Polska i Ukraina

Ukraińska pomarańczowa rewolucja przyniosła zwycięstwo heroicznemu politykowi, jakim się okazał Juszczenko, jednocześnie stając się poważną klęską dla imperialnej polityki prezydenta Putina. Obecnie wiadomo już, że otruty dioksyną elekt podczas pobytu w Austrii uzyskał medyczną pomoc od specjalistów amerykańskich, którzy najprawdopodobniej uratowali mu życie. Szczególnym wsparciem dla jego wygranej w wyborach okazała się aktywna postawa krajów wschodnioeuropejskich, w tym Polski. Nie wiemy jeszcze, jak wiele pożytków z owej pomocy udzielonej Juszczence uzyskamy: jak na razie doprowadziło to tylko do wyraźnego pogorszenia polsko-rosyjskich stosunków. Ukraińska premier Julia Tymoszenko zapaliła, co prawda, zielone światło dla przedłużenia do Polski rurociągu Odessa-Brody, co pozwoliłoby nam uniezależnić się od niepewnych dostaw z Rosji, ale przedsięwzięcie pozostaje wciąż jeszcze w fazie papierowych projektów.
Nasz udział w konflikcie rosyjsko-ukraińskim, który ściągnął na nas srogi gniew Moskwy, zmienił geopolityczną równowagę wschodniej Europy. Jest to zdecydowanie korzystne, zwłaszcza kiedy potencjały wewnętrznej wrogości politycznej rozhuśtały się w Polsce tak mocno, że z niepokojem śledzę drogę, jaką nasz kraj przejdzie w okresie zbliżających się wyborów. Nagłym wezbraniem uczuć i sympatii dla tendencji demokratycznych na Ukrainie zrobiliśmy krok naprzód, lecz nie wiadomo, czy w zmiennym i nietrwałym świecie polityki wewnętrznej zdołamy ów kierunek postępu ocalić. Należy sobie życzyć, żeby tak właśnie się stało, ale prawdziwie bez przesady można powiedzieć, że znajdujemy się tutaj na niebezpiecznie ruchomych piaskach, ponieważ wzrost zainteresowań sprawami zagranicznymi nie równa się niestety wzrostowi rozsądku naszych krajowych elit politycznych. Można by to ująć lapidarnie w następujące orzeczenie: podczas kiedy Ukrainę, naród pięćdziesięciomilionowy, wsparliśmy w ruchu ku demokracji i wolności od imperialnego nacisku Rosjan, sami znajdujemy się w stagnacji, spowodowanej wewnętrznymi działaniami naszej prawicy, ciągnącej kraj w stronę endeckiej przeszłości. Jest to zagrożenie nie na miarę poszczególnych polityków i wypada przyznać, że przyszłość Polski jest bodajże bardziej zamglona, aniżeli była kiedykolwiek. Dlatego trudno w tym wypadku postawić jakąkolwiek diagnozę.

16 marca 2005 r.

Wydanie: 12/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy