A w Ojczyźnie nic nowego się nie dzieje

A w Ojczyźnie nic nowego się nie dzieje

Nie było mnie w kraju przez dwa tygodnie. Nie czytałem polskich gazet, nie oglądałem telewizji, nawet nie zaglądałem do internetu. Oglądałem egzotyczne krajobrazy, stare świątynie różnych wyznań, małpy i słonie. Przedzierałem się przez tłumy handlarzy, naciągaczy i żebraków.
Po dwóch tygodniach, gdy po przesiadkach dotarłem wreszcie na pokład samolotu Polskich Linii Lotniczych LOT, po raz pierwszy po tak długiej przerwie wziąłem do drżącej z emocji ręki znów polską gazetę! Czytam, co nowego w mojej ojczyźnie. Ano nic nowego. Krzyż pod Pałacem Prezydenckim, choć z wątłych zbity listewek, stoi jako skała. Obrońcy krzyża w dobrej formie. Stoją i bronią. Choć nikt nie atakuje. A co czynić dalej, zapewne namyśla się specjalny nowo powołany radca dworu (przepraszam: „pałacu”) do spraw polityki historycznej prof. Nałęcz. Z kolei Magdalena Środa ubolewa w tejże gazecie, że doradca Nałęcz nie jest kobietą. Na „niesłuszną” tablicę smoleńską na ścianie Pałacu Prezydenckiego jakiś fanatyk wylał fekalia. Inny wariat został ujęty przed pałacem, pod krzyżem z atrapą granatu. Bezpieczeństwa obrońców krzyża pilnuje, jak donosi gazeta, kilkudziesięciu policjantów i ponad stu strażników miejskich oraz bliżej nieznana, w dodatku tajna liczba funkcjonariuszy BOR. Zapewne są tam także dobrze zamaskowani funkcjonariusze ABW, których liczba jest tym bardziej tajna. Nic dziwnego, że „obrońcy krzyża” czują się ważni i docenieni. A samo miejsce przyciąga coraz to nowych wariatów, przez co zamierzone miejsce żałobnej zadumy staje się coraz bardziej błazeńskie i komiczne. Nic więc dziwnego, że Jadwiga Staniszkis podpowiada Jarosławowi Kaczyńskiemu, aby zaapelował do „obrońców”, aby krzyż sami przenieśli do kościoła. Nie sądzę, aby prezes Kaczyński posłuchał swej wiernej przyjaciółki. Jak haszkowski Paroubek prezes wyraźnie „w gniewie się zapamiętał”, gryzie i kopie na oślep. Obrywają nawet wierni mu i zawsze wobec niego lojalni publicyści. Nawiasem mówiąc, dobrze im tak!
W Krakowie SLD nie będzie popierać kandydatury Jacka Majchrowskiego, tylko ma swego kandydata na prezydenta Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. Nie jest tym kandydatem Joanna Senyszyn. Kto ją zna, wiedział od razu, że zapowiedzi jej kandydowania to humbug, a pani profesor jest zbyt wygodna i zbyt rozsądna, by chcieć zamieniać nicnierobienie w Brukseli za wielkie pieniądze na ciężką pracę prezydenta miasta za pieniądze o wiele mniejsze. Ma więc krakowski SLD innego kontrkandydata dla Majchrowskiego. Jest nim były poseł Kazimierz Chrzanowski. „Chrzanowski ma kandydować? – dziwiła się pewna starsza pani – przecież on nie żyje”. Sądziła bowiem, że chodzi o zmarłego przed kilku laty prof. Tadeusza Chrzanowskiego. Już to świadczy o tym, jak nazwisko Chrzanowski jest w Krakowie popularne, a przy okazji, jak powszechnie znany jest eksposeł.
W tejże gazecie mogłem też przeczytać, że lider pewnej praktycznie nieistniejącej partii lewicowej, uważającej się za konkurencję SLD, wedle wyników zleconych przez siebie badań jest najbardziej rozpoznawalną postacią krakowskiej lewicy. W każdym razie na pewno najbardziej rozpoznawalną wśród ankieterów, którym zapłacił za badania. Byłby jeszcze bardziej rozpoznawalny, gdyby im nie zapłacił.
Na obchody jubileuszu porozumień jastrzębskich nie zostali zaproszeni ani prezydent Komorowski, ani premier Tusk. Co prawda złośliwi mówią, że gdzie jak gdzie, ale w Jastrzębiu porozumienia podpisywała władza sama ze sobą, jednak złośliwych, jak wiadomo, nigdy nie brakuje, a dziś za jedynych gospodarzy uroczystości uznała się „Solidarność”. Przyjaźni Platformie dziennikarze ubolewają nad krzywdą pana prezydenta i pana premiera.
Rzeczywiście, niezaproszenie urzędującego prezydenta i okazywanie mu lekceważenia jest chamstwem i wynika z niezrozumienia podstawowych reguł demokracji. Urzędujący prezydent, wybrany większością głosów w demokratycznych wyborach, jest prezydentem także tych, którzy na niego nie głosowali. Czy tym ostatnim się to podoba, czy nie, wyraża on majestat Rzeczypospolitej. Okazywanie lekceważenia demokratycznie wybranemu prezydentowi jest okazywaniem lekceważenia Rzeczypospolitej. Tak więc sympatyzujący z Platformą i prezydentem Komorowskim publicyści mają rację. To, co robi „Solidarność”, to chamstwo i głupota.
Nie pamiętam jednak, by ci sami publicyści wypominali chamstwo i głupotę tym radnym krakowskim, którzy w swoim czasie chcieli uchwalić, że prezydent Kwaśniewski jest w Krakowie persona non grata, albo by wypomnieli nietakt (nie mówię już chamstwo) polegające na niezaproszeniu eksprezydenta Jaruzelskiego na uroczystość zaprzysiężenia prezydenta Komorowskiego. Chyba że coś w mediach polskich przeoczyłem, bo jak wspominałem na początku, przez dwa tygodnie nie było mnie w kraju.
Być może wciąż jeszcze jestem pod urokiem niedawno zakończonych wakacji, ale upierałbym się, że ciekawsze jest oglądanie małp na Cejlonie niż oglądanie polskiej sceny politycznej i śledzenie polskich mediów. Ach, gdybyście państwo wiedzieli, ile elegancji i gracji jest w ruchach małp, a ile inteligencji w ich oczach!

Wydanie: 34/2010

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy