Trzy pióra

Kuchnia polska

Niedawno na Zamku Królewskim w Warszawie odbyła się uroczystość wręczenia nagród i statuetek grupie zasłużonych artystów przez nowego ministra kultury, p. Waldemara Dąbrowskiego. Jest to oczywiście lepszy początek urzędowania niż określenie twórców dzieł artystycznych wzgardliwym mianem sztukmistrzów.
Jednak w komentarzach, jakimi opatrzyła ten fakt telewizja publiczna, mówiono, że są to także nagrody „za umiejętność radzenia sobie w trudnych czasach”. A więc swego rodzaju nagrody za przetrwanie.
W skautingu istniała – a może istnieje i teraz? – sprawność, która nazywała się Trzy pióra i polegała na tym, aby spędzić samemu trzy dni w lesie, mając jedynie kilka zapałek. Nagrodzeni artyści, jak rozumiem, zdali tę sprawność.
Jest to przykład chwalebny, jednakże dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, p. Ruszczyc, powiedział przy tej okazji, że – szczerze mówiąc – nie jest on już muzealnikiem ani historykiem sztuki, lecz akwizytorem pieniędzy, które wyrywa od różnych sponsorów na potrzeby Muzeum Narodowego.
A szkoda. Bowiem bieganie dyrektorów muzeów, reżyserów czy autorów za pieniędzmi, nawet gdy przynosi to w końcu jakieś rezultaty, nie pozostaje bez śladu na jakości wytwarzanych przez nich dzieł, które zarówno w wypadku wystaw, jak i filmów, przedstawień teatralnych czy książek mogłyby być lepsze, gdyby ich autorzy mogli się na nich naprawdę skupić, myśląc o twórczości i jej odbiorcach, nie zaś antyszambrując w poczekalniach prezesów i sponsorów. Są to straty kulturalne, których nie sposób ściśle wymierzyć, ale istnieją one z pewnością, i myślę, że nie najlepszy sezon, jaki mamy obecnie w twórczości polskiej wszystkich dziedzin, zawdzięczamy również i temu, że artyści zamiast zużywać swoją energię na zmagania z materią artystyczną, marnują ją, zdając sprawność Trzech piór w dżungli życia biznesowego.
Premier Miller, obecny na uroczystości w Zamku Królewskim, powiedział, że mimo nacisku innych potrzeb jego rząd jest zdania, że obszary nauki i kultury powinny doczekać się jakichś budżetowych pieniędzy. Jest to deklaracja z rodzaju tych, jakich zawsze słucha się z przyjemnością. Rzecz w tym jednak, że – wbrew pozorom – same pieniądze, o których mowa jest bez przerwy, wcale nie rozwiązują problemów związanych z ekonomiką kultury w Polsce. Podstawową sprawą bowiem nie jest ich wyasygnowanie, ale ulokowanie we właściwym miejscu. Tym miejscem jest stworzenie systemu, w którym kultura i twórczość artystyczna mogłyby naprawdę egzystować.
W przeciwieństwie bowiem do czasów tzw. realnego socjalizmu, który określany był trafnie jako „ekonomia niedoboru”, w systemie kapitalistycznym, nawet tak pokracznym jak ten, w którym żyjemy, samo wyprodukowanie czegokolwiek nie jest problemem, problemem natomiast jest sprzedaż. Odnosi się to także do dziedzin kultury. Wydrukowanie książki – ongiś istna droga przez mękę – jest dzisiaj śmiesznym i wcale nie tak znów kosztownym drobiazgiem. Dowodem na to jest choćby fakt, że w Polsce ukazuje się rocznie około 15 tys. tytułów nowych książek. Ale książek tych, jak zwykle poza nielicznymi wyjątkami, nie sposób sprzedać i dlatego wydawnictwa, które w nie inwestują, padają jedne po drugich, a autorzy otrzymują za swe książki albo humorystyczne honoraria, albo nie otrzymują ich w ogóle. To samo następuje w innych dziedzinach.
Są oczywiście gałęzie sztuki, w których samo wyprodukowanie utworu jest kosztowne, taką dziedziną jest na przykład film. Ale kryzys filmu polskiego nie polega tylko na tym, że nie ma za co go wyprodukować – bo przecież jakieś filmy się produkuje – ale na tym, że nie ma go jak sprzedać w kinach. Nie dlatego, by były to wszystko beznadziejne knoty, na które ludzie nie chcą chodzić, ale dlatego, że nie istnieją żadne mechanizmy (fiskalne chociażby, jak przed wojną), które by promowały rodzimą produkcję w systemie dystrybucji.
Niebogaty jest rynek produkcji dóbr kulturalnych, to prawda. Ale naprawdę biedny jest rynek konsumentów kultury. Nie może być inny w kraju niemal 20-procentowego bezrobocia, żebraczych emerytur – a przecież wiek emerytalny jest na świecie okresem wzmożonej konsumpcji kulturalnej! – malejących realnych zarobków ludzi pracy najemnej. Świadczą o tym wszystkie ceny produktów kulturalnych – książka za średnią cenę 30 zł, płyta za cenę 30-50 zł, bilet do kina za 15 zł, bilet do muzeum za 20 zł, nie mówiąc o biletach teatralnych czy koncertowych.
To wszystko sprawia, że system ekonomiki kultury jest po prostu niedrożny. Nie zatyka się na etapie produkcji dóbr kulturalnych, o czym mówi się najwięcej, ale na etapie ich sprzedaży. Dlatego polityka kulturalna państwa powinna być nastawiona nie tyle – choć brzmi to jak herezja – na pomoc artystom, ile na pomoc konsumentom. Dopracowanie się, z pomocą państwa, taniej książki, płyty, biletu, zaopatrzenie bibliotek, aby stać je było na zakupy nowości, a może wręcz wykoncypowanie systemu podatkowego, w którym wydatki na cele kulturalne byłyby podstawą do ulg podatkowych, jest to jedyna droga, aby pomagając odbiorcom, realnie pomóc twórcom, producentom, wydawcom, wystawcom i muzealnikom.
Istnieje pogląd, że ludzie zapędzeni w ślepy zaułek ogłupienia przez telewizję przede wszystkim i przygnieceni przez biedę wyzbywają się tęsknot kulturalnych. No więc proszę mi wyjaśnić, dlaczego w Łodzi tłum stoi w deszczu na ulicy przed gmachem w którym śpiewa słynny Cura, i nie tylko stoi, ale podpowiada mu także tytuły utworów, które chciałby usłyszeć. Dlaczego w księgarniach widzi się ludzi „obwąchujących” książki, których nie mogą kupić. Dlaczego na darmowych, bo pod gołym niebem, koncertach jazzowych w Rynku Starego Miasta można zostać uduszonym w tłumie. Dlaczego w Żarach na polskim Woodstock bardzo szczególna przecież publiczność wysłuchała w skupieniu filharmonicznego wykonania Ravela.
Jeśli państwo, jak mówi premier, może wyłuskać jakieś środki na kulturę, to niechaj je wyda na udrożnienie obiegu kultury. Przy tym obiegu pożywić się będą mogli i autorzy, i producenci, i wydawcy. A twórcy nie będą zmuszeni do zdobywania sprawności Trzech piór, za co właśnie otrzymali gustowne statuetki.

 

Wydanie: 38/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy