List otwarty do pana Przemysława Sypniewskiego, prezesa Zarządu Poczty Polskiej SA

List otwarty do pana Przemysława Sypniewskiego, prezesa Zarządu Poczty Polskiej SA

Panie Prezesie,
Jedną z usług, które oferuje kierowana przez Pana instytucja, jest prenumerata prasy. Poczta Polska szeroko ją zresztą reklamuje. Dla wielu starszych, cierpiących na rozmaite schorzenia ludzi jest to często jedyna możliwość dostępu do gazet. Taką możliwość zapewnia, i to wszystkim chętnym, każdy cywilizowany kraj. Lepiej czy gorzej, choć często gorzej, funkcjonowało to i w Polsce. A najlepiej za czasów mocno – także przez nas – krytykowanego InPostu. Jaki on był, taki był. Ponieważ jednak konkurował z Pocztą Polską, nieraz skutecznie, to i Pańska firma musiała dbać o poziom usług. Czyli także o czytelników prasy. Niestety, na nieszczęście dla nas, odbiorców usług Poczty, znowu jesteście monopolistą. I często działacie według filozofii zaprezentowanej przez Stanisława Bareję: nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi? Tak Pańska firma reaguje na skargi.

W związku z kłopotami, w jakie – mam nadzieję, że tylko czasowo – wpadł Ruch SA, podobnie jak inni wydawcy podjęliśmy starania o zwiększenie liczby prenumeratorów. Udało się! Setki czytelników zaufały redakcji, a redakcja zaufała Poczcie Polskiej.

Pieniądze za prenumeratę Pańska firma oczywiście wzięła. Często za cały rok z góry.

Niestety, zapomnieliście, za co były te pieniądze. Przypomnę więc krótko: czytelnicy zapłacili za to, by w poniedziałek, a jeśli się nie da, we wtorek, tygodnik PRZEGLĄD był u adresatów. Taka jest umowa.

Bo chyba zgodzi się Pan, że tygodnik otrzymany po tygodniu, albo często po dwóch, albo dwa numery naraz, to nie jest realizacja umowy.

Dzięki takiej pracy Poczty, a więc Pana pracy, Panie Prezesie, od poniedziałku do piątku, od rana do wieczora wysłuchujemy skarg i pretensji naszych czytelników. Słusznych skarg i uzasadnionych pretensji.

Żal mi również naszych pracowników, którzy biorą na siebie Pana winy. Bo to Pan odpowiada za pracę Poczty Polskiej. Wiem, że nie jest to praca przymusowa. I skoro Pan się jej podjął, odpowiada Pan za jej efekty. A nie za tłumaczenie własnych problemów tym, że nie ma listonoszy, że mało płacicie, że śnieg pada itp. Przecież to, co się dzieje, to kpienie z ludzi. I oszukiwanie kontrahentów.

Kończąc ten list, wierzę, że nasz tygodnik będzie punktualnie trafiał do prenumeratorów. I że uda się Panu skutecznie ten proces zorganizować.

Wydanie: 5/2019

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy