Czarci urok

Szwindel, któremu patronuje przyszły premier Rokita, brzmi niezwykle obiecująco. Oto światła Platforma Obywatelska zniesie uciemiężonym podatkami Obywatelom nieludzki abonament radiowo-telewizyjny, niesłusznie ściągany. Bo trzeba płacić za programy, które nie zawsze podobają się płacącym. Zresztą kto lubi płacić za coś, co może być za darmo. Tak jak komercyjne telewizje i rozgłośnie radiowe. Zatem ciesz się, ludu, oto władza, która podatków nie podnosi, lecz je znosi.
Szwindel z prywatyzacją telewizji publicznej, któremu patronuje przyszły premier Rokita, ma też czcicielskie brzmienia dla ludzi uważających się za kulturalnych. Wraz z prywatyzacją telewizji publicznej nie zniknie bynajmniej jej kulturalno-oświatowa misja. Po prostu programy misyjne będą emitować telewizje komercyjne, za które państwo im zapłaci. Z funduszu utworzonego z wpływów pochodzących z prywatyzacji telewizji publicznej. Albo zostawi się program II TVP SA i on będzie misyjny. Brzmi to ładnie, tyle że nie wiadomo, na jak długo wystarczy poprywatyzacyjnych pieniędzy na opłacanie komercyjnym działań misjonarskich. I nikt nie dodaje, że pozbawiona programu I „Dwójka” szybko zbankrutuje, bo nie utrzyma się wyłącznie z reklam. Ponieważ programy misyjne nie przyciągają chmary reklamodawców. Zresztą nigdzie na świecie nie ma takiego rozwiązania, że telewizje komercyjne realizują \”misję\” za państwowe pieniądze. Jedynie w Hongkongu, gdzie wszystko jest prywatne i superkomercyjne, państwo płaci z budżetu za monitory rządowe emitowane w telewizjach komercyjnych. Ale za teatr, za klasykę literacką już nie.
Szwindel z prywatyzacją telewizji publicznej, któremu patronuje przyszły premier Rokita, ukrywa inny. Dyskutując o likwidacji abonamentu radiowo-telewizyjnego, o prywatyzacji telewizji publicznej, nie wspomina się o losie publicznej radiofonii. A przecież ta nie utrzyma się bez dotacji abonamentowej. Zatem też pójdzie na sprzedaż. Chętnych na trzy programy radiowe będzie pewnie więcej niż na kanały telewizyjne. Tylko która z komercyjnych rozgłośni radiowych zrealizuje misję publicznego radia? I za jakie pieniądze? Radio publiczne nie budzi tak wielkich emocji, nienawiści jak telewizja. Nie budzi też takiego społecznego zainteresowania. Będzie je można opylić po cichu. Pod osłoną dyskusji o przyszłości telewizji publicznej w czasach już bezabonamentowych.
Szwindel prywatyzacji publicznej telewizji i radiofonii prowadzi do złamania pluralizmu w mediach. Nie będzie już różnorodności właścicielskiej, programowej. Zapanuje komercyjna poprawność.
Likwidacja publicznych mediów to typowa ucieczka od wolności. Od rozwiązywania problemów trudnych. Skoro nie potrafimy poradzić sobie ze stworzeniem modelu publicznej telewizji, to nie zajmujmy się tym dalej. Prywatyzacja znów będzie lekarstwem na wszystkie bolączki. Sprywatyzuje się i problem się rozwiąże.
A przy okazji będzie można odebrać prowizję transakcyjną, uwłaszczyć się nieco i liczyć na parę innych bonsuów. Wszystko, by ulżyć ludowi obciążonemu abonamentem i przymusem oglądania programów kulturalno-oświatowych.

Wydanie: 43/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy