Głosując na Dudę, wybierasz Kaczyńskiego z Macierewiczem…

Głosując na Dudę, wybierasz Kaczyńskiego z Macierewiczem…

Zostając w domu, nie biorąc udziału w drugiej turze wyborów, też pomagasz w wyborze. Nie jest tak, że nie idąc do wyborów, nie głosujesz na nikogo. Swoją absencją zawsze na kogoś faktycznie głosujesz, na ogół na tego, na kogo najbardziej byś nie chciał.

Dziwna to była kampania. Ale okazała się bardzo pouczająca. Zaczęło się od tego, że urzędujący prezydent Komorowski z sześćdziesięcioma kilkoma procentami poparcia wydawał się pewnym faworytem. Pewnym tak dalece, że polityczna konkurencja wystawiła kandydatów ze swojego trzeciego szeregu, rzucając ich – jak sądziła – na pewne pożarcie. Nie chciał po raz kolejny przegrać Kaczyński, wystawił Dudę, nie chciał sromotnie przegrać Miller, wystawił Ogórek, nie chciał przegrać Piechociński, wystawił Jarubasa. Z drugiej strony Platforma tak dalece była pewna zwycięstwa swojego kandydata, że uznała, iż szkoda pieniędzy i wysiłku na kampanię, bo bez niej Bronisław Komorowski i tak wygra w cuglach, i to już w pierwszej turze.

Wszyscy się pomylili. Największą niespodzianką dla całej klasy politycznej był nie tylko sukces wyborczy rockmana Kukiza, ale przede wszystkim skład jego elektoratu. Kukiz wystartował w wyborach spoza systemu politycznego, bez poparcia jakiejkolwiek partii. Co więcej, startował jawnie przeciw wszystkim partiom. Przeciw całemu establishmentowi. Właściwie nie miał żadnego programu, plótł rozmaite rzeczy, pluł na klasę polityczną i dziennikarzy, a jako remedium na wszystkie bolączki społeczeństwa i państwa widział jednomandatowe okręgi wyborcze, owe słynne już teraz JOW-y. Jak wynikało z kontekstu jego wypowiedzi, nie bardzo zresztą wiedział, ani o jaką odmianę okręgów jednomandatowych mu chodzi, ani jakie są konsekwencje ich wprowadzenia.

W każdych wyborach pojawia się jakiś kandydat „antysystemowy” i uwodzi czymś część elektoratu. W 1990 r. pojawił się człowiek znikąd, tajemniczy Stan Tymiński, i przeszedł do drugiej tury wyborów z Lechem Wałęsą, eliminując po drodze pierwszego niekomunistycznego premiera Tadeusza Mazowieckiego. Antysystemowy był początkowo Lepper ze swoją Samoobroną, antysystemowy był w 2011 r. Palikot, a w ostatnich wyborach do europarlamentu wiecznie żywy i niezmiennie uchodzący za antysystemowego Korwin-Mikke. Teraz antysystemowy był Kukiz.

Na Kukiza głosowali młodzi ludzie, niestety, formalnie rzecz biorąc, także nieźle wykształceni. Ta spora część elektoratu (prawie 20% spośród niespełna 50% Polaków idących do głosowania) takim wyborem coś zademonstrowała. Nie było to zachowanie nieracjonalne. Nieracjonalnie mogą zachować się jednostki, nie duże grupy społeczne. Dlatego kwitowanie, że na Kukiza głosowali idioci, nie jest ani mądre, ani sprawiedliwe, ani niczego nie wyjaśnia. Nie głosowali też miłośnicy okręgów jednomandatowych, jak naiwnie odczytał ten sukces sztab prezydenta Komorowskiego, nakłaniając go do działań na rzecz wprowadzenia takich okręgów. Jestem przekonany, że wyborcy Kukiza w gruncie rzeczy okręgi jednomandatowe mają w nosie, nawet nie bardzo wiedzą, o co chodzi. Takimi pociągnięciami ich łask się nie kupi, a demonstrując wyraźnie koniunkturalizm, podważa się własną wiarygodność. Traktuję to jako przejaw paniki w sztabie Bronisława Komorowskiego i kolejny jego błąd. Trzeba trafniej odszukać przyczynę, dla której ludzie młodzi i na ogół wykształceni zagłosowali na Kukiza. Socjolodzy mają narzędzia, aby to zbadać; felietonista może na gorąco spróbować postawić jakąś diagnozę.

Nasze pokolenie pamięta siermiężne lata PRL, ma przed oczami obraz Polski sprzed 30 lat i obraz Polski dzisiejszej. Sukcesy dzisiejszej Polski są na takim tle wyraźne i dlatego na ogół je doceniamy. Widzimy braki, to i owo chcielibyśmy poprawić, czasem nawet coś głęboko zmienić, ale przecież jesteśmy na ogół dumni z Polski i dokonań Polaków w ostatnich 25 latach. Młode pokolenie nie zna innej Polski niż dzisiejsza. Jej braki i mankamenty widzi wyraźniej niż starsze generacje. Polskę dzisiejszą porównuje nie do tej sprzed 30 lat, ale do Polski swoich marzeń i wyobrażeń. I widzi obraz władzy. Klincz PO i PiS, nieudolną, podzieloną lewicę. Ma tej sceny politycznej dość i specjalnie mu się nie dziwię. Młodzi ludzie chcą zmian, ale czują, że nie mają żadnego wpływu na to, co w Polsce się dzieje, że nie mają wpływu na władzę, a chcieliby go mieć. Mają przy tym niewielkie doświadczenie życiowe, nie rozumieją mechanizmów państwa i władzy. Nie było im dane uczestniczyć w rewolucji naszego pokolenia i chcą robić własną. To jest mechanizm napędzający postęp, sam w sobie pożyteczny, świadczący o chęci zmian i aktywnego w nich udziału. Ale przy braku realnej alternatywy dla układu PO kontra PiS ten elektorat zagospodarowuje demagog. Jest wysoce prawdopodobne, że w najbliższych wyborach Kukiz wprowadzi do Sejmu swoją reprezentację. Wchodząc do Sejmu, każda antysystemowa siła staje się częścią systemu, tracąc swoją antysystemowość. Tak było z Samoobroną, Ruchem Palikota, a nawet z Platformą Obywatelską, która do Sejmu wchodziła jako ruch obywatelski, była przeciwna finansowaniu partii z budżetu… Tak będzie i z „ruchem Kukiza”. Nie wiem, jaką przybierze nazwę (może Ciasteczka – wszak Kukiz to fonetycznie po angielsku ciasteczka właśnie). Urodzenie się tego ruchu na jedną kadencję (wiemy, jak skończyła Samoobrona, a teraz kończy Ruch Palikota) świadczy jednak o tym, że klasa polityczna nie potrafiła młodym ludziom zaoferować niczego poza starymi sporami. Gdyby Bronisław Komorowski zamiast zgłaszać swoją gotowość tworzenia JOW-ów, zadeklarował inicjatywę zmiany prawa, tak by ograniczyć liczbę kadencji posłów, senatorów, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast do dwóch, zapewnić rotację władzy, otworzyć do niej drzwi ludziom młodym, zyskałby nieporównanie więcej.

Teraz jednak rozegra się walka o prezydenturę między udającym, że nie jest z PiS, Dudą a Komorowskim. Wygra kandydat, który skuteczniej sięgnie po głosy tych, którzy do wyborów w pierwszej turze nie poszli albo oddali w niej głos na Kukiza.

A swoją drogą, Duda, który wygrywa wybory albo nawet tylko nieznacznie je przegrywa, to dodatkowy kłopot dla Kaczyńskiego. Takiego sukcesu Dudy prezes chyba się nie spodziewał. W końcu PiS jest partią wodzowską, a przykazanie „nie będziesz miał wodzów cudzych przede mną” jest pierwszym, o ile nie jedynym przykazaniem PiS-owskiego dekalogu.

Wydanie: 21/2015

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy