszych krytyków, a raczej szyderców, należą Ryszard Kalisz, Włodzimierz Cimoszewicz i Grzegorz Napieralski, ale ten chwilowo, bo jest mało użyteczny w mediach. (Jerzy Urban to odrębna kategoria, on niczego SLD nie zawdzięcza, raczej ponosił straty z racji powiązań z tą partią).

Wyliczają dziennikarze, jakie błędy popełnił Miller. Ponosi się porażki albo i przegrywa nie tylko dlatego, że się popełnia błędy. Wystarczy, że przeciwnik jest silniejszy. Czy Mikołajczyk przegrał, dlatego że popełnił jakiś błąd? Zastanawiałbym się raczej nad tym, dzięki czemu SLD mógł tak długo trwać, mimo że od 25 lat bez przerwy zwalcza się „nieludzki i zbrodniczy” PRL, z którego ta partia się wywodzi.

Były oczywiście i błędy. Osoby, które głębiej siedzą w polityce niż ja, mówią, że głównym było zdefiniowanie się lewicowe: chwila historyczna wymagała partii ciągłości (żeby w trakcie zmiany ustroju nie zaprzepaścić dorobku 40 lat), a więc w pewnym istotnym sensie konserwatywnej. W warunkach agresywnego antykomunizmu duża część społeczeństwa potrzebowała obrony, a nie odtwarzania lewicowości sprzed eksperymentu socjalistycznego czy poparcia nowinek obyczajowych, wprawdzie ubarwiających życie, ale niekoniecznych.

Zastanawia mnie wytrwałe trzymanie się złudzenia, że w wyborach głos oddany przez młodych jest ważniejszy niż głos starych. Eksperyment z Magdaleną Ogórek nie jest pierwszym eksperymentem z młodością w SLD. Wszystkie się źle kończyły. Zamiast dbać o wyborców, których SLD miał, poszukiwano innych, koniecznie młodych. Młodzież ważniejsza, ponieważ – tłumaczył mi pewien gospodarz z Roztocza – młody to tylko niektóry umrze, a stary każdy. Gdzie oni mieli oczy, nie widząc, że nie tylko media, ale całe niemal szkolnictwo wychowuje młodych w duchu wrogości do wszystkiego, co się kojarzy z PRL.

Wnikliwi i obiektywni naukowcy zwracali uwagę na uporczywość SLD w pomijaniu najważniejszych kwestii (szczególnie trafne i celne były analizy profesorów Rafała Chwedoruka, Jacka Raciborskiego czy Mirosława Karwata). Do tego, co oni pisali, dodałbym jedno: SLD skazał się na nieważność, pomijając, przemilczając reprywatyzację, jej kolosalne nadużycia, szkody ekonomiczne, prawne i moralne. O to należało toczyć zasadniczy spór z PO-PiS-em. Rugi mieszkaniowe, które już dotknęły dziesiątki tysięcy ludzi, nie kończą się i mogą objąć jeszcze większą liczbę niczego złego nieprzewidujących ludzi. Poszkodowani i stojący w kolejce do poszkodowania nie znosiliby tego potulnie, gdyby nie zostali onieśmieleni już 25 lat triumfującym „antykomunizmem”.
Nie błędy doprowadziły do osłabienia SLD, lecz słabnięcie tej partii prowadzi do popełniania błędów. Czy orientacja na koalicję z PO to był błąd, czy chwytanie się brzytwy?

W wypowiedzi dla „Trybuny” Leszek Miller proponuje ewentualnym koalicjantom ze środowisk lewicowych minimum programowe. Do tego minimum ma należeć zasada: „Konstytucja jest przed Ewangelią”. Nie jest to minimum programowe, lecz maksimum światopoglądowe, prowokujące do niekończących się sporów teologicznych. Akt prawny nie może być stawiany ani przed, ani po, ani wyżej, ani niżej Ewangelii, bo są to rzeczy nieporównywalne. Ewangelia ma większy prestiż niż jakakolwiek konstytucja, chociaż z drugiej strony żadnej, nawet najgorszej, nie może zastąpić. Miller miał zapewne na myśli nie Ewangelię, lecz władzę Kościoła, to trzeba było tak powiedzieć.

Wydanie: 21/2015

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy