Jeszcze raz o historii i polityce

Jeszcze raz o historii i polityce

Rząd PiS pokazał, że niemożliwe jest możliwe. Na konferencji bliskowschodniej potrafiono za jednym zamachem zepsuć sobie stosunki z Iranem i Izraelem. Już wcześniej mając jak najgorsze relacje z Rosją, potrafiono zepsuć i te z Ukrainą. Z Rosją spieramy się o przyszłość, z Ukrainą o przeszłość. Naprawianie tego będzie trudne i zajmie nam zapewne wiele lat.

Stosunki polsko-żydowskie są szczególnie skomplikowane. Poza racjami moralnymi chodzi tu o to, że Izrael jest sojusznikiem USA, i to znacznie ważniejszym niż Polska. Poza tym lobby żydowskie jest w Ameryce nieporównanie ważniejsze i bardziej wpływowe niż Polonia amerykańska. W sytuacji, gdy boimy się Rosji, a równocześnie jesteśmy skonfliktowani z Unią Europejską i postawiliśmy tylko na USA, nie wróży nam to szczęścia.

Nasza polityka historyczna jest nie do pogodzenia z polityką historyczną izraelską. Z polityką historyczną ukraińską czy litewską także nie. Przekonani o słuszności naszej polityki historycznej i samej idei takiej polityki domagamy się, by wszyscy dookoła swojej polityki się wyrzekli. Brniemy w kierunku całkowitego osamotnienia, skłóceni z wszystkimi wokół. Nasza polityka historyczna, opierająca się na zmitologizowanej historii, prowadzi nas do katastrofy.

Alergicznie reagujemy na każde wspomnienie polskiego antysemityzmu. Za każdym razem oburzamy się, przypominając naszych sprawiedliwych wśród narodów świata. Słusznie ich przypominamy. Ale to tylko część prawdy. Całą prawdę wypieramy ze świadomości.

Chcemy, by Ukraińcy rozliczyli się ze zbrodni UPA. Byłoby dobrze, gdyby się rozliczyli. Ale czy mamy prawo tego się dopominać? Pomijam względy polityczne. Weźmy pod uwagę tylko względy moralne.

Czy nic nie mamy sobie do zarzucenia? W którym polskim podręczniku historii młodzież może przeczytać choćby o akcji burzenia cerkwi w 1938 r.? Za akcję „Wisła” odpowiedzialność zrzucamy na komunistyczne władze i ZSRR. Ale cerkwie w 1938 r. były burzone nie przez komunistyczne władze, tylko na polecenie polskich władz przez polskich żołnierzy i policjantów. Ci, którzy te decyzje podjęli, i ci, którzy gorliwie je wykonywali, byli przekonani, że służą polskiej racji stanu. Z perspektywy czasu wiemy, że nie służyli. Czy można z tego wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość? Aby wyciągnąć wnioski, trzeba by o tym wiedzieć. Wie o tym przeciętny Polak? Z podręczników do historii się nie dowie.

Czy w tych podręcznikach można coś wyczytać o traktowaniu Żydów w międzywojennej Polsce? Przeciętny polski inteligent nie wie, czym były numerus claususnumerus nullus? A skąd ma wiedzieć?

Wydawało mi się, że o obronie Lwowa wiem wszystko. Z literatury i z rodzinnych przekazów. O tym, że po zwycięskiej obronie bohaterscy obrońcy urządzili pogrom Żydom i spalili synagogę, dowiedziałem się zupełnie niedawno z książki Gaudena. Ile osób przeczyta tę książkę?

W podręcznikach do historii, podstawowym źródle wiedzy historycznej większości Polaków, ani słowa o tym wszystkim. Także o postawach znacznej części polskiego społeczeństwa wobec Żydów w czasie niemieckiej okupacji i, co gorsza, zaraz po wojnie. Pamiętam oburzenie oficjalnej propagandy w moczarowskiej Polsce, trafiającej na podatny grunt społeczny, na książkę Kosińskiego „Malowany ptak”. Pamiętam reakcje społeczne na czystki, w ramach których wyrzucano Żydów ze stanowisk po 1968 r. Reakcje na ogół pozytywne, aby nie powiedzieć entuzjastyczne.

Po 1989 r. ukazało się wiele książek opisujących stosunek Polaków do Żydów w Polsce międzywojennej, w czasie okupacji i zaraz po wojnie. W tym książki Jana Grossa, ale nie tylko jego. Jaki procent Polaków je przeczytał? Jaki ślad tego znajdziemy w podręcznikach historii?

Wydawało się, że przełomem były ujawnienie prawdy o Jedwabnem i stosunek ówczesnych władz do tej tragedii. Przypomnę, że na odsłonięcie pomnika do Jedwabnego przyjechał prezydent Kwaśniewski. Byłem dumny, że dojrzeliśmy jako naród do zmierzenia się z własną przeszłością. Jedwabne stało się niejako symbolem. Wiadomo było, że takich mniejszych Jedwabnych były w Polsce dziesiątki. Ale minęło nie tak wiele lat, a pani minister edukacji oświadczyła, że nie wie, kto mordował Żydów w Jedwabnem. Był film „Pokłosie”, a później nagrodzona Oscarem „Ida”. Za rolę w „Pokłosiu” podpadł prawicy nawet aktor Maciej Stuhr. „Idę” prawica w Polsce (w tym osoby prominentne w obozie władzy) uznała za film antypolski! Jak możemy być lepsi, jak możemy eliminować swoje błędy, jeśli nie chcemy do nich się przyznać, jeśli ich istnienie wstydliwie zatajamy?

Czy naprawdę nie potrafimy się zmierzyć z własną przeszłością? Przyznać do win? Jak bez tego możemy być lepsi i jakie mamy moralne prawo domagać się od Ukraińców, Litwinów czy Żydów, by rozliczyli się ze swoją przeszłością? A domagamy się tego ustawicznie.

Raz jeszcze przywołać wypada Józefa Szujskiego, który przestrzegał, że fałszywa historia jest przewodniczką fałszywej polityki. Fałszywej i nieskutecznej. Mało nieskutecznej – katastrofalnej!

Wydanie: 10/2019

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy